Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 8 grudnia 2016

Od Moone "Czarna historia" cz. 5

Marzec 2018
Cieszyłam się z nowej jaskini. Była jednak ona zbyt pusta, żebym sobie w niej mieszkała. Postanowiłam pozbierać patyki i coś z nich poukładać, żeby przyozdobić "pustkowie". Będąc już przy drzewku, gdy zaczęłam zbierać patyki duże i małe, zauważyłam, że niedaleko siedzi jakiś szczeniak. Odłożyłam gałązki i podeszłam do niej. Łapą głaskała liście, najwyraźniej jej się nudziło.
- Cześć, jestem Moone. A ty? - zagadałam pierwsza.
Podniosła głowę i swoimi niebieskozielonymi oczami popatrzyła się na mnie z uśmiechem na pysku.
- Ja jestem Aokigahara. Ale mów mi Aoki. - odpowiedziała.
Po jej zachowaniu widać było, że jest ufna do nieznajomych. Jednak nie przejmowałam się tym i zaproponowałam jej pójście do mojej jaskini. Chętnie przyjęła propozycję i razem ze mną podążała do domu. W połowie drogi poczułam ból w zadrapaniu. Pewnie "odezwał się" mój wewnętrzny głos zaatakowany przez Sagope. Pewnie złościł się, że koleguję się z kimś zamiast komuś dokuczać, jak to demony mają. Najpierw dręczą, później pozbywają się ofiary. Kiedy to mnie bolało, to wadera spoglądała na mnie, pytając się mnie, czy mi nic nie jest. Ja zaprzeczałam bo nie chciałam jej ode mnie odpychać. Mogłaby się mnie bać, gdyby dowiedziała się co mnie spotkało. Gdy byłyśmy już na miejscu to spytała się co będziemy robić.
- O nie! Miałam wziąć patyki! - przypomniało mi się.- Może się wrócimy?
- Tak! Przejdziemy się!  - wykrzyknęła.
Zaczęła się robić coraz bardziej gadatliwa. Przy zbieraniu gałązek zaczęła mi opowiadać o swoich dawnych chwilach. Gdy już skończyłyśmy to wróciłyśmy do jaskini. Był już wieczór i Aoki nie chciała iść do domu. Chciała jeszcze mnie lepiej poznać. Nie chciałam jej też wyganiać, ale wiedziałam, że lepiej będzie jak będzie nocować w swojej jaskini. U mnie mogą się dziać dziwne rzeczy. Mogłabym ją do siebie zniechęcić. Więc pożegnałyśmy się i umówiłyśmy na kolejny dzień w miejscu, gdzie się poznałyśmy. Gdy księżyc już wszedł to usnęłam. Nic mi się nie śniło, co było to dla mnie zadowalające. Obudziłam się o północy. Nie chciałam już spać, więc położyłam się bliżej wejścia jaskini. Wydawało mi się, że kratery księżyca przesuwały i coś przedstawiały. Zamknęłam na chwilkę oczy. Poczułam miękki dotyk na mojej ranie. Jak by coś do niej wpływało, co było niemożliwe, gdyż to już nie była otwarta rana lecz widoczna blizna. Spojrzałam na niebo. Kratery przekształciły się w znaczek mojego taty, gwiazdę z jednym, urwanym ramieniem. Jakiś biały dym leciał w moją stronę, przebijały się w nim małe gwiazdeczki. Czułam jak coś do mnie wpływa, jakaś moc. Było to tak miłe uczucie, że po tym całym "przedstawieniu" usnęłam. Obudziłam się wczesnego ranka. Wyszłam z jaskini i  zobaczyłam księżyc, który miał już normalnie ułożone kratery. Po chwili w ogóle go już nie było widać. Poszłam na łąkę. Czekała tam już na mnie zniecierpliwiona Aoki.
