Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 29 czerwca 2018

Loteria do 04.07

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii

Joel
1x średni los: Kamień Bonusowy
1x mały los: 4x brązowa karta: Kozice, Jezioro, Róża Harmonii, Eliksir Młodości

Yuki
1x duży los: Kamień Oszusta

Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 19: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 22: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 24: Torance
Numerek 26: wolny
Numerek 27: Yuki
Numerek 28: wolny
Numerek 29: wolny
Numerek 30: Torance
Numerek 31: Aokigahara
Numerek 32: wolny
Numerek 33: wolny

Średnie losy (25 SG)
Numerek 14: wolny
Numerek 17: wolny
Numerek 18: Torance
Numerek 19: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 21: wolny
Numerek 22: Yuki

Duże losy (50 SG)
Numerek 10: Aokigahara
Numerek 11: wolny

środa, 27 czerwca 2018

Od Lind "Konkurencje festynowe" cz. 1

Opowiadanie festynowe: bonus x2 więcej pkt. umiejętności i doświadczenia, 2x więcej SG za op.
Kwiecień 2021
Wysypałam zawartość swojej torby w nadziei, że wcześniej po prostu nie sprawdziłam dobrze, czy nie ma tam kart. Rozgarnęłam stertę mniej, lub bardziej potrzebnych rzeczy, która znalazła się na środku mojej jaskini. Pomiędzy książkami z Biblioteki, Medalionem Dobrych Wspomnień, drogimi kamieniami z Jeziora, zgniecionym kawałkiem papieru i innymi przedmiotami nie było niestety tego, czego szukałam. Westchnęłam i usiadłam na ziemi. 
Po kolei, GDZIE ostatni raz widziałam te karty z loterii?, pomyślałam, próbując odnaleźć w pamięci jakieś wskazówki. Na pewno przyniosłam je do jaskini, to nie ulega wątpliwości. Co dalej? Oglądałam, siedząc na swoim posłaniu. Czy wynosiłam gdzieś potem te pozłacane nagrody? Raczej nie. Nie mogłam ich zapodziać pod tym polowym łóżkiem, sprawdzałam dwa razy.
Spojrzałam na miejsce, o którym rozmyślałam. Może jednak dla pewności rzucę okiem jeszcze raz... Podeszłam do posłania, narzutę i podniosłam. Pod nią nadal były tylko liście i inne elementy składowe, zapewniające wygodę i izolację od zimnego podłoża. Wtem zauważyłam, że coś wysunęło się spomiędzy mojego miejsca do spania, a kamiennej ściany. Odetchnęłam z ulgą. Jednak były tutaj. 
Wyciągnęłam karty zza swojego "łóżka". Jedna z tych połyskujących na złoto nagród, dotyczyła pary, a druga - członka Watahy Czarnego Kruka. Nie przypominałam sobie, żebym miała ich więcej, więc schowałam te dwie do (obecnie pustej) torby. "Powinnam chyba zrobić porządek z resztą tych rozrzuconych rzeczy, zanim pójdę", pomyślałam, przypominając sobie o pozostawionej na środku mojego lokum stercie. 
Nagle usłyszałam dziwne brzdęknięcie. Brzmiało zupełnie inaczej niż te zwykle wydawane przez banjo pewnego irytującego mieszkańca mojej jaskini. Odwróciłam głowę w stronę skalnej półki, gdzie Ting zwykł przesiadywać. Do teraz był wyjątkowo cicho, jednak chyba chciał wreszcie zacząć kolejną sesję szarpania strun. Ku mojemu zdziwieniu, tym razem nie grał dalej. Poprzestał na jednym, dziwnym dźwięku.
- Co to było? - zapytałam.
- Struna - odparł, wskazując na okolicę gryfa. - Po prostu się przerwała - dopiero wtedy zauważyłam, że jedno ze źródeł dźwięku banjo, zostało rozerwane wpół. Dwa wygięte kawałki struny zwisały teraz po obu stronach instrumentu. 
- Ou... - mruknęłam. - Zdarzyło ci się to już kiedyś? 
- A żeby to raz - odparł Ting. 
- Potrzebujesz pomocy z naprawą? - zapytałam.
- Jeśli nie udało ci się tego wywnioskować z mojej poprzedniej wypowiedzi: nie, nie potrzebuję, umiem sobie z tym poradzić, mam już w tym wprawę - wyjaśnił. Nie wiem czemu, ale zdawało mi się, że mnie obraża samym tonem w tym momencie. - Możesz iść tam, gdziekolwiek planowałaś - skinął łapą, po czym odstawił banjo i sięgnął po swój plecak. 
- Okej - odparłam sucho i zajęłam się pobieżnym układaniem po jaskini rzeczy wysypanych wcześniej z torby. Użyłam do tego oczywiście swojej mocy wiatru, żeby było szybciej. Powoli uczyłam się unosić więcej niż jeden przedmiot na raz. Po skończonej pracy, oznajmiłam:
- Jak coś, nie wiem o której wrócę - poprawiłam torbę. 
- Bez różnicy, Pierzasta. 
- Mówię to, na wypadek gdyby ktoś mnie szukał - sprecyzowałam, spoglądając na Odmieńca szperającego w swoich manatkach. 
