Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 1 (c.d. chętnego)

Marzec 2018 r.
Był to mglisty, zimny poranek. Obudziłam się dość wcześnie i postanowiłam wyjść z nory w poszukiwaniu jedzenia. Nory - pozostałości po lisach, które zdechły z głodu, nie dalej jak miesiąc temu. „Marny ze mnie wilk, skoro nawet jaskini nie mam” - ta myśl przywitała mnie wraz z chłodnym wiatrem uderzającym mnie w twarz. Nie mogłam spostrzec różnic między dzisiejszym a wczorajszym dniem - wszystkie tak samo się zaczynają i tak samo kończą. Właściwie śmierć lisów była ostatnio jedynym urozmaiceniem. Gdyby się zastanowić to trochę mi ich było szkoda. Przetrwały całą praktycznie całą zimę i zdechły pod koniec lutego. „No cóż - nie mam niczego lepszego do roboty oprócz rozmyślania nad marnym żywotem jakiś tam lisów, których nie znałam? Muszę polować i jeść, żeby nie skończyć jak one”. Potruchtałam w bardziej ustronne miejsce, położyłam się i czekałam. Liczyłam na trochę zabawy. Zając śmignął mi przed oczami, ale nie zareagowałam. Nie ma nic ciekawszego? Wstałam i już miałam łapać zająca, kiedy ukazał mi się jeleń. Właściwie nie ukazał tylko biegł panicznie w drugą stronę. Za późno. Rzuciłam się w pogoń. Był dosyć stary i sam, co było dość ciekawe. Zresztą sama jestem jakimś wyrzutkiem - zdecydowanie częściej wilki znajdują się w watahach. Biegłam coraz szybciej wiedząc, że za chwilę stracę go z oczu. Kątem oka zauważyłam, że coś wybiega z boku. Nie miałam czasu się obejrzeć - zostałam zmiażdżona pod kopytami najprawdopodobniej jego kolegów, nadziana na poroże, rzucona dalej. Jelenie zwykle nie atakują - to dopiero jest abstrakcja. Jednak ból przypominał mi, że to rzeczywistość. Jelonek, kochany pogalopował dalej z kolegami, a ja zwijałam się w bólu. Chciałam wrażeń? To je dostałam. Biały puch wokół mnie powoli zamieniał się w szkarłat. Umrę zdeptana przez moją ofiarę. Żałosny ze mnie łowca. Deptana od początku do końca. Bywa. Czułam jednak coś jeszcze oprócz zażenowania - smutek i żal.
- Nie chcę! - zapomniałam już jak brzmiał mój własny głos - Nie chcę umierać! Nie tu, nie teraz, nie w ten sposób! - łzy lały się potokami. Nie próbowałam nawet ich powstrzymywać.
- Zostanę zapomniana... Nikt nawet nie wie, że istniałam. Że tutaj byłam... A ci, co wiedzieli to albo nie żyją, albo mnie nie chcą. Albo nigdy się mną nie interesowali... - wspominałam ciotkę. Jak obiecywała, że w razie gdyby moim rodzicom się coś stało się mną zaopiekuje - WIĘC GDZIE JESTEŚ?! - Plułam krwią. Moje słowa stawały się już tylko niewyraźnym, żałosnym skowytem. Zastanawiałam się nad tym tak naprawdę, nic nigdy dla nikogo nie znaczyłam. Może z wyjątkiem rodziców.
Zobaczyłam waderę. Niewyraźną, dostojną postać. Nie wiem właściwie czy naprawdę ją zobaczyłam, czy było to tylko wyobrażenie spowodowane silną chęcią posiadania teraz kogoś przy sobie. W końcu mój żywioł to iluzja. Mimo to wydawała się taka znajoma...
Wiem, że straciłam przytomność. Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nie rozpoznawałam miejsca, w którym się znajdowałam. Zamiast polany, wokół mnie wirowały nagie drzewa. Zamknęłam i otworzyłam oczy, chciałam, żeby obraz się uspokoił. Śnieg, na którym leżałam był tak nieskazitelnie biały, że zaczęłam się zastanawiać czy prawdziwy. Nie miałam siły się odwrócić głowy, żeby spojrzeć na moje rany. Znowu zobaczyłam wilka. Wadera? Nie, równie dobrze mógł być to basior, stał za daleko, żebym mogła dokładnie się przyjrzeć. Jeszcze ten wirujący obraz... Poczułam, że znowu odpływam.
- Zawołajcie Astrid. Szybko! - ostatnie co pamiętam to te słowa.
- Chyba się budzi... - otworzyłam powoli oczy.
- Co się stało? - miałam lukę w pamięci. Powoli przypominałam sobie zdarzenia, w moim mniemaniu, wczorajszego dnia.
- Witaj - wilk obok mnie się uśmiechnął - znajdujesz się w Watasze Magicznych Wilków.

