Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 3 października 2016

Od Mizuki "Chwile załamania" cz. 1

Świt. Kolejny raz promienie słońca delikatnie oświetlały mój pysk. Ptaki pięknie śpiewały, a do mojego nosa docierał zapach mokrych liści. Otworzyłam oczy. Kolejny raz budzę się w tym miejscu. W głębi lasu. Samotnie. I jak zwykle nie pamiętając jak się tu dostałam. Nic mi się nie śni, a może po prostu tego nie pamiętam. Teraz to bez znaczenia. Jak zwykle niechętnie wstałam, przeciągnęłam się i powolnym krokiem ruszyłam w stronę jaskini. Od jakiegoś czasu moje ciało reaguje na wszystko nie tak jak powinno. Nie czuję zimna, ciepła, głodu, pragnienia i tym bardziej zmęczenia. Czułam się jak trup ledwo wykopany z ziemi. Podeszłam do kałuży i ujrzałam własne odbicie. Moje długie białoszare futro było całe w błocie, pod oczami miałam ogromne wory od braku snu, a na moich łapach i łbie pełno niewielkich ran, których nie mogłam wyjaśnić.Tego dnia zrozumiałam że w nocy musiałam lunatykować, potknąć się o coś i tak zrobiłam sobie te rany. To było niemal pewne. Cały czas jednak nurtowało mnie jedno pytanie: dlaczego lunatykuję?
- Kto to wie? - zatrzymałam się i powiedziałam to na głos.
Po moich słowach z drzew zerwało się całe stado czarnych jak noc wron. Zaczęły latać w kółko jakieś dwadzieścia metrów nad moją głową.
"O! To coś nowego." - powiedziałam i zaśmiałam się.
Nagle usłyszałam szmer dobiegający zza krzaków. Nie myślałam nawet przez chwilę i wykonałam skok powalając "podsłuchiwacza" na ziemię. Pod moimi łapami leżał nie znany mi czarno-biały basior. Patrzyłam się na niego moimi pozbawionymi jakichkolwiek uczuć oczami. Bez słowa. Spojrzałam w jego oczy i zamarłam. One były... identyczne jak moje! Tak samo pozbawione jakichkolwiek emocji i wypełnione tą pustką.
- Ano? Przepraszam, ale czy mogłabyś zejść ze mnie? Nie to żebym się skarżył, ale twoje pazury wbijają się coraz bardziej w moją skórę.
Dopiero wtedy spojrzałam na swoje łapy i zobaczyłam, że moje pazury wbiły się tak głęboko, że z jego łap zaczęła lecieć krew. Natychmiast zeskoczyłam z niego. Spojrzałam w ziemię.
- Przepraszam. - Powiedziałam po chwili.
- Nic się nie stało, przecież i tak nie czuję bólu. Mam jednak jedno pytanie: Co tutaj robisz?
- Nie pamiętam.
- Co!?
- Od kilku dni budzę się w tym samym miejscu, nie pamiętając nic z nocy. - Oznajmiłam, spoglądając mu w oczy.
- Mam tak samo. - Powiedział, odwracając wzrok.
Nic już nie rozumiałam, najpierw te chore uczucia i teraz jeszcze wilk który przeżywa dokładnie to samo co ja. To nie mógł być przypadek... w takim razie co?

CDN

Uwagi: Kiedy mówimy o czymś, że jest o dwóch różnych kolorach (nie chodzi o jasnoczerwony czy ciemnoniebieski itd.), powinniśmy stawiać między nimi myślnik, np. czarno-biały. "Ano" znaczy tyle co "no", "rzeczywiście", "właśnie", więc nie sądzę, aby to miało jakikolwiek sens w wypowiedzi basiora... Przed "że" stawiamy przecinek. Wciąż w Twoich wypowiedziach brakuje jednej Spacji. Serie prowadzone samodzielnie powinny być trochę dłuższe od tych pisanych z innymi! To op. z kolei ma o zaledwie 33 linijki, czyli jesteś zaledwie o 3 ponad minimum...