- Jeśli ktoś będzie cię szukał i tu wejdzie, powiem mu, że nie lubisz gości. 
- Co? Dlaczego? - zdziwiłam się.
Ting jednak nie raczył mi wytłumaczyć, o co mu znów do diaska chodzi. Zajął się naprawą uszkodzonego instrumentu. Westchnęłam i pokręciłam głową, po czym wyszłam. "Przynajmniej tym razem zostanie w jaskini", pomyślałam. 
***
Bez większych problemów znalazłam miejsce, gdzie urzędowali festynowi animatorzy. Wylądowałam w bezpiecznej odległości od nich i podeszłam do tego, który był najbliżej - Joela.
- Nie wiedziałam, że jesteś też animatorem - powiedziałam na przywitanie, uśmiechając się.
- Wiesz, dbam o rozwój kariery - Basior zaśmiał się lekko, odsłaniając odrobinę zęby. - Chcesz wziąć udział w jakiejś konkurencji? 
- Jasne - odparłam. - Za jaką odpowiadasz ty?
- Z jednoosobowych; ukrywam przed uczestnikiem jakieś małe przedmioty. - Wyciągnął przed siebie łapę, w której było coś, co o ile dobrze pamiętam, nazywało się "kostką do gitary". - Na przykład takie. Chyba, że jesteś zainteresowana jakąś szaloną grą zespołową - spojrzał na mnie.
- Jeszcze nie dzisiaj - pokręciłam głową.
- To chciałabyś podjąć się poszukiwań? Ośmielisz się spróbować? 
- A co mi tam, mogę - odparłam, odrobinę rozbawiona.
- Pole poszukiwań będzie dość spore, ale myślę zadanie jest w pełni wykonalne. Teraz muszę zasłonić ci oczy - wyjaśnił. - Takie zasady. 
- W porządku - skinęłam głową, a basior przygotował kawałek materiału, który miał dotychczas zawiązany na przedniej łapie. Kiedy już miał pewność, że niczego nie zobaczę, kazał mi się obrócić, po czym odprowadził mnie kawałek dalej.
- Mam pięć minut, z zegarkiem w ręku - oznajmił. Gdybym jeszcze wiedziała, czy to dużo, czy mało... - Czekaj tu i nie podglądaj.
- Tak jest - uśmiechnęłam się. Usłyszałam, jak basior odchodzi.
Joel nie poszedł jednak zbyt daleko, więc dzięki moim wrażliwym uszom, mogłam dokładnie śledzić jego każdy ruch. Pomyślałam, iż w takim razie zadanie będzie banalnie proste, zwłaszcza ze względu na fakt, że będę miała też do pomocy nos. Animator jednak chyba uwzględnił wszystkie opcje, jakie miałam, ponieważ krążył wyjątkowo długo. Przemierzał okolicę wielokrotnie, zataczał koła, raz po raz zatrzymywał się, czasem biegał tam i z powrotem. Chciał jak najbardziej mnie zmylić. Nawet jeśli wiedziałam, którędy się poruszał, nie wyłapałam, kiedy ukrył przedmiot, który miałam znaleźć i ile chodził pomiędzy drzewami bez niego. Czyli będę mogła najwyżej poruszać się jego śladem.
- Okej, kostka schowana - oznajmił Joel, nieco zdyszany. 
Szybkim ruchem ściągnął mi z oczu materiał. 
- Promień poszukiwań to plus-minus pięćdziesiąt metrów - powiedział.
- Em... tylko - popatrzyłam na animatora. - Powiesz mi ile to "pięćdziesiąt metrów"?
- A, tak. Wybacz, wciąż zapominam, że nie wszyscy tu umiecie liczyć - przyznał. - Widzisz tamtą brzozę? - stanął obok mnie i wskazał kierunek. - Odtąd do niej jest pięćdziesiąt metrów. 
Teraz już mogłam zacząć. Joel usiadł pod jedną z sosen i skierował wzrok na mnie. 
Zbliżyłam nos do ziemi i zaczęłam podążać zostawionym wcześniej przez basiora śladem. Liczyłam, że jeśli kostka została ukryta w trawie, zdołam poczuć zapach plastiku, jednak na wszelki wypadek stawiałam małe kroki, żeby w razie czego poczuć ją pod łapami. Za każdym razem, kiedy mijałam jakiś krzak, kwiaty, czy pień drzewa, sprawdzałam dokładniej, czy to nie miejsce, które wybrał Jo. Niestety, największym minusem obranej przeze mnie taktyki było częste mijanie tych samych miejsc. Trochę to się dłużyło, jednak wyjątkowo nie nudziłam się. Tego typu powolne poszukiwania były całkiem ciekawym zajęciem. 
Nie wiem ile czasu minęło dokładnie, jednak wreszcie udało mi się znaleźć plastikowy przedmiot. Leżał wetknięty w ziemię u korzeni lipy. Zauważywszy to, natychmiast wykopałam kostkę i przyniosłam Joelowi. Zadanie wykonane.
- Gratuluję - uśmiechnął się. - Wybierz swoją nagrodę - otworzył zabraną wcześniej paczkę i położył przede mną kilka cienkich plików kart, spiętych ze sobą. Zadbał, żebym nie mogła dostrzec obrazków. Bez specjalnego namysłu, wskazałam, które chcę mieć. Basior podniósł je i podrzucił w moją stronę. Złapałam swoją nagrodę w locie, za pomocą wiatru.
- Dzięki, Joel.