< Kto mnie uratował :)?>

Uwagi: brak

sobota, 12 listopada 2016

Od Annabeth "Dołączenie" cz. 1

Marzec 2018 r.
Kolorowe motyle latały dookoła mnie. Było ich tyle, że widziałam tylko tęczę, szybko tańczącą przed moimi oczami, niepozwalającą skupić mi się na detalach. Nie przeszkadzało mi to jednak, gdyż sama nie potrafiłam długo ustać w miejscu. Nawet teraz, obserwując te wspaniałe stworzenia, biegałam i skakałam, próbując złapać chociaż jednego w mój pyszczek. Właśnie brałam rozbieg gdy...
Poczułam zęby mojej mamy na karku. Nie przeszkadzały mi, a wręcz przeciwnie, czułam spokój i komfort, który zapewnić mi może tylko mój rodzic. Zrelaksowałam się i domyślając się, że mama chce jedynie zabrać mnie wycieczkę, powróciłam do snu o pięknych motylkach i zielonych łąkach.
Gdy ponownie się obudziłam, czułam ciepłe promienie słońca ogrzewające moje brązowe futerko. Przewróciłam się leniwie na drugą stronę, nie chcąc jeszcze przyjąć do wiadomości, że moje marzenie senne nie było prawdziwe. Po przypomnieniu sobie o byciu wyniesionym przez moją mamę wstałam i otrzepałam swoje futerko ze śniegu, próbując wybudzić się do końca poprzez szybkie ruchy mojego ciała. Gdy mogłam już spojrzeć na drzewo bez przymykania oczu, postanowiłam, że rozglądanie się za moją rodziną byłoby pewnie dobrym pomysłem. Obracając się w kółeczku, spróbowałam znaleźć coś znajomego, lecz niestety nie udało mi się, ponieważ dookoła mnie widziałam tylko gołe drzewa, oraz zaspy ze śniegu. Zaczęłam iść w losową stronę, poszukując znaku życia. Po przebrnięciu jednego kilometra drogi zaczęłam się męczyć, lecz na całe szczęście zobaczyłam jasną, wysoką (chociaż w porównaniu do mnie wszystko i każdy jest ode mnie wyższy) sylwetkę, chociaż jasnobrązowe cętki na jej grzbiecie sprawiły, że była widoczna pomimo zimnego puchu leżącego na ziemi. Podbiegłam do niej, mając nadzieję, że mi pomoże.
- Dzień dobry - wydyszałam, gdy już do niej dobiegłam - czy może mi pani pomóc?
- Dzień dobry - odpowiedziała - A, w czym mogłabym ci pomóc?
- No bo, zgubiłam się i nie mogę znaleźć swojej mamy.
Usłyszałam ciche „kolejny zgubiony szczeniak”, ale wydawało mi się, że się przesłyszałam.
- To chodź za mną, zabiorę cię do mojej Alfy i zobaczymy czy przyjmie cię do naszej watahy, przynajmniej dopóki nie znajdziemy twojej mamy.
Z tymi słowami ruszyła w kierunku, w którym wcześniej zmierzałam, a ja posłusznie za nią podążałam, często się przy tym potykając.
- Tak w ogóle, to mam na imię Sohara - powiedziała po momencie ciszy - a ciebie jak zwą?
- Nazywam się Annabeth - odpowiedziałam - chociaż każdy nazywa mnie Ani.
Po tych słowach więcej się nie odzywałyśmy. Skakałam dookoła, nie raz wpadając w zimny śnieg, a nieraz próbowałam złapać śnieżynki w pyszczek. Sohara tylko przyglądała mi się z rozbawieniem. Zatrzymałyśmy się po pewnym czasie przed jakimiś jaskiniami.
- To tutaj - powiadomiła mnie - Alfa prawdopodobnie jest w środku.
Weszłyśmy do środka, a Sohara pokierowała mnie do jednej z grot. W środku siedziała brązowa wilczyca. Sohara wytłumaczyła wszystko co wiedziała, a niektóre rzeczy dopowiedziałam ja.
- To mogłabym dołączyć? - zapytałam entuzjastycznym głosem, równocześnie robiąc duże oczka szczeniaczka, próbując wyglądać przekonująco.
- Na razie jesteś na okresie próbnym, a później, jeżeli będziesz się odpowiednio zachowywać, będziesz mogła dołączyć jako członek.
Na te słowa zaczęłam dosłownie tańczyć z radości. Po krótkim pożegnaniu Sohara zaprowadziła mnie do groty, w której będę spała, zapowiadając jutrzejsze oprowadzanie po terenach tej watahy.

