Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 23 września 2016

Skype

Kto chciałby dołączyć do grupy WMW na Skype?
Szczerze mówiąc jeszcze nie wiem, o czym dokładnie będziemy tam pisać, ale znając życie po prostu o tym, co się dzieje na stronie, wymieniać się pomysłami itd. Pożyjemy, zobaczymy. Wystarczy dodać mnie do znajomych (nazwa poniżej), wspomnieć o tym, że należy się do watahy i podać imię postaci. Może to sprawi, że będziemy się nieco rzadziej mijać, jak to bywa na czacie publicznym. :)

Moja nazwa: simkaanimka
Można szukać również: Simka Animka
Na avatarze jest dziewczyna owinięta żółtym szlafrokiem.

Pozdrawiam!


czwartek, 15 września 2016

Od Miniru "Przypadek?" cz. 1 (cd. Sarah)

Biegnę ile sił w moich łapach. Drzewa usychają z każdą chwilą. Wszystko powoli zmienia się w usunięte pędy cierni. Zbliżam się do wodopoju z myślą, że ktoś mi pomoże. Mrok pochłania kolejne tereny watahy. Pędzę jak najszybciej. Widzę wszystkie wilki, które znam, a one patrzą na mnie. Ich wzrok sieje zniszczenie.
- Pomocy! Ratujcie! Trzeba uciekać! - krzyczę, a oni nadal we mnie wpatrzeni nie odzywają się. Pyski towarzyszy nie pokazują żadnych emocji. Suzy coś krzyknęła i cała reszta ruszyła w moją stronę. Byłam w pułapce... Zaczęłam uciekać w stronę tego mroku. Głosy w mojej głowie mi kazały... Wbiegłam w czerń...

Obudziłam się w zupełnie nie znanym mi miejscu gdzieś w górach. Wśród mgły zauważyłam jakiegoś wilka. Podeszłam do niego. To był mój dziadek...
- Nie ufaj... Zaufaj... Biegnij, zostań... - mówiły jakieś głosy... Bałam się strasznie...
- Podejdź, Suu. Nie możesz tak łatwo sobą pomiatać.
- Kto mną niby pomiata, dziadku? Nie rozumiem. Co to za głosy? Noc jest zła?
- Nie odpowiem ci na te pytania... Nie teraz... Za dużo pytasz...
- Gdzie jestem?!
- W śnie. - powiedział i zaczął się rozpływać.
- Nie, zaczekaj! - krzyczałam za znikającym wilkiem. Nie rozumiałam nic... Przynajmniej wiedziałam, że to tylko sen... Tylko jak się wybudzić?
- Dzień dobry... - znikąd pojawiła się biała wilczyca z fioletowymi runami na ciele. Znajdowałyśmy się w lesie. Wadera zaczęła warczeć i krążyć wokół mnie.
- Czego chcesz ode mnie?!
- Dowiesz się w swoim czasie! - powiedziała i rzuciła się na mnie. Poturlałyśmy się do... wody? Byłyśmy pod wodą!
Zaczęłam płynąć jak najdalej od niej wykorzystując chwilę oszołomienia. Rozpoczął się pościg. Próbowałam wypłynąć na powierzchnię. Wadera złapała się z całej siły za moje tylne łapy i rzuciła mnie na dno. Straciłam przytomność...

Otworzyłam oczy. Ujrzałam kanion. Wadera zniknęła... Wstałam na swoje łapy i podeszłam do małego jeziorka obok mnie. Spojrzałam na taflę wody... Ta wadera! Cofnęłam się, a tajemnicza wilczyca wyskoczyła z wody. Gdy byłam już na krańcu urwiska, z małego zbiornika wody zaczęły wylatywać fioletowe perły. Myślałam, że przywołał je ten wilk lecz one zaatakowały go. Wtapiały się w jej sierść i skórę osłabiając waderę. Zemdlała...
Ziemia pod moimi łapami zaczęła się zapadać. Powoli spadałam...


Obudziłam się zalana potem z łzami w oczach. Mój oddech był szybki i nieregularny. Był już ranek. Postanowiłam przejść się umyć, tylko nie chciałam by ktoś mnie zobaczył. Wyszłam z mojej jaskini i ruszyłam w stronę wodospadu. Droga minęła mi spokojnie. Na miejscu nie spotkałam nikogo. Podeszłam do wody i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam strasznie... Już chciałam wejść do wody, gdy usłyszałam czyjś głos.
- Cześ... - wilk przerwał, a ja się mimowolnie odwróciłam - Czy to ty mi się przypadkiem nie śniłaś?

