Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 22 lipca 2017

Od Winterena "Szkoła innej watahy" cz. 1

Luty 2020

Będąc w watasze musiałem spełniać pewne warunki, między innymi chodzić do szkoły. Muszę zdążyć się wszystkiego nauczyć, póki nie stanę się dorosły, a może to się stać lada chwila.
Tego dnia odbywały się lekcje polowania. Był to mój pierwszy przedmiot w tej watasze. W poprzedniej radziłem sobie całkiem nieźle. Nie wiedziałem dokąd mam iść. Nie pamiętałem też wszytkich miejsc. Poszłem nad Wodospad, może tam ktoś będzie. Będąc już tam niezauważyłem nikogo, prócz uciekającego zwierzęcia. Byłem zaciekawiony, przed czym uciekał. Poskradałem się w pobliskie drzewa i wyczekiwałem na dalszy rozwój wydarzeń. Po chwili usłyszałem czyjeś głosy. Nastawiłem uszu, żeby przynajmniej zlokalizować dźwięki.
- Wii? - powiedziała jakaś wadera. Obejrzałem się za siebie i ujrzałem rudą waderkę.
- Cześć Aoki! - wykrzyknąłem. - Czy wiesz, gdzie odbywają się lekcje polowania?
- Tutaj w Zielonym Lesie. - odparła wadera.
Podziękowałem, po czym poszedłem za nią. Po drodze opowiedziała mi, dlaczego biegł tamtędy zając:
- Ustawiłyśmy się na wskazane miejsca, po czym nauczycielka wytropiła zwierzę i kazała mi za nim biec. Kiedy Moone powinna wyskoczyć to zamyśliła się, a jak się kapła, to było za późno i biegłam jeszcze za zającem, ale nie udało mi się go złapać. To wszystko przez nią!
Najwyraźniej nie była zachwycona. Będąc na lekcjach wypatrywałem tej waderki, o której myślę każdego dnia, ale nie widziałem jej. Gdzie ona mogła być?
- No więc dziś spróbujemy jeszcze raz, ale bez Moone. Pewnie poszła płakać w lesie. - nauczycielka kontynuowała lekcję.
Nie podobało mi się jej zachowanie, ale skarżyć się nie będę bo nie jestem taki. Yuko przypominała mi pewnego nauczyciela z eliksirów. Oczywiście z mojej dawnej szkoły. Tym razem ja się na coś przydałem. Byłem atakującym, bo zastąpiłem Monne. Ustawiliśmy się na konkretnych pozycjach, jedynie Aoki musiała wyszukać jakiejś zwierzyny. Pomagał jej w tym Shen.
- Ten kto pierwszy znajdzie ofiarę, ten jest goniącym! - wykrzyknął basior, po czym pobiegł w głąb lasu.
Czekałem skulony na jakiś znak czy coś. Długo nikogo nie było słychać. Po długim czekaniu w końcu usłyszałem szelest. Kiedy biegli oni coraz bliżej to tym bardziej szykowałem się do wyskoku. Wyskoczyłem zza krzaków i rzuciłem się na zająca. Drapiąc go "magiczną", oznaczoną łapą, zamroziłem go od środka i tak natychmiastowo zamarł. Yuko podeszła do mnie i szturchnęła truchło.
- To powiedz, jak teraz go zjemy. - wypowiedziała to przerzucając wzrok na zwierzaka.
- No nie wiem. Jak wy lodu nie lubicie to ja moję się nim zająć. - wypowiedziałem to z uśmiechem na pysku.
Nie zareagowali na to, co zrobiło mi się smutno, bo nie lubię być ignorowany. Gdy każdy zajął się czymś innym to ja zabrałem zwłoki i zacząłem je sobie chrupać.
- Najwyraźniej już kończy się lekcja. - powiedział Shen widząc odchodzącą nauczycielkę, zaś ona przytaknęła i poszła dalej bez pożegnania.
- No to ja też się zbieram, do widzenia! - odpowiedziałem po czym odwróciłem się i poszedłem gdzieś.
Natrafiłem na jakieś wzgórze, dlatego zatrzymałem się tam na noc.
Kładąc się pomyślałem o dalszych przedmiotach szkolnych. Chciałbym głównie chodzić na te, które pomogą mi zdobyć konkretne stanowisko.