C.D.N.

Uwagi: Nie możesz kończyć wypowiedzi (tak samo jak dowolnej innej wypowiedzi) przecinkiem, po czym wtrącać narracji i kończyć wypowiedź. Słowo "Alfa" w WMW zapisujemy z wielkiej litery. "Nieraz" piszemy razem.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Od Nirvarena "Zaginiona?" cz. 1 (c.d Yuki)

 Marzec 2018 r.
Mijał czwarty dzień odkąd Yuki nie przyszła do jaskini. Nie mam z kim rozmawiać i czuję się samotny. Leżałem i patrzałem na łoże Yuki. Długą chwilę rozmyślałem, co mógłbym zrobić. Może Alfa będzie coś wiedziała o jej zniknięciu. Wyszedłem z jaskini oślepiony blaskiem śniegu. Nigdy go nie widziałem. Zmierzałem w stronę centrum brodząc w śniegu. Wypatrywałem Alfy, gdy dostrzegłem ją kierującą się w stronę szpitala. Zacząłem biec, ale po momencie zahaczyłem o korzeń drzewa schowany w śniegu. Wpadłem w śnieg całą głową, że wsypał mi się do nosa. Wyprostowałem się tak jakby ktoś ogon mi ugryzł. Chłód w nosie był nieprzyjemny.
Zacząłem dmuchać ze wszystkich sił, aż w końcu wyleciał. Dalej biegłem w stronę Alfy, tym razem uważając. Podbiegłem do niej od boku.
- Alfo - wydawała się, że mnie nie słyszy.
- Alfo! - Nadal mnie nie słyszała.
- Alfo, Alfo, Alfo, Alfo, Alfo, Alfo - dopiero teraz mnie usłyszała.
- Co chcesz? - spytała się lekko zdenerwowanym głosem.
- Chciałem się spytać gdzie jest Yuki. Od czterech dni jej nie ma.
- Została wygnana.
- A może wrócić?
- Czemu? Ty ją lubisz? - patrzała się na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Tak.
- Jak?!
- Tylko ona się do mnie tak zwraca. Około miesiąc temu nie mogłem spać i chciałem jej się spytać, co mam zrobić, by zasnąć. Powiedziałem do niej "Yuki, Yuki, Yuki, Yuki, Yuki, Yuki.". A ona mi odpowiedziała "Zamknij się wreszcie!" Na to ja "Okej." I Alfa wie co się stało? Zasnąłem!
- Nie wiem. Zastanowię się - odrzekła, patrząc na mnie, jakby przed chwilą zobaczyła latającego królika.
Odbiegłem od niej, mając jedną sprawę mniej do załatwienia. Teraz musiałem tylko do biblioteki po jedną książkę.