<Sarah?>


Uwagi: Zapomniałaś o kilku przecinkach. Cudzysłowie nie robi się za pomocą przecinków ani apostrofów! Zapomniałaś o numerze opowiadania. Nie jestem pewna, czy nie czasem w zdaniu "Za dużo się pytasz" "się" jest niepotrzebne... plus moim zdaniem lepiej brzmi "O zbyt wiele pytasz".

wtorek, 6 września 2016

Ciekawostka #33

Czasem regeneracji dla WMW jest okres między czerwcem a sierpniem - wiadomo, to właśnie wtedy kończy się rok szkolny i każdy ma więcej czasu na pisanie. Niestety. W tym roku nie jest coraz lepiej, a coraz gorzej. Dla porównania:
Czerwiec
2013 r.: 168 wyświetleń/2 op.
2014 r.: 2 221 wyświetleń/27 op.
2015 r.: 10 265 wyświetleń/54 op.
2016 r.: 5 104 wyświetleń/24 op.
Lipiec
2013 r.: 543 wyświetlenia/18 op.
2014 r.: 9 320 wyświetleń/144 op.
2015 r.: 10 107 wyświetleń/42 op.
2016 r.: 6 171 wyświetleń/27 op.
Sierpień
2013 r.: 1 401 wyświetleń/36 op.
2014 r.: 6 034 wyświetlenia/70 op.
2015 r.: 7 267 wyświetleń/30 op.
2016 r.: 6 036 wyświetleń/35 op.
 Jak widzicie - to, że możemy się niebawem na stałe pożegnać, nie jest żartem... to, czy WMW przetrwa, zależy tylko i wyłącznie od Was.
Bardzo cieszy mnie to, że piszecie długie opowiadania, jednak martwi mnie świadomość, że wataha może przygasnąć ot tak z miesiąca na miesiąc...