piątek, 21 lipca 2017

Od Lind "Spadłam z nieba, a właściwie ze szczytu góry" cz. 3

Kwiecień 2020

Dzień przed upadkiem

Południem niebo było zupełnie bezchmurne. Pomimo górskiego chłodu, słońce mocno mi dokuczało. Godziny marszu z całym ekwipunkiem i zapasami, szybko miałam dość. Ten dzień szczególnie mnie męczył. Gdyby nie Gnolle, już dawno zrobiłabym sobie pełnoprawny dzień wolny od wędrówek.
- Jesteś pewny, że znasz się na nawigacji? - zapytałam mając coraz większe wątpliwości.
- Na pewno lepiej niż ty - odpowiedział mi Ting poruszający się cicho w wąskim cieniu skał. - Idziemy w dobrym kierunku, tak dotrzemy prosto do przełęczy, a stamtąd będzie już prosta droga na niziny - zacisnął mocniej łapy na swoim, moim artefakcie.
- Jakoś ci nie wierzę. Na mapach przełęcz była z innej strony.
- Wydaje ci się - odparł z przekonaniem.
- Ach tak? Widziałeś ty kiedykolwiek jakąkolwiek mapę na oczy? - pewna swojej nieomylności w tej dziedzinie, byłam gotowa bronić racji z całych sił.
- Ciekawe kto cię wyprowadził z Kanionu Magmy, Pierzasta - pióra na głowie Tinga zadrżały, na znak ukrywanej irytacji. - Gdyby nie ja, do dziś byś tam siedziała.
- Gdyby nie ja, ty byś sterczał jak kołek w swojej Komnacie Straceńców - odbiłam piłeczkę.
- Nikt ci nie kazał tam iść - warknął.
Odwróciłam głowę od niego. Wmawiałam sobie, że mam dość tej wymiany zdań, ale tak naprawdę, nie miałam już argumentów. Nikt nic nie mówił, słychać było tylko szmer żwiru i innych ciał sypkich pod naszymi sześcioma łapami. Trochę to trwało, dopóki nie usłyszałam śpiewu ptaka. Zatrzymałam się i postawiłam uszy. Świergot powtórzył się. Nie było to coś normalnego w tej części gór.
- Słyszałeś?
- Co niby? - Ting obrócił się w moją stronę.
- Ptak - odpowiedziałam.
- Tutaj?
Ponownie dobiegł do nas delikatny głosik.
- To stamtąd! - wspięłam się kawałek wyżej, wspomagając powoli powracającą mocą. Wstąpiła we mnie nowa energia. Zagwizdałam głośno, wzywając latające stworzonko.
Strażnik dołączył do mnie dopiero po chwili.
- Pierzasta, to naprawdę warte zachodu?
Nie odpowiedziałam nic, tylko wdrapałam się na skalną półkę ponad nami. Stanęłam naprzeciwko groty. Stamtąd dobiegał, przenoszony echem,  śpiew. Nasłuchiwałam chwilę.
- To tunel. Zakręca na północ - spojrzałam na Tinga.
- Miałbym wątpliwości, czy to mądre posunięcie.
- Podobno lubisz zamknięte przestrzenie. Jak to mówisz... "Oznaczają bezpieczeństwo" - zacytowałam i wskoczyłam do tunelu.
- To mi wygląda na wyjątek od reguły - strażnik dogonił mnie po chwili, używając swojego kija z ptasią czaszką do oświetlenia drogi.
Nie słuchałam go, zajęta byłam gwizdaniem. Tak pragnęłam zobaczyć ptaka, tak brakowało mi tego widoku. A gdzie ptaki, tam i drzewa, inne rośliny! Gnałam przed siebie jak szalona, żeby w końcu wyskoczyć z tunelu na zieloną trawę.
Znaleźliśmy się w wielkiej jaskini, gdzie zamiast sklepienia widoczne było niebieskie niebo. Niesamowite, mały ekosystem w środku skały. Był tu strumień, kilka krzewów i spory dąb. W liściastej koronie siedziało kilka ptaków zajętych sobą nawzajem. Podeszłam do drzewa oczarowana tym wszystkim. Położyłam się na zielonych źdźbłach zapominając o wszelkich problemach. Wsłuchiwałam się w śpiew. Poczułam spokój.
Jednak wszystko musiał przerwać Ting. Szybko przeszedł przez oświetlony teren polany i wdrapał się między gałęzie, płosząc przy okazji połowę ptaków. Wstałam patrząc nań z wyrzutem. Złapał jakiegoś robaka i zadał mi pytanie:
- Co jest wielkie, głupie i gryzie? - zjadł wspomnianego stawonoga. Czyli jednak...
- Gdyby nie "wielkie", powiedziałabym, że ty - burknęłam, trochę obrzydzona wiadomością, czym on się żywi.
- Gnoll, Pierzasta! - rzucił. - Wpakowałaś się w tunel, z którego te potwory niewątpliwie korzystają.
- Od kiedy obchodzę cię ja, Ting? Zajmij się swoim słoikiem, ja wiem co robię!
- Obawiam się, że nie masz bladego pojęcia.
- Tak? - oburzyłam się.
- Tak. Lepiej stąd uciekaj, zanim... - urwał, jego długi ogon zjeżył się.
- Zanim... co? - mruknęłam nie spuszczając wzroku z rozmówcy.