sobota, 1 października 2016

Podsumowanie września

Mam jednak nadzieję, że nie zacznie się pojawiać tyle op., że byłabym w stanie policzyć na palcach jednej ręki, a znacznie więcej. Wydaje mi się, że jesteście w stanie to zrobić. Pamiętajcie - ja jestem jedna, a Was ponad 20. Nie będę pisać XX op., byleby coś się działo na stronie. :) - tym cytatem z poprzedniego podsumowania chciałabym rozpocząć mój wywód na temat września. Pojawiło się 5 op., więc mogę je policzyć na dłoni jednej ręki. Mało tego - w tym miesiącu napisałam łącznie więcej, niż wszyscy członkowie moich blogów razem licząc. Wygląda na to, że jest gorzej niż myślałam... To najsłabszy wrzesień w dziejach WMW! Zamiast być coraz lepiej, jest coraz gorzej. Czy tylko ja zwracam na to tak wielką uwagę? Upada coraz więcej watah, a ja Wam obiecywałam, że WMW będzie jedną z tych, która wytrwa najdłużej. I co? Nie będę tego ciągnąć sama... bez Waszej pomocy to nie ma prawa istnienia.
Nie mam ochoty już więcej wypruwać sobie flaków pisząc to, bo i tak połowa watahy tego nie przeczyta, a znaczna część pozostałych szybko zapomni o moich słowach. Nie wymagam od Was nie wiadomo czego, jedynie min. 1 op. miesięcznie. To aż tak wiele?

Kto wziął udział w "Bitwie" powinien już napisać swoje op., bo nie możemy czekać w nieskończoność.Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.:

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

*****************************
Leniwe Alfy:
Kiiyuko: 0 (+0 = 0)
Suzanna: 1 (+1 = 2)
---------------------------------------------
Renethrain: 2 (+2 = 4) <-- Beta
Miniru: 1 (+3 = 4) <--- Gamma
Yuki: 0 (+4 = 4) <--- Delta
Kai: 1 (+2 = 3)
Mizuki: 0 (+3 = 3)
Valka: 0 (+3 = 3)
Serill: 0 (+3 = 3)
Nirvaren: 0 (+3 = 3)
Luke: 0 (+2 = 2)
Kirke: 0 (+2 = 2)
Astrid: 0 (+2 = 2)
Sohara: 0 (+1 = 1)
Sierra: 0 (+1 = 1)
Sarah: 0 (+1 = 1)
Yui: 0 (+0 = 0)
Kazuma: 0 (+0 = 0)
Desari Valentine: 0 (+0 = 0)
Itachi: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Renetharin: 2 (4)

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt.mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

