Ach... jak ja dawno niczego tutaj nie reklamowałam. Tym razem będzie to... forum. Nie moje, ale jednak forum. Również o wilkach. Kto jest chętny, tego bardzo serdecznie zapraszam. Jest nas mało, dzięki czemu każdy aktywny członek jest sobie bardzo bliski. Prowadzimy pilny nabór. :)
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
poniedziałek, 8 lutego 2016
piątek, 5 lutego 2016
Od Shayle "Dziennik" cz. 2 (cd. Yuki)
Leżałam sobie właśnie pod krzakiem odpoczywając po dość męczącym dniu,
kiedy nagle ktoś wyskoczył zza krzaków, kopnął mnie w głowę i upadł na
ziemię. Chyba się o mnie potknął. Wstałam odruchowo i pogładziłam łapą
po bolącej głowie. Rzuciłam gniewne spojrzenie w stronę wilka, którym
okazała się być Yuki.
- Ał, Yuki, co ty robisz? - wadera wstała, otrzepała się i podniosła jakąś rzecz, którą niosła.
- Nic nie robię, poczułam kogoś i zaczęłam węszyć... A ty co tu robisz?
- Leżałam sobie aż mi przerwano... Dokąd idziesz?
- Emm.. Do nikąd, szukam czegoś - powiedziała i odwróciła się, chcąc odejść.
- A czego? - podeszłam do niej. Wadera przewróciła oczami.
- Takich książek - włożyła pysk do koszyka i wyciągnęła dość sporą księgę.
- Po co ci książki? Idź do biblioteki, może tam znajdziesz coś dla siebie...
- To nie książka - westchnęła. - To jest dziennik. I nie byle jaki...
Yuki zaczęła kartkować dziennik i czytać niektóre fragmenty. Potem zamknęła go, a ja miałam okazję by przyjrzeć się okładce.
- Ten jest trzynasty, i ostatni. Czyli musiały być poprzednie - oznajmiła. A ja coś sobie nagle przypomniałam.
- Wiesz, chyba widziałam kiedyś taką książkę...
- Gdzie?
- Znalazłam taką na granicy Mrocznego Lasu, chyba mam ją w jaskini.
- To na co czekamy? Chodźmy! - powiedziała Yuko, ruszając w stronę jaskini i ciągnąc mnie za sobą.
<Yuki?>
Uwagi: Mroczny Las to nazwa miejsca, więc powinno się ją pisać wielkimi literami.
Nieprawidłowo:
-A czego?- podeszłam do niej.
Prawidłowo:
- A czego? - podeszłam do niej.
Znajdź różnice i zacznij stosować myślniki w wypowiedziach jak należy.
Uwagi: Mroczny Las to nazwa miejsca, więc powinno się ją pisać wielkimi literami.
Nieprawidłowo:
-A czego?- podeszłam do niej.
Prawidłowo:
- A czego? - podeszłam do niej.
Znajdź różnice i zacznij stosować myślniki w wypowiedziach jak należy.
czwartek, 4 lutego 2016
Od Yuki "Mroczny zamek" cz. 3
- NIE
JESTEŚ MOJĄ MATKĄ - krzyknęłam i się przeteleportowałam się za nią,
chwytając przy tym jej lewą tylną łapę. Ona się wyrwała i zmieniła w
Ripple.
- Nie uderzysz przyjaciółki - powiedziała.
- NIE NABIORĘ SIĘ NA TĄ TWOJĄ SZTUCZKĘ - machnęłam pazurami, kalecząc jej klatkę piersiową. Ona odskoczyła i rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się gryźć, drapać i bić. Gdy próbowała
- NIE NABIORĘ SIĘ NA TĄ TWOJĄ SZTUCZKĘ - machnęłam pazurami, kalecząc jej klatkę piersiową. Ona odskoczyła i rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się gryźć, drapać i bić. Gdy próbowała
ugryźć
mnie w krtań, co by się zakończyło śmiercią, odepchnęłam ją tylnymi
łapami, a ona pięknie poleciała na ścianę wydając przy tym przepiękny
okrzyk bólu. Podeszłam do niej leżącej i ciężko oddychającej.