Po krótkim biegu dotarłem do biblioteki. Wszedłem do środka i skierowałem się do jedynego wilka, który był w środku.
- Chciałbyś coś wypożyczyć? Mamy tu książek pod dostatkiem - powiedział bibliotekarz
- Chciałbym książkę o alchemicji - odpowiedziałem na pytanie.
- O czym?
- O alchemizycji.
- Chyba alchemii.
- No tak.
- A którą? "Rośliny lecznicze i choroby" czy "Poradnik zaawansowanego alchemika"?
- Najłatwiejszą do czytania.
- Pójdę poszukać - wszedł pomiędzy półki z książkami.
Nie minęła chwila, a już wyszedł trzymając książkę w pysku.
- Ta chyba będzie najlepsza dla ciebie - po czym podał mi książkę.
- "Poradnik dla początkujących: Alchemia". Hmm. Zobaczę.
- Musisz zwrócić ją za miesiąc.
- Postaram się - wyszedłem i poszedłem w stronę jaskiń. 
Śnieg po drodze był bardzo głęboki. Dłuższą część szedłem tylko z wystawioną głową nad puchem. Gdy dotarłem na miejsce, usiadłem z otwartą książką przede mną. Czytałem powoli, bo niektóre słowa były dla mnie zbyt trudne, na przykład "chrząszcz". Czytałem cały dzień, aż do momentu gdy słońce już nie świeciło. Dopiero teraz zorientowałem się, że przez ten czas nic nie jadłem. Byłem zbyt zmęczony by pójść jeść. Położyłem się spać. Rozmyślałem długą chwilę. Jutro najem się za dzisiaj i poświęcę cały dzień na czytanie. Chciałbym być takim dobrym alchemikiem jak Yuki. Nie zorientowałem się kiedy zasnąłem. Obudziło mnie słońce. Głód był bardzo uciążliwy. Od razu poszedłem coś zjeść. Po obfitym posiłku wróciłem do jaskini. Nie chciało mi się czytać. Przez dłuższą chwilę myślałem, co mógłbym zrobić.
Postanowiłem znaleźć moją opiekunkę. Jako, że niedawno słońce wzeszło, miałem dużo czasu na szukanie jej. Szedłem w śniegu przy granicach watahy. Co chwilę nawoływałem Yuki. Słońce już zachodziło, a ja byłem zmęczony marszem w śniegu. Postanowiłem już zawracać, gdy nagle usłyszałem szmer z prawej strony. Obróciłem się wypatrując czegoś co spowodowało ten dźwięk.

<Yuki? Nirvaren ma idola. Niech da mu jakiś przykład>
 
Uwagi: Powtórzenia i okazjonalnie przecinki. Zapomniałeś o miesiącu i roku.