piątek, 30 września 2016

Od Renethraina "Cisza przed burzą" cz. 3

Samiec zniknął z mojego pola widzenia. Nim zdążyłem się obejrzeć, był już tuż za mną. Popchnął mnie zieloną energią. Przetoczyłem się po popiele i z hukiem rozłupałem zwęglony konar. Podniosłem łeb i wyostrzyłem wzrok. Chyba się w niego uderzyłem, bo przez chwile nie wiedziałem gdzie jestem. Samca otaczały chmary zielonych muszek, które wirowały wokół niego jak tarcza. Zaraz jednak znów się zbliżył. Był szybszy. Dużo szybszy niż na początku. Podniosłem się i zrobiłem największy odskok na jaki było mnie stać. Basior wyhamował gwałtownie. W tym czasie stworzyłem trzy kule ognia i każdą z nich rzuciłem w innym kierunku - ponad niego, z jego lewej i prawej strony. Wszystkie kule nagle wystrzeliły strumieniem ognia, malejąc w miarę upływającej energii. Jaffer próbował zrobić przed nimi unik, ale były jak przyklejone. Jego zielone muszki upadały jedna po drugiej, dołączając do szarego popiołu. Warknął i ruszył na mnie, gdy energia z kul już całkiem wygasła. Był wolniejszy, zupełnie tak jak na początku. A więc jednak. Te obleśne owady to nie była tylko tarcza. Nagle zza moich pleców wyłoniła się kosa, a zza niej upiór w czarnych łachmanach. Odruchowo stworzyłem mini wybuch, który umożliwił mi zwiększenie dystansu. Coś uderzyło mnie w plecy. Ch*lera, uskoczyłem wprost na Jaffera. Szybko rozpaliłem ognisty krąg i zniknąłem w płomieniach. Chodziłem po rozżarzonym gruncie, wtapiając się w ogień. Krążyłem wraz z kręgiem, wybierając najlepsze miejsce na atak.
- Co? Już sobie poszedłeś? - zaśmiał się samiec - No chodź, nie wstydź się. Albo nie wiesz co? Ja przyjdę do ciebie.
Strumień zielonej energii spadł z nieba jak armagedon i zgasił cały ogień jaki stworzyłem, wywalając mnie w dal na jakieś piętnaście metrów.
- No witaj - uśmiechnął się
Pode mną pojawił się znak. Czułem jak ulatują wszystkie moje siły, tak że nie mogłem podnieść się z ziemi. Krzyki duchów rozległy się w powietrzu, zielona energia zupełnie mnie otoczyła. Myślałem nad możliwościami ataku. Jak na razie prawie cały czas się bronię. W ogóle nie daje mi szansy na wykonanie czaru. Czuję się coraz słabszy, tak jakby był chodzącą ssawką energii. Ostatnimi siłami przetoczyłem się po ziemi i uwolniłem ze znaku. Stworzyłem potężną ścianę ognia, która niczym tsunami pochłonęła basiora. I już myślałem, że może mi się udać, kiedy ten, cały otoczony przez dziwną sferę, w której pełno było dłoni i zniekształconych twarzy upiorów, przetrwał mój atak bez najmniejszego szwanku. Uświadomiłem sobie, że przez te kilka miesięcy jak się tułałem, ognia używałem wyłącznie do głupot: ogrzanie się, upieczenie mięsa jak miałem ochotę, odstraszanie innych wilków. W ogóle nie walczyłem. A ten basior w walce czuje się jak ryba w wodzie. Tańczy po polu bitwy i wcale nie wysila się na uniki. Przyjmuje ciosy z największą przyjemnością. To jest inny poziom.
Ni stąd ni zowąd pojawił się za mną. Za późno uwolniłem płomienie. Przygwoździł mnie do ziemi. Spod niej wychodzić zaczęły blade, kościste dłonie, które mnie przytrzymywały.
- Zanim cię zabiję - zaczął Jaffer - mam do ciebie jedno pytanie.
Chciałem mu odpysknąć, ale zaraz mnie uciszył.
- Ciiii... Nie marnuj głosu. Chcę żebyś miał siłę odpowiedzieć. Albo nie! Wiesz co? Mam lepszy pomysł! Jak odpowiedź mi się spodoba, puszczę cię wolno! Och, ależ wspaniała idea! Co ty na to? Podoba ci się, co? No dobrze. To zaczynamy. M. O. J. E. P. Y. T. A. N. I. E. to - oddzielał każdą literkę co chwila przewracając głową to na prawdo to na lewo - Czy znasz wilka imieniem Renethrain?