Uśmiechnęłam się diabolicznie, na co "Ripple" odpowiedziała morderczym
wzrokiem.
- Przyjaciółka by się nie rzuciła na przyjaciółkę - powiedziałam uśmiechając się jeszcze bardziej diabolicznie i patrząc się na nią z wyższością.
- Moc tego zamku pochłania cię aż do szpiku kości - powiedziała
- Przyjaciółka by się nie rzuciła na przyjaciółkę - powiedziałam uśmiechając się jeszcze bardziej diabolicznie i patrząc się na nią z wyższością.
- Moc tego zamku pochłania cię aż do szpiku kości - powiedziała
- Ja
byłam taka zawsze, jestem i będę - powiedziałam śmiejąc się diabolicznie.
Naglę wadera wstała, jakby nie została rzucona o ścianę. Rzuciła się na
mnie przewracając mnie przy tym i przyciskając do podłogi. Jej przednie
łapy przyciskały klatkę piersiową
- I kto się śmieje ostatni? - zapytała ironicznie, śmiejąc się złowieszczo.
- JA!!! - krzyknęłam teleportując się nad nią, tym samym napadając ją z góry. Kępki wyrwanego futra fruwały po całym pomieszczeniu. Krew się lała na wszystkie strony. Naglę ona przycisnęła mnie do kafelek, dusząc mnie. Próbowałam nabrać oddechu. "Czyżby to mój koniec?" pomyślałam smutna. Naglę coś lub ktoś rzuciło laskę w stronę "Ripple", zrzucając ją ze mnie. Nabrałam głęboki wdech tak głęboki, że zakasłałam. Spojrzałam w stronę mojego sprzymierzeńca. Była to tamta kobieta. "Ripple" rozwścieczona krzyknęła:
- JESZCZE WAS DOPADNĘ I ZABIJĘ - zniknęła. "Nic ci się nie stało?" spytała kobieta mówiąc mi
- I kto się śmieje ostatni? - zapytała ironicznie, śmiejąc się złowieszczo.
- JA!!! - krzyknęłam teleportując się nad nią, tym samym napadając ją z góry. Kępki wyrwanego futra fruwały po całym pomieszczeniu. Krew się lała na wszystkie strony. Naglę ona przycisnęła mnie do kafelek, dusząc mnie. Próbowałam nabrać oddechu. "Czyżby to mój koniec?" pomyślałam smutna. Naglę coś lub ktoś rzuciło laskę w stronę "Ripple", zrzucając ją ze mnie. Nabrałam głęboki wdech tak głęboki, że zakasłałam. Spojrzałam w stronę mojego sprzymierzeńca. Była to tamta kobieta. "Ripple" rozwścieczona krzyknęła:
- JESZCZE WAS DOPADNĘ I ZABIJĘ - zniknęła. "Nic ci się nie stało?" spytała kobieta mówiąc mi
w
myślach. Podeszła do mnie i popatrzała na rany. "Wytrzymam"
odpowiedziałam. "Tracisz dużo krwi, jeszcze chwilę a umrzesz" zabrzmiał
głos w moich myślach. "Zawołam moje siostry, pomogą ci" powiedziała.
Naglę się skupiła, a po chwili przyszło więcej takich kobiet. Zaczęły
opatrywać mnie. Po chwili byłam cała w bandażach, ale zdolna do
chodzenia, nie licząc bólu pojawiającego się za każdym krokiem. Nagle
kobieta i jej
siostry znikły, a ja zostałam sama w pokoju z bandażami. "Czy to była
halucynacja?" rozmyślałam. Popatrzałam na drzwi wyjściowe. Zrozumiałam,
że były zakluczone. "Muszę znaleźć klucz" pomyślałam. Zaczęłam błądzić
po nieskończonej pętli pokoi. Ból był nieznośny, często było tak że
przystawałam na chwilę i siedziałam. Naglę dotarłam do biblioteki.