piątek, 4 listopada 2016

Od Yuki "Wygnanie" cz. 4

Luty 2018 r.
 - W dziczy musisz polować, by mieć co jeść - zaczęłam - W dziczy ludzie cię nie będą karmić. Nie śpisz w ciepłym budynku...
- Mieszkaniu - poprawił mnie
- Nie śpisz w ciepłym mieszkaniu - przewróciłam oczyma - Musisz odnaleźć sobie norę lub jaskinię, co nie jest łatwe. Musisz unikać myśliwych i ich psów.
- A co robią myśliwi wilkom? - zapytał
- Zabijają wilki, by mieć nasze futra, mordują, biorą w niewolę - powiedziałam. Spojrzał z przerażeniem.
- A jak wyglądają?
- To są ludzie ze strzelbami
- Ludzie?!
- Tak, ci sami co karmią was, ten sam gatunek - odpowiedziałam - My, wilki, żyjemy w watahach. Są wrogie i przyjazne watahy, zależy jak alfy będą do siebie nastawione.
- A ty należysz do watahy? - zapytał
- Tak, ale jestem na wyroku - powiedziałam
- Wyroku?
- Alfa watahy kara wyrokiem za złe czyny - rzekłam
- Co zrobiłaś? - był bardzo ciekawy...
- Pobiłam innego wilka- powiedziałam - Ale mniejsza z tym... By wataha mogła sprawnie funkcjonować każdy wilk ma swoje stanowisko
- A co ze szczeniakami? - to zaczęło mnie już irytować...
- One uczą się w szkołach - powiedziałam - I gdybym mogła prosić, nie przerywaj mi co chwile...
- Dobra - powiedział
- Wię...
- A mógłbym się zapytać, jakie ty masz stanowisko? - zapytał
- JESTEM MORDERCĄ!!! - krzyknęłam do niego. Ludzie spojrzeli się na mnie. Podkulił ogon i zniżył łeb.
- Nie krzycz... - powiedział niemal szeptem - Jestem po prostu ciekawy, jak jest żyć w dziczy...
- A chcesz się przekonać? - zapytałam- Może uciekniemy?
- Uciec od właścicieli? - zobaczyłam strach w jego oczach - Ale co z ludźmi ze schroniska? Co z myśliwymi?!
- Przecież jestem magicznym wilkiem - uśmiechnęłam się diabolicznie.
- Dobra... Ale jutro... - powiedział niechętnie.
- Nie chcę cię zmuszać - odrzekłam - To twój wybór, ale patrząc na to inaczej, to taka okazja może się nie powtórzyć - rzekłam - i zawsze z dziczy możesz wrócić do swoich właścicieli...

Nazajutrz ludzie wypuścili nas z budynku, a sami pojechali tą skrzynką z metalu hen, hen daleko.
- To się zdecydowałeś? - zapytałam psiura
- Tak, idę z tobą - odpowiedział.
- Zanim pójdziemy, zdejmij mi to diabelstwo z szyi - odchyliłam znacząco głowę
- Spróbuję...- chwycił w pysk pasek i zaczął ciągnąć. Po chwili usłyszeliśmy kliknięcie i poczułam, że nie mam już nic na szyi.
- Dzięki - powiedziałam - Zdjąć ci? - zaproponowałam
- Nie, dopiero w dziczy - odmówił
- Jak chcesz... - podeszliśmy do furtki - Potrafiłbyś to przeskoczyć?
- To jest przecież niemożliwe! - krzyknął
- Gadasz... - powiedziałam - skakałam na wyższe wysokości - powiedziałam - ale nie będę demonstrować... - dotknęłam psa i przeteleportowałam się za płot. Przez chwile zszokowany nie wiedział, co się stało.
- Co. To. BYŁO?! - przeraził się
- Teleportacja - odpowiedziałam spokojnie i zaczęłam iść jakąś drogą wytoczoną kamieniem. Po chwili otrząsł się z szoku i podążył za mną.
- Wiesz w ogóle gdzie mamy iść? - zapytał - To miasto jest wielkie!
- Patrz, słońce rankiem wschodzi, więc tam jest wschód - pokazałam miejsce w którym słońce się wyłaniało - naprzeciw niego jest zachód - pokazałam pyskiem odwrotny kierunek - jeżeli idziesz drogą, a zachód jest po twojej lewej stronie, a wschód po prawej to znaczy, że idziesz na północ - wyjaśniłam - a jej przeciwieństwem jest południe
- Ale to i tak nie zmienia faktu, że nie odnajdziesz swojej watahy...
- A właśnie, że zmienia - mówiłam - mieszkałam za północno-zachodnią granicą terenów WMW, więc jesteśmy gdzieś na zachodzie. Żeby powrócić do watahy musimy iść mniej więcej na północny wschód...
- Ale to przecież środek miasta!!! - krzyknął - Są tam hycle, a jeżeli nie będziesz miała obroży złapią cię!!!
- W każdym razie mam teleportację...

C.D.N

Uwagi: Przecinki. Błędy z poprzednich op. Droga raczej nie może być "wytoczona kamieniem"... Staraj się rozwijać skróty. Kierunki geograficzne nie muszą być zapisywane z wielkiej litery.