Krew odpłynęła mi z twarzy. On szukał mnie! Gorączkowo zastanawiałem się nad odpowiedzią. Powiedzieć prawdę, czy skłamać? Obydwie opcje są ryzykowne, ale chyba zdecyduje się na wariant środkowy.
- Znam - ledwo wykrztusiłem
To jedno słowo wystarczyło żeby cała jego magia w sekundę się uspokoiła. Wziąłem głęboki wdech i kaszlnąłem. Podniosłem się na łapach.
- Naprawdę!? - podskoczył z radości - Ojej, jak miło. Gdzie jest, gdzie jest!?
- Był tutaj całkiem niedawno. Powiem ci dokąd poszedł jak chcesz. Ale tak w ogóle... To po co go szukasz?
Wydaje mi się, że samiec nie grzeszy za wielką inteligencją. Z resztą jest całkiem swobodny, widać, że nie przegrał wiele walk. Może uda mi się coś z niego wyciągnąć jak właściwie do tego podejdę.
- To moja misja. - odpowiedział, wzruszając ramionami - Misja... Nadana z góry.
Skierował łapę w niebo i uśmiechnął się. Co to miało znaczyć?
- Z góry? - spytałem
- Tak, dokładnie. Z góry. Bardzo wysokiej góry. Czemu chcesz wiedzieć?
- A nic. Po prostu nie lubię tamtego wilka i jestem ciekaw komu jeszcze ten cymbał wpadł w paradę.
- Hahaha! Dokładnie! Ale on nie wpadł. Raczej wypadł z parady!
- Wypadł?
- No! Zwiał nam i Diament się wściekł, i kazał mi go znaleźć.
- Ach, rozumiem.
Nic z tego nie rozumiem. Raczej pamiętałbym kogoś imieniem Diamnet.
- No, ale koniec o tym. Mów. Bo inaczej przejdziesz na tamtą stronę i będziesz mi służyć. Chociaż wiesz co? Nawet po tej stronie byś musiał! - i znów się roześmiał
- Ta, jasne. Zatrzymał się w naszej watasze, ale Alfa uznała, że jest podejrzany. Szybko go przegnaliśmy. Przystawiał się do mojej partnerki. Chyba polazł na zachód. - skrzywiłem pysk
- Hahaha! To faktycznie zasługuje na największe piekło! Ja to bym mu flaki za coś takiego wypruł. Wyjmowałbym baaaardzo powoli. Hahaha. Hej, wiesz co? Lubię cię. Nawet daruje ci życie, chociaż gdy to mówiłem na początku to kłamałem. Gdybyś go spotkał to szukaj Szlachetnych Kamieni.
- Jakich Szlachetnych Kamieni?
- Nazywają mnie Malachit. Od koloru mocy. Znajdziesz mnie wszędzie tam gdzie nie ma życia. A teraz żegnaj, Garonie synu Garanda. Miej pewność, że Rene już niedługo zapłaci za to co zrobił.
Mrugnąłem. A jego już nie było. Usiadłem z wrażenia. Żyję. Żyję! Gdy te paskudne szpony chwyciły mnie za łapy, myślałem, że to koniec. Że zaciągną mnie pod ziemię i faktycznie przejdę na drugą stronę tego świata. Uffff... Jak dobrze, że Jaffer był trochę zbyt pewny siebie. I przygłupi. Raczej nie wierzył, że wpadnie akurat na to co szukał, więc od razu wykluczył mnie z grona podejrzanych. Ale to dziwne. Powinien coś załapać. Skoro mnie szukają to mnie znają. A skoro tak to... Nikt mu nie powiedział o mojej mocy? No dobra. Żywioł ognia to nie najrzadsza moc na ziemi, no ale... I nagle poczułem wielką ulgę, że nie użyłem niebieskiego płomienia. To byłby gwóźdź do trumny. Łapy miałem jak z waty, więc nieco chwiejnym krokiem wróciłem na tereny watahy. Dowiedziałem się kilku rzeczy: ktoś mnie szuka. Ktoś kogo nawet nie znam. Jest ich więcej i ma to związek z Kamieniami Szlachetnymi. Jednym z nich jest Malachit. Są silni. Nawet bardzo, skoro pokonał mnie ktoś słabszy. Sam powiedział, że dostał rozkazy z góry. Więc jest ktoś wyżej od niego. To się robi coraz bardziej zagmatwane.