- Cześć! Miło mi cię znów widzieć! - przywitałam się.
- Cześć! Cześć! Może pójdziemy do wodopoju, przejdźmy się! - zaproponowała.
- Ok, ale może najpierw zrobimy jakieś ozdoby z patyków?
- Nie, nie! Chodź za mną, później to zrobimy!
- No ok... - odparłam z niechęcią.
Po drodze wypytywała się mnie, jaka jest moja historia. Opowiadałam jej o mnie, czasem popłakiwałam. Gdy zaczęłam mówić jak podrapał mnie dziadek, to zatrzymałam się. Nie wiedziałam, czy opowiedzieć jej o całej prawdzie. Aoki zniecierpliwiona pytała się co dalej. Postanowiłam że ją trochę okłamię. Wymyślałam, że Sagope sobie poszedł, a ja uciekłam do tej watahy, bo był pożar lasu i trafiłam do szpitala, bo potknęłam się o wystające korzenie drzew i skręciłam nogę. Na szczęście uwierzyła we wszystko. Przy wodopoju nikogo nie było, więc żeby nie być taką nudziarą to obejrzałam się dookoła czy nikt inny do nas nie idzie i wskoczyłam do wody, żeby się wypluskać. Aoki przyłączyła się do mnie i razem nurkowałyśmy. Nagle usłyszałyśmy jak ktoś się do nas zbliża. Szybko wyszłyśmy z wody i otrzepałyśmy się. Przecież to nie jest miejsce na kąpanie! Napiłyśmy się wody ze źródełka i poszłyśmy do mojej jaskini. Gdy już tam byłyśmy to każda z nas wzięła sobie po kilka patyków i układałyśmy sobie coś z nich. Nie miałam pomysłu, więc położyłam cztery badyle na kształt kwadratu, ale z wystającymi końcówkami. Pozaginałam je w różne strony i powoli wychodziła mi jakaś składanka. Aokigahara co jakiś czas spoglądała na moją pracę. Z resztą ja na jej też. Układała chyba gwiazdkę albo kokardkę. Miałam długie gałęzie, więc plotłam tak aż mi się skończą. W połowie roboty wadera coś do mnie mówiła, ale ja byłam bardziej skupiona na tym co robiłam. W końcu skończyłam. Trochę łapy mnie bolały, ale było warto. Powstał mi nie do końca równy stożek. Dobrze, że były to giętkie gałęzie, bo by chyba z tego nic nie wyszło. Byłam z tego zadowolona. Aoki zrobiła piękną gwiazdkę, która trochę przypominała płatek śniegu.
- Bardzo ładne! - pochwaliłam ją.
- Naprawdę? Dzięki, ty też fajnie zrobiłaś. - odpowiedziała z uśmiechem.
Powoli słońce zachodziło, jak ten czas leci! Pożegnałyśmy się i poszłyśmy spać w swoich jaskiniach. Tej nocy, nie miałam takiego przypływu energii. Nie wiedziałam, czy to mi się zdawało, czy działo się to tylko przez to, że była pełnia. To zostało dla mnie tajemnicą...