<CDN>

Wygrana: brązowe: Kolczyki Żywiołu, Korona Mądrości; srebrne: Świat Mroku; złote: Xander

Uwagi: Brak.

wtorek, 26 czerwca 2018

Od Lind "Replay" cz. 2 (cd. Magnus)

Wrzesień 2020
Zbliżyłam się do krawędzi rowu, odsłaniając ostrzegawczo kły. Niewinny się nie tłumaczy, ani tym bardziej nie ucieka. Obcy basior dał mi solidny powód, żebym pochodziła do niego z wyjątkową rezerwą. Zachowywał się dziwnie i czuć było od niego czymś nadwyraz... nietypowym. 
- Ranny czy nie, nie mogę cię tutaj zostawić - odparłam sucho. 
Wilk uwięziony na dnie głębokiego dołu wlepił we mnie stalowoszare oczy. Dostrzegłam w nich srebrzyste przebłyski. Klatka piersiowa samca szybko unosiła się i opadała. 
Bez słowa skupiłam się i użyłam mocy, żeby schwycić tego delikwenta wiatrem i wyciągnąć z głębokiej, błotnistej pułapki, w którą sam się wpakował. Kiedy jego grafitowe ciało uniosło się o parę centymetrów, basior na chwilę zastygł w bezruchu, po czym zaczął rzucać się jak w ukropie. 
- Co się dzieje?! To magia?! Zostaw mnie! - wykrzyknął. Jego jasnobrązowy szalik opadł mu na pysk. 
- Opanuj się, to tylko wiatr. Pomagam ci - wyjaśniłam poważnym tonem. Wilk znalazł się już w połowie drogi na powierzchnię.
- Czy ja prosiłem o pomoc?! - znowu wierzgnął, po czym niezdarnie spróbował złapać się łapami wystającego z ziemi korzenia. Oczywiście nic z tego nie wyszło, kto używa łap w takiej sytuacji?
- Nie utrudniaj mi pracy, nie masz wyboru. Na razie jesteś tutaj intruzem.
Wkrótce wydostałam tego panikarza z rowu i odłożyłam go na trawie obok siebie. Dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że lepiej dla niego, jeśli nie będzie już próbował uciekać.
- To co teraz ze mną zrobisz..? - zapytał, powoli wstając. Patrzył w moją stronę, jednak odnosiłam wrażenie, że robi to niechętnie. 
- Muszę cię zaprowadzić do Alfy - oznajmiłam. Skoro już go mam, mogę się tym zająć sama, chociaż przepisowo to patrol odprowadza obce wilki na przesłuchanie. Ponadto, bazując na obserwacji, byłam prawie pewna, że nie znajdę teraz w pobliżu nikogo pełniącego wspomnianą funkcję.
- Więc już tutaj jest ta wataha..? - mruknął ubłocony basior. 
Zdziwiłam się, słysząc takie zdanie, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Czyżby ten osobnik naprawdę szukał Watahy Magicznych Wilków? Nie odpowiedziałam mu na pytanie, pewna, iż sam wyciąga wnioski. Zamiast tego, zapytałam:
- Dasz radę iść? 
- Chyba. Mam tylko nadzieję, że nie złamałem sobie niczego - dodał coś po cichu w innym języku, poruszając łapą. Bolało go, nie próbował tego ukrywać. 
- Później zobaczymy co sobie uszkodziłeś - spojrzałam na niego. 
Zrobiło mi się trochę szkoda tego wilka. Nie czułam od niego fałszu w tym momencie. 
- Za mną - Skierowałam się powoli na południe, w stronę Jaskini Alf. 