Wyglądała na starą, bardzo starą. Książki były od lewej do prawej, od
góry do dołu. Książki były wciskane na siłę w półki
które pękały w szwach. Wędrowałam tak po tej plątaninie szaf z półkami
zapełnionymi książkami. Natknęłam się na półkę "Eliksiry". Od razu
sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę. Zaczęłam ją czytać. Gdy skończyłam,
sięgałam po następną, i jeszcze następną. Straciłam
poczucie czasu. Dziwnę nazwy, regułki i systematyczność przejawiała się w wszystkich książkach z półki "Eliksiry". Siedziałam jak mól książkowy godzinę lub dwie nad książkami. Nagle zrozumiałam, że to zamczysko chcę mnie tu uwięzić. "Ale te książki..." toczyłam bój z swoją ciekawością do eliksirów. Koniec końców doszłam do wniosku by ukraść półkę. "Może uda mi się ją przeteleportować do mojej jaskini." Dotknęłam półki i skupiłam się. Pomyślałam o mojej jaskini. Nagle cud, półka zniknęła, a ja spadłam na pysk. Podniosłam się i poszłam do innych pokoi. Błąkałam się dobre parę minut aż w końcu dotarłam do dziwnego pokoju. Wydawał się salą tronową. Były tam dwa dosyć stare krzesła wydające się być tronami. Koło nich stały dwa żelazne posągi rycerzy z mieczem i tarczą. Na większym tronie leżał klucz.
- MAM - krzyknęłam i pobiegłam, ale nie złapałam klucza, bo posągi mieczami zablokowały mi drogę. Nagle jeden z nich się odezwał:
poczucie czasu. Dziwnę nazwy, regułki i systematyczność przejawiała się w wszystkich książkach z półki "Eliksiry". Siedziałam jak mól książkowy godzinę lub dwie nad książkami. Nagle zrozumiałam, że to zamczysko chcę mnie tu uwięzić. "Ale te książki..." toczyłam bój z swoją ciekawością do eliksirów. Koniec końców doszłam do wniosku by ukraść półkę. "Może uda mi się ją przeteleportować do mojej jaskini." Dotknęłam półki i skupiłam się. Pomyślałam o mojej jaskini. Nagle cud, półka zniknęła, a ja spadłam na pysk. Podniosłam się i poszłam do innych pokoi. Błąkałam się dobre parę minut aż w końcu dotarłam do dziwnego pokoju. Wydawał się salą tronową. Były tam dwa dosyć stare krzesła wydające się być tronami. Koło nich stały dwa żelazne posągi rycerzy z mieczem i tarczą. Na większym tronie leżał klucz.
- MAM - krzyknęłam i pobiegłam, ale nie złapałam klucza, bo posągi mieczami zablokowały mi drogę. Nagle jeden z nich się odezwał:
- Jeżeli chcesz klucz, musisz odpowiedzieć na zagadki - moja nadzieja zmalała i znikła.
- Chcę odpowiedzieć na zagadki - powiedziałam
- Widzi korzenie drzew, lecz zarówno też górną część chmur, nie możesz jej przesunąć lecz zniszczyć... - zaczęłam intensywnie myśleć. Drzewo... Nie. Ptaki... Nie. Góra.. TAK.
- Czyżby to góra? - zapytałam się
- Odpowiedź bezbłędna, druga zagadka - łamie drzewa, niszczy góry, zabija ludzi, niszczy najtwardsze kamienie - to już było trudniejsze, rozmyślałam aż w końcu doszłam do wniosku
- Czas - odpowiedziałam
- Ostatni etap, zarówno najtrudniejszy, nie możesz tego dotknąć, złapać lecz możesz to zobaczyć, rozwesela szczeniaki, a starych przygnębia, cóż to jest? - nic nie wiedziałam i zdesperowana powiedziałam:
- Dusza?
- Niestety to tafla wody... zawiodłaś na ostatnim etapie, mogę ci dać zadanie, za które dostaniesz to, czego chcesz.
- Jakie?