Uwagi: "W ogóle" piszemy osobno. Nie można kogoś "skłamać", tylko "okłamać"... "Przecież" piszemy przez "ż"!

wtorek, 6 grudnia 2016

Od Shiryu "Pierwsza pogoń" cz. 3 (CD Miniru)

Deszczowy dzień, kolejną noc myślę nad tym, kto mi dał karteczkę. Może jednak zapytam się Astrid? W sumie mam dziś urodziny. Idąc do Astrid, usłyszałem coś. Tylko co? Brzmiało naprawdę ładnie. Wilk harmonii? Czytałem coś o tym. Po chwili zorientowałem się, że to smutna wadera. Jako że jestem wrażliwy potruchtałem do niej.
- Cześć, dlaczego jesteś smutna? - Spytałem się spokojnym głosem.
- Cz-Cz-eść - mówiła trochę zaniepokojona i po chwili zamarła jak kamień - Shiryu? Ty-Ty żyjesz?
- Dlaczego miałbym nie żyć? - roześmiałem się trochę
- Przepraszam jeszcze raz... To ja cie pomyliłam z jeleniem - Odparła lekko ochrypniętym głosem złączonym ze smutkiem - Wybaczysz?
- Oczywiście, każdemu się zdarza pomylić wilka iluzji z jeleniem. To właściwie moja wina, po jakiego ja się zamieniałem w tego jelenia - Dodałem po chwili - Ale nie wybaczę, jeżeli nie pójdziesz ze mną. Przeziębisz się na tym deszczu? Umowa?
- Okey, prowadź - po chwili zauważyła utwardzony bandaż - To ja ci to zrobiłam?
- Tak, ale nie twoja wina. Mam od szczeniaka słabe kości  -Nagle usłyszałem coś dziwnego - Słyszysz?
- Co to? - Odparła zaniepokojona - Patrz!
Zza krzaków wyłoniła się mantykora, zwierzę z lwią głową i tułowiem, wężową głowa zamiast normalnego ogona i prześwitujące skrzydła. Stworzenie patrzyło się na nas.
- Żadnych gwałtownych ruchów - powiedziałem  cicho. Po chwili dodałem: - nie patrz się na nią.
Miniru drżała i nie tylko ona. Ja też się bałem. Nigdy nie spotkałem takiego stworzenia. Mantykora biegła w naszą stronę, nie było innej opcji.
- Wiej! - Krzyknąłem już w biegu
Biegła za nami, serce biło nam coraz mocniej, w ułamku sekundy zmieniłem się w jelenia i rzekłem:
- Miniru, uciekaj, ja go odciągnę - jeszcze biegnąc obok niej.
- Nie, a jeśli stanie ci się coś złego, a jeżeli ona cie dopadnie?
- Zaufaj mi biegnij nie odwracaj się - I skręciłem w inną alejkę, a mantykora  biegła za mną -
Straciłem Miniru z oczu, zaprowadziłem mantykorę nad przepaść. Byłem nad krawędzią, przypomniałem sobie coś. Ona biegła na mnie z zawrotną szybkością, a ja myślę co zrobić. Zamieniłem się w wilka. Nie mogę długo być zamieniony w zwierzę.
- Są dwa uda: albo się nie uda, albo się uda.
Stanąłem  na końcu przepaści. Potwór biegł na mnie. Gdy był tak metr ode mnie. Zeskoczyłem. Spadałem, stwór razem ze mną, zacząłem się przemieniać w ptaka. Miniru nie posłuchała się mnie. Gdy się oddaliłem, pobiegła za mną. Widziała jak zeskakuję do przepaści.
- Shiryu!! - nie dowierzała co się stało.
Mantykora spadła, a mi coś nie poszło z przemianą. Zamiast całego ptaka wyrosły mi skrzydła. Szybko wzniosłem się do góry, machając delikatnie gigantycznymi skrzydłami. Ujrzałem Miniru, płaczącą i spoglądającą w dół. Wylądowałem za nią i podszedłem do niej.
- Mówiłem, zaufaj mi - powiedziałem za jej pleców
- Ale-Ale-Ale ty spadłeś w przepaść ra-ra-zem z manty-manty-korą - Odrzekła z wielkim trudem - Czekaj, skąd masz skrzy-dła?
- Emm, coś mi nie poszło z przemianą i tak mi jakoś zostało. Mam nadzieję, że nie zostanie z tymi skrzydłami na zawsze - Roześmiałem się - Wiesz co,za dużo wrażeń na dziś. Może mała herbata na rozluźnienie?
- Z chę-cią - odpowiedziała trochę już zdezorientowana.
Szczerze mówiąc ja też miałem już dość wrażeń na dziś. Więc poszliśmy do mojej jaskini.

