"Nad czym myślisz?" - spytałam wciąż zszokowana tym, co się dzieje.
Chciałam jakoś przerwać ciszę, chociaż nie był to najlepszy pomysł.
Towarzyszka nie wykazywała chęci do rozmowy. Pytając o powód złości,
wybuchła na mnie gniewem. Spojrzałam na nią niepewnie. Kolejny błąd.
Pestka ponownie wyrzuciła z siebie emocje w moją stronę. Tym razem było
to już ponad siły i w pewnym momencie wpadłam w głośny płacz. "Głupia
Pestka!" - krzyknęłam w myślach i pobiegłam przed siebie. Chciałam uciec
od niej jak najdalej, zostać sama...
Gdy zmęczenie wzięło górę, padłam na trawę pod pozostałościami ze
spalonego drzewa i starałam się uspokoić. Po odpoczynku zaczęłam zdawać
sobie sprawę z mojego głupiego posunięcia. Na dodatek kompletnie nie
wiedziałam gdzie jestem i jak wrócić. "Po prostu genialnie!" -
krzyknęłam na głos i kopnęłam najbliższy leżący kamień. "No nic, później
będę się użalać. Muszę poszukać tych cholernych kamieni..." -
zezłościłam się i zaczęłam iść przed siebie. "W ważnych miejscach, tak?"
- Tylko które miejsca mają być dla nich ważne? Ciężko tu dostrzec coś
poza zdeformowaną zwierzyną i spalonym lasem. Wtedy z oddali
zauważyłam... Windę?! Co robi winda w środku lasu? Zaskoczona podbiegłam
do urządzenia. Wyglądała na bardzo starą. "Ona w ogóle działa?" -
spojrzałam krzywo i odgarnęłam z niej kurz, w celu odnalezienia czegoś,
co mogło by ją uruchomić. Jest! Mały, czerwony przycisk. Przycisnęłam
go lekko łapą. W tym samym momencie rozległ się głośny pisk, świadczący o
wieku i długości nieużywania przedmiotu. Na szczęście działa! Po kilku
minutach czekania pojawiła się przede mną metalowa, mocno już
zardzewiała kabina. Bez zastanowienia wsiadłam do niej i powoli ruszyłam
w dół. Jakoś w połowie drogi do moich uszu dobiegać zaczęły dziwne
dźwięki... Jakby trzaski? Zdezorientowana poczułam, że winda jedzie
coraz szybciej w dół. "C-co się dzieje?!" - krzyknęłam zestresowania.
"Winda... WINDA SIĘ ZERWAŁA!". Zaczęłam nieźle panikować i próbowałam
utrzymać równowagę. Czy zaraz skończę mój żywot, rozwalając pysk (w
znaczeniu wilczej głowy, żeby nie było) o metalową kabinę? Nie.. Tak
nie może być! Przypominając sobie o moim żywiole, zatrzymałam czas.
"Muszę wymyślić jak się uratować..." - Miałam niezłą rozkminę. Na
szczęście nie musiałam się śpieszyć. Po jakimś czasie siedzenia w
zardzewiałej puszcze wymyśliłam co zrobić, żeby nie skończyć jako
naleśnik. Obłożyłam kilkukrotnie całą powierzchnię materiałem wykonanym z
mroku. Był on miękki, bym się nie rozbiła, jednak na tyle wytrzymały,
by dach na mnie nie poleciał. Wystarczyło tylko ponownie ruszyć czas i
modlić się o sukces. Niedługo potem dało się usłyszeć głośny huk, za to
sama straciłam równowagę i uderzyłam o materiał. Udało się! Oprócz lekko
poobijanego ciała nic mi nie jest! Wysiadłam jak najszybciej z
morderczej maszyny i próbowałam opanować drgawki. "Żyję..." -
uświadamiałam się. Jednak nie czas na to! Po ochłonięciu rozejrzałam się
wokoło. Jedyną drogą był ciasny i niski korytarz. Żeby wejść do niego,
musiałam paść na brzuch i przeczołgać się. Niezbyt wygodna droga. Na
szczęście nie był on długi i po chwili mogłam z niego wyjść. Wylądowałam
w dziwnym pomieszczeniu... Na szczęście jest kamień! I dwa zdeformowane
wilki... Korzystając z tego, że mam jeszcze moc, związałam ich sznurami
z mroku i zatrzymałam czas. Dotknęłam kamień i przed moimi oczyma
ukazała się kolejna wizja. Były to narodziny szczenięcia. Nie zdziwiła
mnie ona, dużo razy widziałam wyrastanie skrzydeł u szczeniąt. Bardziej
zastanawiało mnie co ta wizja chce nam przekazać? Skrzydlata wadera,
skrzydlata wadera... No tak! Czy to nie jest ta dziwna, co nas prowadzi?
Chyba tak... Nieważne, później będę rozmyślać o tym zdarzeniu.
Puściłam dalej czas i wyszłam, na szczęście, prowadzącymi do góry
schodami. "Teraz czas na odszukanie Pestki..." W tej samej chwili
poczułam przeszywający ból. Tak mnie to zaskoczyło, że nie wydałam z
siebie żadnego dźwięku. Nagle zobaczyłam, jak na moim ciele pojawiają
się rany, z których tryska krew. Wtedy domyśliłam się, że coś jest nie
tak z towarzyszką, w końcu czujemy to samo! Wyczerpana ostatnimi
zdarzeniami i przeraźliwym bólem, zaczęłam osuwać się na ziemię. Wtedy
poczułam uderzenie w głowę i niedługo potem straciłam przytomność.