<C.D.N>
Uwagi: Błędy z poprzednich op. + Nie "gryść", tylko "gryźć". Uwzięłaś się coś na to określenie: diabolicznie, diabolicznie, diabolicznie... Nie "skąńczyłam", tylko "skończyłam". "Regułki" piszemy przez "u". Mół książkowy?
- Chcę odpowiedzieć na zagadki - powiedziałam
- Widzi korzenie drzew, lecz zarówno też górną część chmur, nie możesz jej przesunąć lecz zniszczyć... - zaczęłam intensywnie myśleć. Drzewo... Nie. Ptaki... Nie. Góra.. TAK.
- Czyżby to góra? - zapytałam się
- Odpowiedź bezbłędna, druga zagadka - łamie drzewa, niszczy góry, zabija ludzi, niszczy najtwardsze kamienie - to już było trudniejsze, rozmyślałam aż w końcu doszłam do wniosku
- Czas - odpowiedziałam
- Ostatni etap, zarówno najtrudniejszy, nie możesz tego dotknąć, złapać lecz możesz to zobaczyć, rozwesela szczeniaki, a starych przygnębia, cóż to jest? - nic nie wiedziałam i zdesperowana powiedziałam:
- Dusza?
- Niestety to tafla wody... zawiodłaś na ostatnim etapie, mogę ci dać zadanie, za które dostaniesz to, czego chcesz.
- Jakie?
<C.D.N>
Uwagi: Błędy z poprzednich op. + Nie "gryść", tylko "gryźć". Uwzięłaś się coś na to określenie: diabolicznie, diabolicznie, diabolicznie... Nie "skąńczyłam", tylko "skończyłam". "Regułki" piszemy przez "u". Mół książkowy?
Od Tośka "Jak dołączyłem"
Jestem zbłąkanym wilkiem. Szukam cichego miejsca. Cichego, ale nie
pustego. Z wielu watah mnie wyrzucano. Prędzej czy później po prostu
robiłem coś "zakazanego" (Co to za słowo?) i byłem za to wydalany. Jak
ostatni wyrzutek. Chyba taki też byłem. Pewnie taki też jestem, sam już
nie wiem, jestem przecież niepoczytalny.
Mimo to, los potrafi się odmienić. Zawsze w to wierzyłem. Posłuchajcie...
Gorąco. To chyba lato, dawno nie widziałem kalendarza. Na jednej z kolejnych ścieżek, które sam wytyczam spotkałem "Brata od Ziemi". Tak nazywam wilki, z którymi połączył mnie brak domu. Naszym domem jest Ziemia, która jak matka nas karmi i wychowuje.
Ów Brat wyglądał na zmęczonego. Usiadł pod drzewem i odetchnął głęboko. Postanowiłem przysiąść obok.
- Witaj bracie! - szpanuje udawaną normalnością.
- Ano witaj. - odpowiada mi z mniejszym entuzjazmem.
Kontakt nawiązany! Teraz tylko udawać normalnego jak najdłużej.
- Co porabiasz w tych terenach? - Zapytałem.
- Żyję. To mój dom. A ty, szukasz czegoś? - jego grzeczność na kilometr śmierdziała wymuszeniem i złudzeniem.
- Nie, nie... Tylko przechodzę. Może dziwnie to zabrzmiało ale... Nie ma tu jakiejś grupy wilków?
Teraz to już spojrzał na mnie jak na idiotę. Widocznie mieliśmy inne spojrzenie na świat. Mimo to po chwili odpowiedział.
- Widziałem tu parę wilków, ale na co ci to wiedzieć? Wolność ci się znudziła?
W tym momencie zacząłem sam wymykać się sobie z pod kontroli.
- WILKI? W którą stronę?! - wykrzyczałem zrywając się na łapy.
Chyba mnie przejrzał. Chyba zauważył, że nie ma sensu mi tłumaczyć, żebym nie rezygnował z wolności.
- W tamtą... - odpowiedział i skinął lekko głową w przód. Szybko spojrzałem w te stronę.