Jakiś czas później
* * *
Gdy weszliśmy do jaskini, od razu wstawiłem wodę do garnuszka. W chwilę później zaczęło się ściemniać. Gdy woda już wrzała, wyciągnąłem miętę, pigwę oraz miód, który ostatnio podebrałem pszczołom. Wlałem wodę do wydrążonych, drewnianych miskach i od razu wrzuciłem mięte, miód i pokrojoną pigwę. Zdawało mi się, że Miniru zasnęła. Gdy na nią patrzyłem, wydawała się coraz piękniejsza. Po chwili przyleciała biedronka i usiadła jej na nosie. Zaczerwieniła się lekko. Nakryłem ją kocem i przytuliłem ją. Nie planowałem tego. Położyłem się obok i pilnowałem, żeby żadna mantykora już nie weszła ani żaden stwór. Zasnąłem niedługo po mojej nocnej warcie.

<Miniru co było dalej?>



Uwagi: Na końcu całkowicie zepsułaś formatowanie, możliwe, że przez to, iż środkowałaś Spacjami. Do tego służy odpowiednie narzędzie! Wciąż Twoje op. są koszmarnie niestaranne. Zapominasz o Spacjach przy znakach interpunkcyjnych, a jak już je stawiasz to nie tam, gdzie trzeba. Zdania są za długie. Powtórzenia (stosuj przerwę dwóch zdań, a nie jednego, jak uczą w szkołach). "Zamarła jak kamień" - to kamienie są w stanie zamrzeć? Nie dokładnie tak brzmi ten frazeologizm. "Harmonii" piszemy przez dwa "i". Nie wiem, czy można "roześmiać się trochę". Nie "za krzaków", tylko "zza krzaków". Skoro chciał się przemienić w ptaka, ale wyrosły mu tylko skrzydła, które miały być ponoć gigantyczne. Dochodzę do wniosku, że te mogły mieć rozpiętość do 3,5 m (bo tyle mają maksymalnie skrzydła albatrosów), więc nie do końca wiem, czy te są takie "gigantyczne". Nie mam pojęcia, jaką posiadasz definicję tego słowa. Nie "podeszłem", tylko "podszedłem". "Od razu" piszemy osobno, a "niedługo" razem.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

ZAPOZNANIE, GRUDZIEŃ 2016

Tak dla przypomnienia - aby otrzymać bonus, należy napisać op. do osoby wskazanej przez strzałkę.
Za op. należy się bonus + 3 pkt. do wszystkich umiejętności i + 1 pkt. do mocy (liczy się tylko za pierwsze op., ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kontynuować serię dalej. Ba! To jest nawet wskazane). Temat na op. jest absolutnie dowolny.
Abym zaliczyła op. do tej oto "promocji", wystarczy napisać pod skończonym op. "ZAPOZNANIE, GRUDZIEŃ 2016". :)
  1. Kai → Aokigahara
  2. Dante → Renethrain
  3. Sohara → Zirael
  4. Valka → Serill
  5. Astrid → Kirke
  6. Suzanna → Yuki
  7. Yuki → Moone
  8. Mizuki → Nirvaren
  9. Kirke → Valka
  10. Sarah → Kai
  11. Serill → Kai
  12. Nirvaren → Annabeth
  13. Miniru → Suzanna
  14. Renethrain → Shiryu
  15. Moone → Miniru
  16. Aokigahara → Sohara
  17. Annabeth → Dante
  18. Zirael → Astrid
  19. Shiryu → Mizuki
W razie pytań... zapoznanie październikowe wciąż jest aktualne. Jego ważność zakończy się dopiero w momencie ogłoszenia zapoznania listopadowego, więc wciąż można na nie pisać op. Link: klik!