Na szczęście szary basior już nie próbował stawiać oporu, podążył za mną, wlokąc ogon po ziemi. Obcy wilk, jak już się przekonałam, nie umiał latać, więc musiałam prowadzić go nieco okrężną drogą, żeby uniknąć zalanych obszarów. Nie miałam ochoty znów go przenosić w powietrzu. Kiedy byliśmy już blisko Jaskini Alf, dostrzegłam Suzannę, siedzącą przed swoim lokum. 
- Kogo dziś do mnie przyprowadziłaś, Lind? - zapytała przywódczyni na nasz widok.
- Wtargnął na teren watahy - skinęłam na grafitowego basiora. - Nie jest jednym z naszych.
- Niewątpliwie - odparła Alfa, mierząc wzrokiem towarzyszącego mi wilka. - Więc, jak ci na imię? - zwróciła się do niego.
- Magnus - odparł, spoglądając na Alfę watahy.
- Czego szukałeś na terenie Watahy Magicznych Wilków? 
- Chciałbym dołączyć do tego stada, jeżeli jest taka opcja. 
- Jest - odparła Suzanna. - Możesz zostać członkiem naszej watahy, jednak nie zapomnimy, że wciąż jesteś dla nas obcym wilkiem - zaznaczyła. - Jeśli natomiast okażesz się zdrajcą, zostaniesz ukarany z najwyższą surowością.
- Będę miał to na uwadze - zapewnił Magnus. - Dziękuję. 
- Możesz już odejść. Jutro wybierzesz stanowisko. Lind - zwróciła się znów do mnie. - Odprowadź go do jego jaskini - poleciła.
- Oczywiście - kiwnęłam głową. - Tylko jeszcze złożymy wizytę w Szpitalu.
- Jeżeli sytuacja tego wymaga, idźcie.
Po tych słowach pożegnaliśmy Suzannę i zaczęliśmy oddalać się od Jaskini Alf.
- Macie tutaj szpital? - zapytał Magnus, nieco zdziwiony.
- Tak. Dobrze zorganizowany i wyposażony - oznajmiłam, schodząc niżej po skałach. 
- Lekarzy też macie...? 
- Pewnie, że tak.
- Wilczy lekarze... ciekawe... - mruknął.
"Co w tym takiego dziwnego?", pomyślałam.
*** 
Czekałam, siedząc z boku, aż Alvareg skończy zabezpieczać bandażem okład z ziół na barku Magnusa. Lekarz o ciemnoszarym futrze wykonywał swoje zadanie w absolutnej ciszy, zerkając tylko raz po raz w moją stronę. Zajęłam swój czas nucąc jedną z piosenek, które grywał ostatnio Ting w mojej jaskini. To niezwykłe, jak bardzo wpadają w ucho. 
- Gotowe - oznajmił w końcu pracownik Wilczego Szpitala. 
- Świetnie - wstałam z miejsca. Tymczasem Alvareg od razu zabrał się za porządkowanie niewykorzystanych bandaży i pozostałych liści leczniczych roślin.
- Mówiąc wtedy o motylach... - zaczęłam, podchodząc do Magnusa.
- Hm? Co z tymi motylami? - grafitowy basior wlepiał teraz wzrok w podłoże. 
- Chciałeś tak podkreślić, że jesteś absolutnie niegroźny, prawda? - dokończyłam.
- Tak. To chyba oczywiste... - nowy członek watahy poruszył przednią kończyną, niepewny, czy opatrunek się nie zsunie.
- To źle dobrałeś porównanie - kontynuowałam. - Inwazja motyli oznaczałaby też inwazję gąsienic - ich larw - wyjaśniłam.
- Wiem co to gąsienica - mruknął Magnus.
- No to wiesz... Gdyby nagle pojawiło się ich dużo, pożarłyby dużą część roślinności, więc i zwierzyna nie miałyby co jeść. Wszelkie sarny, jelenie uciekłyby z tego terytorium, a my - wilki, padlibyśmy z głodu - sprecyzowałam, co mam na myśli. 
- Teoretycznie... Możesz mieć rację - wstał z miejsca.