Uwagi: "Naprawdę" oraz "niedawno" piszemy razem. Kilka razy złapałam Cię na stawianiu Spacji przed znakami interpunkcyjnymi. Niemniej jednak widzę poprawę.

niedziela, 25 września 2016

Od Dante "Czarna dziura w pamięci" cz. 2 (cd. Astrid)

Siedziałem przy barze wyjątkowo znudzony, podpierając głowę ręką, by ta nie upadła. Naprawdę chciało mi się spać. Sam już nie wiedziałem, po co tu przyszedłem o tak później porze. Wyglądało na to, że i mnie zaraziła bezsenność, która widocznie była u nas rzeczą rodzinną. Ziewnąłem po raz kolejny i przeniosłem wzrok z dwóch opróżnionych kieliszkach wódki na obszar łąki, gdzie stado wilków pląsało w rytm muzyki. Mój wzrok przykuła Astrid, którą rozpoznałem bez większego problemu. Chwiejnym krokiem weszła między roztańczone postacie i starała się je naśladować, pokrzykując przy tym. Aż zdumiałem się na świadomość, że ta jest kompletnie pijana. Naprawdę się tego po niej nie spodziewałem. Niezdarnie wykonywała zwroty, nie raz łapiąc się za cudzy łokieć czy ramię, byleby nie stracić równowagi. Jęknąłem w duchu i zerwałem się z krzesełka. A było już tak dobrze. Jednak silniejsze było poczucie obowiązku ratowania honoru... przyjaciółki. W sumie już sam nie do końca wiedziałem, kim dla siebie jesteśmy.
Podszedłem do niej od tyłu i delikatnie dotknąłem dłońmi jej bioder. Zaskoczona cicho pisnęła oraz spróbowała się odwrócić. Ja ją za to wyręczyłem, przechodząc tuż przed jej twarz i chwytając ją w talii. Akurat grali nieco spokojniejszy utwór, jednak ona dalej się dziko wiła, próbując naśladować ruchy wilków sprzed dwóch piosenek.
- As, spokojnie. Jesteś pijana. Odprowadzić cię do jaskini? - zapytałem ze spokojem. Ona na to zmarszczyła nos, przymrużyła powieki i przechyliła się w bok tak, jakby zaraz miała się przewrócić.
- Nie jestem... pijana - mruknęła z niezadowoleniem, gdy doprowadziłem ją do pionu.
- Naprawdę? Udowodnisz mi to jakoś?
Zamyśliła się, przestając się wić. Zamiast tego położyła dłonie na moich ramionach i próbując nie robić zeza patrzyła mi w oczy, poddając się rytmowi, w którym poruszałem delikatnie jej ciałem. Jeszcze jakiś czas temu chciałem oficjalnie być tancerzem, jednak zrezygnowałem z tej kariery... a może raczej mnie wyrzucili, tłumacząc, że ta funkcja jest przeznaczona dla nowych członków. Na rzecz owego hobby często ćwiczyłem, więc nabyłem jakieś poczucie rytmu.
- I co? Długo jeszcze będziesz się namyślać? - posłałem jej ironiczny uśmieszek. Ona próbowała go naśladować, jednak wyszła jej jakaś karykatura psychopaty.
- Nie jestem pijana. Tańcz ze mną.
- Jesteś pijana i powinnaś się położyć, aby nie zrobić krzywdy ani sobie, ani innym. Nie zapominajmy, że jesteś nieobliczalna - zaśmiałem się, na co ona ponownie zmarszczyła nos, nie bardzo rozumiejąc, co mam przez to na myśli - Poza tym wciąż mi nie udowodniłaś, dlaczego uważasz, że nie jesteś pijana.
- A ty? Dlaczego mówisz, że jestem nietrzeźwa?
- Chwiejesz się, czuć od ciebie alkohol... jeszcze mało?
Zasępiła się i wymruczała coś w stylu "nieprawda". Już nie przechylała się i o mało nie upadała chociażby dlatego, że ją mocno trzymałem, a kroki nie były zbyt trudne.