poniedziałek, 5 września 2016

Od Renethraina "Cisza przed burzą" cz. 2

W donicy kwitła róża. Byłem w domu. Perspektywa jakaś inna... Jakby wyższa? Poruszyłem palcami i zacisnąłem dłoń. Kiedy zmieniłem się w człowieka? Ściany były białe, a w pomieszczeniu nie było niczego prócz mnie, małego stoliczka z niebieskim obrusem i ową drewnianą donicą z roślinką. Nagle róża zaczęła się kurczyć i marszczyć. Tak jakby wyparowała z niej cała woda. Jej czerwone płatki stopniowo zaczęły blednąć, a następnie przeszły w kolor zgniłej zieleni. Końcówki nieco się wygięły i zupełnie zwęgliły.
Otworzyłem oczy. Od dwóch dni nie miałem żadnego snu. Aż do teraz. Odkąd spaliłem tamto drzewo nie działo się nic podejrzanego. Wyjrzałem zza jaskini i od razu oślepiło mnie poranne słońce. Pomimo tego dziwacznego snu, czuję się wyjątkowo wypoczęty. Wręcz rześki i pełen energii! Dziarskim krokiem ruszyłem w moje ulubione miejsce - nad wodospad. Sam nie wiem co mnie do niego tak ciągnie. Może to przez ten szum wody? Działa bardzo... Uspokajająco. No cóż, mniejsza o to. Po drodze wymieniłem spojrzenie z jakimś basiorem. Nie odezwałem się ani słowem. Uznałem, że to w porządku - skoro on też tego nie zrobił czemu ja miałbym? Dotarłem do lasu i skierowałem się na dobrze znaną mi ścieżkę. Przystanąłem przy rozwidleniu dróg. Normalnie odruchowo skręciłbym w prawo, ale tym razem przystanąłem. Tego wcześniej tu nie było - pomyślałem, gdy ujrzałem mały skrawek materiału nadziany na gałąź. Wiatru nie ma. W nocy też było cicho. Byłem tu wczoraj, a raczej zauważyłbym biały materiał na brązowej korze drzewa. I to dość spory kawałek. Podszedłem bliżej i powąchałem go. Nigdy wcześniej nie czułem tego zapachu, ale co się dziwić? Nie znam tu prawie nikogo. Może ktoś zahaczył o tę gałąź, gdy szedł przez las? A z resztą. Co mi tam? Nigdy nie szedłem w tamtą stronę, więc co szkodzi spróbować? Poznam nowe ścieżki, może wpadnę na coś ciekawego. Zerwałem materiał i ruszyłem w lewo. Las robił się coraz gęstszy, ptaki śpiewały, a wokół słychać było mnóstwo kroków zwierząt. Wziąłem głęboki wdech. To miejsce wydaje się tętnić życiem. Szedłem tak cały naładowany pozytywną energią, ciesząc się, że nie poszedłem nad wodospad. Nie wiedziałem jednak, że tak szybko pożałuję własnych myśli. Za jakieś piętnaście minut moje łapy stanęły na szarym popiele. Po drzewach zostały już tylko wyschnięte, zwęglone kikuty, a ptaki dziwnie umilkły. Z resztą tak jak i reszta zwierząt. Co tu się stało? Powietrze było gęste jak smoła, a jedynymi kolorami jakich mogłem się dopatrzeć były szary i czarny. Z wyjątkiem nieba i słońca. Po moim wspaniałym humorze nie pozostał nawet ślad. Ruszyłem naprzód. Mimo wszystko ciekawość wzięła górę. Z jam pod korzeniami drzew wydobywała się siarka. Gdzieś zauważyłem kości jeleni. Chyba całe stado. No tak. Teraz już wiem czemu w poprzedniej części było tak wiele zwierząt. One wszystkie uciekły stąd w głąb lasu. Roślinność wymiera, więc nic dziwnego. Nawet słońce wydaje się świecić tu słabiej. Ale... Czemu? Ktoś zatruł glebę? Albo wodę. Dziwne jest tylko to, że pomiędzy zniszczonym "wrakiem lasu", a tętniącą życiem puszczą jest wyraźna granica. Tylną łapę można postawić na zielonej, dorodnej trawie, a przednią na szarym popiele. Dopiero teraz zauważyłem, że już dawno opuściłem teren watahy. Nagle usłyszałem trzask. Kawałek węgla odpadł od czegoś co było kiedyś wiekowym drzewem. Zza niego wyłonił się wilk. Biały, chyba basior. O szczupłej posturze i zielonych końcówkach sierści. Od razu zwróciłem uwagę na porwaną, białą chustę, którą miał przewieszoną na szyi. Materiał, który wcześniej zawiązałem na przedniej łapę, ukradkiem wkopałem w popiół. Więc był na terenach watahy. Czego on tam szukał... Miał bardzo postrzępione uszy i paskudną minę, mimo, że z pyska taki brzydki nie był. Spokojnie można by go pomylić z waderą. Zdradzają go tylko masywne łapy. Jego długi ogon, zakończony zielonym płomieniem, wzbił w powietrze tuman kurzu, gdy podszedł bliżej.
Odruchowo najeżyłem sierść. Coś z nim nie tak.
- A ty to coś za jeden? - wykrzywił pysk w szaleńczym uśmiechu - Co? Milczysz? Czy niemowa? Język obcięli, hee? Za dużo paplałeś złociutki? Bla, bla, bla...
- Za dużo paplasz tu tylko ty - warknąłem
- Och! Jakże miło mi usłyszeć twój głos! Dziękuję za ten zaszczyt - ukłonił się teatralnie - Czy teraz wyjawisz mi swoje tajemnicze imię? "My lord"?
- Garon - skłamałem
- Witaj Garonie, synu...?
- Garanda - dokończyłem
Tylko wilki z południa, a dokładniej z klanu Nara, tytułują się w ten sposób. Więc jest z moich stron. Co w takim razie robi tak daleko na północy?
- Jaffer syn Darona wita cię Garonie, synu Garanda. - powiedział
- I ja cię witam Jafferze, synu Darona - wyrecytowałem
Co jest z nim nie tak... Nie mogę pozbyć się wrażenia, że już gdzieś to czułem. To dziwne uczucie osłabienia i pustki. Jakby... Jakby życie ze mnie uchodziło. O kurde.
- Śmierć kroczy za tobą, Jafferze synu Darona. - wyszczerzyłem kły - Jesteś zaprzedanym nekromantą.
Mój ojciec mówił mi o tym kiedyś. Zwykli nekromanci swoją siłę czerpią ze świata zmarłych. Są jednak ci, którym to nie wystarcza. Zaprzedają część swojej duszy, oddając ją tym po drugiej stronie, po to aby móc czerpać też energię ze świata żywych. Jest to jeden z najbardziej haniebnych czynów jakie może dopuścić się nekromanta. Czyn karany śmiercią.
- Brawo! Brawa dla tego oto pana! Jestem pod wielkim wrażeniem. Niewiele osób rozróżnia to pojęcie od pojęcia "nekromanta". Och, naprawdę. Urosłem we własnych oczach.
- Zamknij się! - warknąłem - Czego szukałeś w lesie?!
Samiec cmoknął parę razy i pokiwał łbem. Poruszał się z przesadzoną gracją. Czułem się jakbym rozmawiał z tanim aktorem kiepskiego teatru.
- A więc to już koniec grzeczności? - przechylił głowę na lewą stronę - Szkoda. No cóż. Przynajmniej część zapoznawczą mamy już za sobą. Zawsze uważałem, że należy znać imię swojego zabójcy.
- Och, więc już planujesz ginąć z mojej łapy? - zadrwiłem
- Miałem na myśli ciebie.
Nim skończył zdanie zniknął z mojego pola widzenia.

Uwagi: Wciąż zdarza ci się stawiać Spacje przed znakami interpunkcyjnymi.