- To - wskazał z rezygnacją na drugie wejście do tej wewnątrz-górskiej polanki. Zesztywniałam. Gnolle. Zachwycone moją obecnością tutaj. Oblizały kły i przygotowały oręż do walki. Zerwałam się z miejsca, próbując wydobyć z siebie chociaż trochę odwagi do walki z nimi. Bestie ruszyły zgodnie w moją stronę, było ich pięć. Spróbowałam użyć na nich mocy, ale skończyło się na lekkim podmuchu. Nic sobie z tego nie zrobili. Pobiegłam w stronę drogi, którą tu dotarłam. Dwa sprawnie okrążyły polanę, żeby odciąć mi drogę ucieczki. Gwałtownie zahamowałam i rozejrzałam szybko dookoła. Co mogę zrobić?!  Dystans między mną, a tymi potworami w ciągu sekund malał. Spróbowałam wskoczyć na drzewo. No nie! Czemu musieli mieć ze sobą maga przy pierwszym spotkaniu, ile to ograniczenie może mnie trzymać?! Już myślałam o jakiś karkołomnych sztuczkach, kiedy w moje łapy spadła Wichura Płomieni, a przede mną wylądował Ting. Gnolle zatrzymały się i zarechotały rozbawione faktem, że takie małe coś, śmie stawać im na drodze. Strażnik nie czekał na nic, wskoczył Pierwszemu na pysk i chwycił się mocno jego czupryny. Żaden tego nie przewidział. Drugi, chcąc pomóc koledze, wymierzył cios młotem w Tinga, ale trafił w szpetną gębę Pierwszego. Cielsko ogłuszonego łupnęło o ziemię. To jeszcze bardziej zdezorientowało zgraję. Teraz zamiast zająć się mną, zaczęli szukać otępiałym wzrokiem Tinga. Namierzyli go na głowie Trzeciego, stamtąd wszyscy zostali potraktowani ogniem z ptasiej czaszki. Takich płonących, nie było trudno doprowadzić do spotkania z ziemią. Po chwili było po wszystkim.
Zapadła cisza.
- Chodźmy już stąd - powiedziałam słabym głosem.
- Można? - zapytał Ting wyciągając łapy po swój, mój artefakt. Bez wahania oddałam mu naczynie.
***
- Teraz rozumiesz, co miałem na myśli? - strażnik szedł przodem trzymając nad głową ptasią czachę w roli pochodni. W tym tunelu było ciemniej niż w poprzednim.
Pokiwałam głową w pozytywnej odpowiedzi.
- Więc? - zerknął na mnie.
- Powinnam cię słuchać w takich sytuacjach - przyznałam bardzo niechętnie, z niemałym wstydem.
- Spodziewałem się "Przepraszam", ale też może być - odwrócił głowę z powrotem przed siebie.
- Czemu nie wracamy tą samą drogą? - zapytałam.
- Widziałaś tamte rośliny na ścianach?
- Chyba...
- Został na nich twój zapach, raz dwa przyjdą tam gnolle z górskich szlaków.
- A stąd już nie przyjdą?
- Które chciały, już przyszły. Na razie droga powinna być wolna.
Popatrzyłam pod swoje łapy, oświetlane jedynie blaskiem ognia. Ting jest dziwnym stworzeniem. Raz naraża moje życie, żeby ratować słoik, zachowuje się jakby mnie wcale nie lubił, potem uczestniczy w normalnych pogawędkach i nim się obejrzę ratuje mnie przed niebezpieczeństwem, w które sama się wpakowałam.
Moje rozmyślenia przerwał mocny chwyt za futro na boku.
- Stój. Jesteśmy w innej części tunelów. Widzisz tą posadzkę?
- Kafelki  z jakimiś symbolami - popatrzyłam w głąb  tunelu.
- To szyfr.
- A no tak. Popularne w społeczności Hurón - popisałam się moją wiedzą.
- Więc znasz zasadę?
- Chyba. Litera dopełniająca po przeciwległej stronie. Tylko znaki z liczb parzystych.
- I do tego czas wystąpienia - dopełnił moją wypowiedź.
- Dobra, to znamy kolejność. Nie wchodzić na liczby nieparzyste, unikać nieregularnych, patrzeć co jest po drugiej stronie.
- Nie sądziłem, że będziesz to umieć, Pierzasta. To ja pójdę pierwszy - poprawił uchwyt artefaktu.
- Um... a mogę ja? Zepsujesz mi zabawę ze zgadywania - poprosiłam.
- No... niech będzie - pozwolił z lekkim wahaniem w głosie.
Wskoczyłam na pierwszy znak oznaczający "Koniec". Kolejno na "Nadzieję". Dalej na "Zaginąć", ponieważ w tamtym języku ma to cztery litery. Poruszałam się coraz dalej, szło mi bardzo dobrze. Usłyszałam jak Ting wchodzi na szyfrowaną drogę pełną pułapek. Pewna siebie wskoczyłam na "Czas" i musiałam się zastanowić przed kolejnym posunięciem. Miałam do wyboru "Teraz" i "Wieczność". "Czas wystąpienia" podpowiadał mi to pierwsze. Zaraz, chwila... "Teraz" jest nieregularne z tego, co pamiętam. Wskoczyłam na "Wieczność" i to była jedna z największych pomyłek mojego życia. Jak mogłam zapomnieć o sentencji Teraz jest zawsze, wieczność się kończy?!
Górna część tunelu zaczęła pękać, niedługo potem cały, długi odcinek sufitu się zawalił. Ledwo uniknęłam śmiercionośnych głazów. Kiedy opadł kurz, zauważyłam, że nie ma ze mną Tinga.
- Ting! - zawołałam przestraszona.
- Pierzasta, co się stało?! - usłyszałam zza nowo powstałej, skalnej bariery.
- Weszłam na złą część - spróbowałam odwalić chociaż jeden kamień.
W ten sposób, zawalona część przejścia, stale oddzieliła mnie od strażnika. Plan był prosty, on (razem z Wichurą) cofnie się, a ja pójdę dalej przed siebie. Oboje pójdziemy w stronę skalnego łuku, tam się spotkamy.
Tak miało być.
Późnym wieczorem wyszłam na otwartą przestrzeń, po skromnej kolacji położyłam się spać pełna poczucia winy, przytłoczona ciszą. Na niebie było pełno gwiazd. Wielka niedźwiedzica patrzyła na mnie z góry. "Po co goniłaś za śpiewem, Lind?"