- WIIIILKIII! - Krzyknąłem i zacząłem biec w pokazaną mi stronę. To był jeden z tych momentów, kiedy nie myśli się o tym co jest teraz, tylko o najbliższej przyszłości. A może ten Wilk mnie okłamał, żebym sobie poszedł? Wrócę się i ukatrupię!
Biegnę tak co sił w nogach, aż widzę to. Widzę WILKIIII! Inne niż ja! Takie kolorowe!!! I żywe! Brat nie kłamał! Entuzjazmowi nie było końca do czasu, aż wpadłem do strumienia. Że był już zmierzch, przenocowałem w tych terenach, a rano zgłosiłem się do Alfy. Przyjęli mnie, dowiedziałem się że to Wataha Magicznych Wilków. Ona zaś nie dowiedziała się, że jestem niezrównoważony. To chyba dobrze. A o dalszym życiu opowiem wam kiedy indziej, przy innej okazji...
Uwagi: Literówki. Nie "odrzutek", tylko "wyrzutek". (Źle piszesz nawiasy. Te Spacje są zbędne). Wilki nie mają nóg, tylko łapy.
Mimo to, los potrafi się odmienić. Zawsze w to wierzyłem. Posłuchajcie...
Gorąco. To chyba lato, dawno nie widziałem kalendarza. Na jednej z kolejnych ścieżek, które sam wytyczam spotkałem "Brata od Ziemi". Tak nazywam wilki, z którymi połączył mnie brak domu. Naszym domem jest Ziemia, która jak matka nas karmi i wychowuje.
Ów Brat wyglądał na zmęczonego. Usiadł pod drzewem i odetchnął głęboko. Postanowiłem przysiąść obok.
- Witaj bracie! - szpanuje udawaną normalnością.
- Ano witaj. - odpowiada mi z mniejszym entuzjazmem.
Kontakt nawiązany! Teraz tylko udawać normalnego jak najdłużej.
- Co porabiasz w tych terenach? - Zapytałem.
- Żyję. To mój dom. A ty, szukasz czegoś? - jego grzeczność na kilometr śmierdziała wymuszeniem i złudzeniem.
- Nie, nie... Tylko przechodzę. Może dziwnie to zabrzmiało ale... Nie ma tu jakiejś grupy wilków?
Teraz to już spojrzał na mnie jak na idiotę. Widocznie mieliśmy inne spojrzenie na świat. Mimo to po chwili odpowiedział.
- Widziałem tu parę wilków, ale na co ci to wiedzieć? Wolność ci się znudziła?
W tym momencie zacząłem sam wymykać się sobie z pod kontroli.
- WILKI? W którą stronę?! - wykrzyczałem zrywając się na łapy.
Chyba mnie przejrzał. Chyba zauważył, że nie ma sensu mi tłumaczyć, żebym nie rezygnował z wolności.
- W tamtą... - odpowiedział i skinął lekko głową w przód. Szybko spojrzałem w te stronę.
- WIIIILKIII! - Krzyknąłem i zacząłem biec w pokazaną mi stronę. To był jeden z tych momentów, kiedy nie myśli się o tym co jest teraz, tylko o najbliższej przyszłości. A może ten Wilk mnie okłamał, żebym sobie poszedł? Wrócę się i ukatrupię!
Biegnę tak co sił w nogach, aż widzę to. Widzę WILKIIII! Inne niż ja! Takie kolorowe!!! I żywe! Brat nie kłamał! Entuzjazmowi nie było końca do czasu, aż wpadłem do strumienia. Że był już zmierzch, przenocowałem w tych terenach, a rano zgłosiłem się do Alfy. Przyjęli mnie, dowiedziałem się że to Wataha Magicznych Wilków. Ona zaś nie dowiedziała się, że jestem niezrównoważony. To chyba dobrze. A o dalszym życiu opowiem wam kiedy indziej, przy innej okazji...
Uwagi: Literówki. Nie "odrzutek", tylko "wyrzutek". (Źle piszesz nawiasy. Te Spacje są zbędne). Wilki nie mają nóg, tylko łapy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)