***
Nie wiem ile tak leżałam, kompletnie straciłam poczucie czasu po
przebudzeniu się. Nie pamiętając gdzie jestem, wspomnienia wróciły do
mojej głowy w ciągu sekundy. "PESTKA" - wykrzyknęłam przerażona i
wstałam, całkowicie zapominając o ranach. Ból był nadal odczuwalny,
jednak nie mam teraz czasu, żeby się użalać... Ruszyłam przed siebie tak
szybko jak mogłam, szlochając bezradnie. "Gdzie ja mam niby Cię
szukać?! Wszystko się pochrzaniło! Mam dość, chcę do domu..." - zaczęłam
marudzić i szlochać jeszcze głośniej. Wtedy po raz kolejny pojawiła się
ta upierdliwa wadera. "Dobra, pomogę Ci! Nie mam serca na to patrzeć." -
zdezorientowana zostałam wepchnięta do portalu. "Jak to nie ma serca na
to patrzeć, o co jej chodziło?" - zadawałam sobie to pytanie. Po
krótkim locie przez portal, wylądowałam w dziwnym, mrocznym miejscu. Z
daleka było słychać drące się kruki. Postanowiłam pobiec w tamtą stronę,
wątpię, by darły się tak bez powodu. Miałam rację! Przebrzydłe, na
dodatek ogromne ptaszyska siedziały na nieruchomym ciele kompanki i
stukały ją dziobami. Wrzasnęłam, żeby je odstraszyć i podbiegłam do
nieruchomego, pokaleczonego ciała. "Pestka? Pestka! Boże, nie! Błagam,
wstań... Pestka, proszę... Nie rób mi tego! T-ty żyjesz? prawda?" -
płakałam nad nią przerażona. Niestety te okropne zwierzęta podleciały ze
zwiększoną "armią". Zużywając ostatnie pokłady magii zatrzymałam czas,
chwyciłam towarzyszkę, przerzucając ją na swoje plecy i rozpoczynając
poszukiwania schronienia. Na szczęście nie musiałam szukać długo. Po
lewej stronie zauważyłam dosyć wąską szczelinę prowadzącą do małej
groty na jej końcu. Akurat w tym samym momencie czas samowolnie zaczął
płynąć, a ptaszyska dogoniły nas w kilka sekund. Zsunęłam z pleców wciąż
nieruchome ciało i zaczęłam na siłę wciskać w dziurę. "No właź!" -
powiedziałam w myślach. Po upchaniu Pestki przyszło czas na mnie. Jako
"bonus" dostałam od jednego z kruków ostrym, twardym szponem po plecach.
Pisnęłam z bólu, jednocześnie wpadając do kryjówki. "Na szczęście tu
nie wejdą... Chociaż chwilę odpocznę." - westchnęłam. Odetchnęłam chwilę
i utworzyłam z mroku bandaże, oplatając nimi najpierw kompankę, później
siebie. Usiadłam obok niej i czekałam na to, co się wydarzy.
***
Nie wiem ile czasu upłynęło, jednak wystarczająco długo, bym poczuła
zmęczenie. Trochę później Pestka nareszcie zaczęła dawać pierwsze oznaki
życia! Najpierw ruszyła łapami, potem głową i powoli zaczęła się
unosić.
- Gdzie ja jestem... Co się stało? - spytała jeszcze nie do końca wybudzona wadera
- W porąbanym świecie, który mamy uratować. Póki co to my ratujemy się przed nim.
- Yui... Już pamiętam. Ale... Co ty tu robisz? Przecież się rozdzieliłyśmy. - spytała zaskoczona.
- Dużo się wydarzyło od ostatniego spotkania, później Ci opowiem. Ważniejsze - Dobrze się czujesz? Po kiego tu lazłaś?
- To miejsce wydawało się inne od wszystkich. Pomyślałam, że może być
jednym z ważnych miejsc i poszłam poszukać kamienia. Niestety
przerośnięte ptaszyska mnie zaatakowały i - Właśnie, kamień! Musimy po
niego iść!
- Gdzie niby? Poza tym nawet nie wiemy, czy on tam jest! - stwierdziłam.
- Musimy to sprawdzić! Niedaleko stąd, gdziekolwiek jesteśmy, powinny
znajdować się schody prowadzące na górę, z których spadłam. Tam
powinnyśmy się kierować!
- Skoro tak uważasz... Odpocznijmy najpierw, mam tego wszystkiego już
dosyć. - burknęłam zmęczona i położyłam się w kącie. Momentalnie udało
mi się zasnąć. Śnił mi się powrót do domu... Szkoda, że to tylko sen.
***
Najprawdopodobniej rankiem obudziłam się z burczącym brzuchem.
- Słuchaj, Pestka... - zaczęłam temat, który od dawna mnie nurtuje
- No?
- Ile my tu już siedzimy? I ile już nie jadłyśmy ani nie piłyśmy? Czy
tu nas obowiązują te same prawa co w naszym wymiarze? Czuję się, jakbym
siedziała tu wieki...
- Tego nie wiem. Wiem jednak jedno - Jeśli się ruszysz i pójdziemy
szukać tego przebrzydłego kamienia, to szybciej się stąd wydostaniemy,
więc chodź już! - warknęła niezadowolona i wyszła z naszej kryjówki.
Posłusznie ruszyłam za nią. Po kilku minutach doszłyśmy do wielkich
kamiennych schodów, które dosyć sprawnie pokonałyśmy. Na górze
ujrzałyśmy...
< Co ujrzałyśmy na górze? ;p Mało nowej akcji, sorka!>
Uwagi: Jak dla mnie - za dużo języka potocznego. W opowiadaniu spokojnie możesz używać nawiasów, bo wykorzystywanie do tej funkcji znaków < oraz > jest nieprawidłowe. ;)