"Parzystokopytne już stąd uciekają przez te powodzie" - przypomniałam sobie. Dobrze, że chociaż nie zalało drogi do Szpitala i Jaskini Alf. "Szkoda, że moje lokum znalazło się idealnie w połowie poziomu wody." - westchnęłam w duchu. Magnus znów odwrócił głowę, żeby jakkolwiek ogarnąć wzrokiem bandaż. 
- Nie spadnie ci, Alvareg zna się na swoim fachu - zapewniłam basiora. - Powinno wytrzymać.
- Nie wygląda, ale teraz sam sobie tego lepiej nie zawiążę... - westchnął. -To gdzie jest moja jaskinia?
- Właśnie, jaskinia - wyminęłam lekarza odstawiającego na miejsce słoiczki zabezpieczające zapasy ziół przed szkodnikami. - Chodź, to niedaleko - poszłam do wyjścia. 
- Mam nadzieję - grafitowy wilk ruszył za mną. 
Wybór wolnych, większych jaskiń był dość szeroki, jednak nie wszystkie znalazły się dość wysoko, żeby nie zostać doszczętnie zalane. 
- Szukasz czegoś dobrze oświetlonego, czy niekoniecznie? - zapytałam, dotarłszy do pierwszej zdatnej do zamieszkania jamy. 
- Trochę światła zawsze mile widziane, ale zawszę mogę poszukać latarki w razie czego - odparł Magnus. 
- Mówi się "latarni" - poprawiłam go, nieświadoma, że miał na myśli zupełnie inny przedmiot. - No to... - odwróciłam się do basiora. - Oto twoje lokum.
Wskazałam łapą grotę. Nowy członek watahy podszedł bez pośpiechu do wejścia i ocenił wzrokiem miejsce, w którym będzie od dzisiaj mieszkał. Westchnął cicho i wszedł do środka. Zgadywałam, że w myślach porównał to do czegoś innego. Może tak jak ja, mieszkał w czymś wybudowanym przez człowieka. Hm... może nawet w zamku? 
- Jakbyś miał jakieś pytania, możesz zwrócić się do mnie, lub innego strażnika terenów - poinformowałam. 
- Zapamiętam.
- Chcesz żeby ktoś cię oprowadził po terytorium? - dopytałam. W końcu to też należy do moich obowiązków. 
- Jak coś, dam znać jutro - odpowiedział Magnus. - Na razie muszę odpocząć - wyjaśnił.
- Jasne. Jak coś, moja jaskinia jest tu niedaleko - dodałam na odchodnym i skierowałam się do swojego miejsca zamieszkania. 
Po drodze spojrzałam w niebo i odnalazłam wzrokiem, gdzie znajduje się obecnie tarcza słoneczna. Ucieszona dostrzegłam, że moja warta już dobiegła końca i mogę wreszcie wrócić do zajmującej lektury "Jesieni Tysiąclecia". Przywołałam skrzydła i poleciałam czym prędzej do siebie, żeby zdążyć przed następną falą deszczu. 

<Magnus?>

Uwagi: Brak.

niedziela, 24 czerwca 2018

Loteria do 29.06

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii

Yuki
1x duży los: towarzysz: xeral, samiec
1x średni los: Naszyjnik Pożywienia


Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 19: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 22: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 24: wolny
Numerek 25: Joel
Numerek 26: wolny
Numerek 27: wolny

Średnie losy (25 SG)
Numerek 14: wolny
Numerek 16: Joel
Numerek 17: wolny
Numerek 18: wolny

Duże losy (50 SG)
Numerek 9: Yuki