niedziela, 4 grudnia 2016

Od Moone "Czarna historia" cz. 4

(Zawiera momenty tragiczne)
Styczeń 2018 r.
To było już dla mnie za dużo: śmierć rodziny, dostanie się do innej watahy, szpital, dziwne sny. Chciałam jednocześnie spać, żeby nic dziwnego mi się nie przedstawiało i jednocześnie nie spać, żeby mi się nie śniły straszne rzeczy. Pod wieczór lekarz spytał się mnie, czy pójdziemy do szamanki. Przyjęłam tą propozycję, bo zawsze mi tata opowiadał, że u szamana w jaskini jest dużo magii. Gdy już wyszliśmy, to poczułam mroźną wiosnę. Było mi trochę smuto, że ominęła mnie zima. No ale cóż, tak bywa. Jeśli po drodze zobaczyłam kawałek śniegu, to wskakiwałam na niego. Było to moje jedyne pocieszenie. Wychodząc z terenu watahy, lekarz powiedział strażnikowi terenów o tym, że idziemy do szamanki. Szliśmy długo, lekarz chciał odpocząć, ale ja mu na to nie pozwalałam. Jednak pod wieczór zdrzemnęliśmy się i poszliśmy dalej. Długo nam to zeszło, ale nagle zauważyłam w dali kolorowe motylki, które "wirowały" w powietrzu. Gdy już podeszliśmy do tego miejsca to zobaczyłam kamienie, z których wydobywały się kolorowe światełka. Bardzo mi się to spodobało. Przy wejściu przywitała nas szamanka. Była to niebiesko-granatowa wadera z kolczykiem na lewym uchu w kształcie gwiazdki. Widać było, że umówili się już wcześniej.
- Moone, zostaniesz z szamanką na jedną noc. Rano przyjdę po ciebie. - odrzekł pracownik szpitala i poszedł.
- Cześć Moone, jestem Saisak. Pomogę ci w sprawie twojego zadrapania, tylko wypij tą miksturkę. Pojawię się wtedy w twoim śnie i zobaczymy co dalej. - powiedziała wadera.
Wypiłam trochę tej substancji i nagle usnęłam. W śnie znajdowałam się w górach albo wysokim terenie. Była tam przepaść. Nagle zauważyłam, że Saisak pojawiła się obok mnie. Podfrunęłam nad przepaść żeby zobaczyć, co tam jest. Nagle z niej wyleciała jakaś postać, prawie raniąc mój nos. Przybliżyłam się do wadery, byłam wystraszona. Nagle to stworzenie zaczęło się palić i przybrało jakiś konkretny kształt. Okazało się, że to znowu Sagope. Szamanka też się go przestraszyła, demon miał w pysku ciało mojego taty, z którego kapała krew. To było straszne. Upuścił je na ziemię, zaczął go rozszarpywać, wyciągać mu wnętrzności. Porzucił to wszystko i powoli do mnie podchodził.
- Moone... Pamiętaj... - mówił - Jeśli nie będziesz taka jak ja, taka jak ja ci kazałem być, skończysz tak jak twój tatulek! Zrozumiałaś?!!!
Nagle się obudziłam. Szamanka też. Obie byłyśmy przerażone. Okazało się, że już jest poranek. Do jaskini po chwili wszedł lekarz. Porozmawiał przez chwilkę z waderą i wracaliśmy do watahy. Po drodze polowaliśmy na ptaki, żebyśmy z głodu nie poumierali. W końcu po około dwóch dniach wróciliśmy ponownie do szpitala. Tam lekarz stwierdził, że mogę już iść do nowego domu, bo to samo powinno się wyleczyć, ale żeby co jakiś czas tu przychodzić na wizyty. Byłam z tego powodu zadowolona i pobiegłam do nowej jaskini, która była ładniejsza od mojej starej. Była ona położona wyżej i miała krótką dróżkę. Postanowiłam ją udekorować.

Uwagi: Zapomniałaś o dacie. Wciąż masz problem z przecinkami. Widziałam kilka powtórzeń. Za dużo zdań z "to", choć już kiedyś chyba nawet pisałam o tym. Jeśli mówimy o kolorach, np. "niebiesko-granatowa wadera", wówczas stawiamy między poszczególnymi kolorami myślnik, lub jeśli nie chcemy podkreślić tego, że postać była np. w paski, a kolory są z tego samego znaczenia (np. dwa różne kolory to czerwony i niebieski, więc nie da się ich połączyć, ale z kolei "błękitnoniebieski" jest z tego co mi wiadomo już dozwolony), wówczas można napisać to jako jeden wyraz. Zaraz... poszła do szamanki, żeby wyleczyła jej skaleczenie, tamta weszła w jej sen, po czym odesłała ją do domu. Co.