- To jak? Idziemy? - zapytałem. Nie odpowiedziała, tylko zbliżyła swoją twarz do mojej tak, jakby chciała coś powiedzieć. Czułem od niej wyraźnie, że piła. Już chciałem ją zapytać o to, co robi, kiedy zamiast przystawić usta do mojego ucha, przycisnęła je do moich warg. Zacisnąłem mocniej palce na materiale jej sukienki, czując rumieniec napływający na moje policzki. Prócz mocniejszego smaku alkoholu bardziej zwróciłem uwagę na to, że zaczęło mi się robić naprawdę gorąco. Jej ciało było równie rozpalone, co usta. Dopiero kiedy wilki zmienione w postaci ludzi zaczęły klaskać, oderwaliśmy się od siebie. Podczas pocałunku zapomniałem o oddychaniu, przez co teraz dyszałem. Patrzyłem z niedowierzaniem na przyjaciółkę... czy może raczej dziewczynę? Dan, nie rób sobie nadziei - myślałem - jest pijana. Nie wie, co robi.
- Idziemy - mruknąłem, puszczając jej talię i zamiast tego zaciskając dłoń na jednym nadgarstku. Protestowała tylko przez chwilę, aż nie pochwyciłem i drugiej ręki i nie zaciągnąłem do bliżej usytuowanej jaskini, która należała do mnie. Wielokrotnie się chwiała, czasem robiliśmy przystanki na to, by mogła zwymiotować... W końcu padła na moje posłanie, które dziwnym trafem znajdowało się dokładnie w tym samym miejscu, co to należące do niej, więc zapewne zrobiła to intuicyjnie. Mieliśmy bardzo podobne jaskinie, jednak ta moja była trochę mniejsza. W związku z zajętym łóżkiem zmieniony w wilka położyłem się pod ścianą. Czuwałem raptem przez godzinę, bo później zwyczajnie głowa mi opadła.
***
Kiedy się ocknąłem, był już ranek. Czułem lekkie odrętwienie i pragnienie. Popatrzyłem na wciąż słodko śpiącą As. Czy każdy, kto jest w stanie nieświadomości wygląda na młodszego, niż jest w rzeczywistości? Podszedłem bliżej i przez kilka minut patrzyłem na to, jak jej pierś się unosi i opada. Cały czas doszukiwałem się jakiegoś przesłania w tym, co zrobiła poprzedniej nocy. Faktycznie była pijana i pewnie tego nie pamięta. Czy powinienem był ją o tym poinformować? Czy może przemilczeć temat? Jeśli nie dowie się tego ode mnie, wspomni o tym jakikolwiek inny wilk z watahy, który był tego świadkiem. Niektórzy uważają, że podczas bycia nietrzeźwym jesteśmy znacznie szczersi i łatwiej nam wylać swoje prawdziwe uczucia. To cały czas napełniało mnie nikłą nadzieją, że... no właśnie. Przecież od zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi. Czy nie od zawsze jej pragnąłem? Czy nie czułem ukłucia zazdrości za każdym razem, kiedy widziałem ją rozmawiającą z innym basiorem? Czy nie dbałem o nią już od najmłodszych lat? Jest mi najbliższą osobą, która trafiła już kilka lat temu w samo centrum mojego serca. Szczerze mówiąc nie wyobrażałem sobie związku z jakąkolwiek inną waderą, prócz niej... Choć tak różni, pasowaliśmy do siebie.
Coraz bardziej przerażony natłokiem wniosków podszedłem bliżej wyjścia jaskini, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Od tego wszystkiego kręciło mi się w głowie. To zbyt wiele jak na takiego półgłówka, jakim jestem... a co jeśli już dawno dorosłem i przestałem być idiotycznym młodzianem, który niczego nie mógł wynieść z życia? Może już pora, by za
Usłyszałem ciche warknięcia i poruszenia na leżysku. Odwróciłem się i spojrzałem na budzącą się samicę.
- Gdzie jestem? - zapytała zachrypniętym głosem.
- U mnie... - odpowiedziałem krótko, lekko monotonnym głosem. Wciąż nie całkiem się wyspałem.
- Czyli...? - mruknęła, opuszczając łeb na łapy i zamykając ślepia. Podszedłem nieco bliżej.
- As, czy to naprawdę aż takie trudne? - zapytałem z rozbawieniem. Starałem się nie myśleć o tym, na co wpadłem jeszcze chwilę temu i zachować tę samą żartobliwość, jaka się mnie trzymała na co dzień.
- Och, Dan... Przepraszam, że musisz mnie oglądać w tym stanie. Mam okropnego kaca - wymruczała.
- Jasne, nie ma sprawy - odpowiedziałem. Zapanowała niezręczna cisza.
- Ile razy rzygałam?
- Nie wiem. Nie liczyłem. Może... z dziesięć?
- Masakra - podsumowała, przewracając się na drugi bok - Będziesz zły, jeśli ci obrzygam poduszkę?
- Bardzo. Sama mi ją dałaś. Wybaczę tylko jeśli kupisz mi nową.
- Chyba śnisz - zadrwiła.
Ponownie zapanowała cisza. Miałem ochotę ją zapytać o wczoraj... ale chyba było na to jeszcze za wcześnie.
- Może pójdziemy nad Wodopój? Woda pomaga na kaca.
- Ok - powiedziała, powoli wstając. Kilka raz stęknęła zbolała, po czym powoli poczłapała w moim kierunku. Cały czas marszczyła nos i mrużyła oczy. W duchu cieszyłem się, że nie wypiłem tyle, co ona.
Kiedy już doszliśmy na miejsce (As po drodze jeszcze raz zwymiotowała) i pozbyliśmy się palącego pragnienia, wadera zaproponowała:
- Może pójdziemy na polowanie?
- Jasne... ale kto przystąpi do ataku? - zapytałem.
- Oczywiście, że ja. Tobie jeszcze nie całkiem ci się rany zrosły, o kościach już nie wspominając! - przekonywała.
- Przecież pewnie nadal widzisz podwójnie! Jeszcze mi tam zemdlejesz! Ja idę - upierałem się przy swoim.
- Pfff... - sapnęła, zamyślając się - Znając życie skończy się na jednej wielkiej kłótni. Jesteśmy dorośli, prawda? - Skinąłem głową. - W takim razie powinniśmy pójść na kompromis.
Niechętnie potaknąłem. Cały czas w duchu jednak powtarzałem sobie, że to właśnie ja powinienem to załatwić, nie ona. Miałem przed oczami wiele różnych wersji wydarzeń, kiedy to ona traci równowagę i upada prosto pod kopyta jelenia... Po godzinnym oczekiwaniu w krzakach i przenoszeniu się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu stada tłustych jeleni, w końcu ujrzeliśmy to, na co tak długo oczekiwaliśmy. Rzuciliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenia, a następnie równocześnie ruszyliśmy pędem w kierunku najsłabszego osobnika. Nie minęła chwila, a ten już miał przerwaną tchawicę. Poszło łatwiej, niż się tego spodziewałem. Zabraliśmy się za jedzenie. Wtedy coś sobie uświadomiłem. Dopiero po posiłku odezwałem się do niej, uśmiechając się głupawo:
- Myślałem, że jesteś wegetarianką.
- Wilk nie może żyć na samych owocach... rozumiesz, coraz częściej bywałam głodna i... i... Kiedy chcesz się szybko nasycić, po co sięgasz - po kawałek wołowiny czy sałatę?
- Nie lubię sałaty - stwierdziłem. Po jej minie poznałem, że ledwo powstrzymywała śmiech.
- Skrótem mówiąc okazjonalnie mogę zjeść coś mięsnego.
- Skoro głodujesz... ja już cię nieco podtuczę. Jesteś strasznie chuda.
- A ty jesteś jedną wielką kupą mięśni - zaśmiała się. Przez chwilę byłem poważny i próbowałem ją zamordować spojrzeniem, ale miała bardzo zaraźliwy śmiech. Kiedy już się nieco obmyliśmy w rzece i położyliśmy na łące, na którą padały ostatnie promienie ciepłego, letniego słońca, by się osuszyć, As zapytała:
- W takim razie co robiłam gdy byłam pijana? Film mi się urwał.
- Tańczyłaś niczym techno muł do piosenki z Titanica.
- Ach. Coś poza tym?
- Darłaś się jak wariatka... siłą udało mi się cię opanować.
- Później od razu zaprowadziłeś mnie do swojej jaskini?
- Nie do końca... - mruknąłem, spuszczając wzrok. Na nowo poczułem ogarniające mnie poczucie winy.
- To znaczy? - dopytała z zainteresowaniem, jednak w jej głosie dało się również wyczuć nutkę zaniepokojenia. Mówić jej czy nie mówić? Mówić czy nie mówić? Teraz albo nigdy. To nie może być takie trudne. Podniosłem głowę i spojrzałem głęboko w jej oczy.
- As, czy ty czujesz do mnie coś... konkretnego?

<Astrid?>

Uwagi: brak