wtorek, 18 lipca 2017

Od Shenvedo Ashe "Koszmarne lekcje" cz.2 (c.d Sakura Bloodfire)

   Dziś lekcja polowania była wyjątkowa. Nauczycielka zamiast jak zwykle polować nauczała nas jak wygląda polowanie.
-Początek polowania to tropienie. Wilki tropią zwierzynę którą później zabiją. – Rzekła Pani Nauczycielka.- Później gdy już zobaczycie zwierzynę atakujący i zabijający zakradają się na bok, w umówione miejsce w które goniący zagoni zwierzynę wtedy atakujący atakują a gdy zwierzyna jest słaba zabijający zabija.
-Dobra pora na pytania-Zacierała łapki-Aokigaharo co robi tropiący?
-Tropi zwierzynę. –Powiedziała ruda.
-Moone co robi goniący?-Spytała Yuki.
-Zagania ofiary- wytłumaczyła Monne.
-Bloodfire, co robi zabijający? – Najmłodsza waderka wzdrygnęła się. Była widocznie zestresowana.
-Zabija ofiarę.-Wyjąkała cicho.
-Głośniej szczurze.-Zagroziła Pani Nauczycielka.
-Z-z-zabija ofiarę… - Wyjąkała trochę głośniej
-Coś mówiłaś?- Pani Nauczycielka dręczyła Kurę.
-Zabija ofiar-re… - wykrzyczała
-Dobrze, Shen co robi atakujący? – To nagłe zmienienie rozmówcy mnie przeraziło. Nie wiedziałem o co chodzi.
-Co?-Zapytałem nie wiedząc o co chodzi.
-Co robi atakujący glizdo- Nauczycielka Warknęła na mnie tym samym mnie obrażając.
-Atakuje?- Nie byłem pewny odpowiedzi, gdyż nie słuchałem.
-To miało być pytanie?- Zapytał Nauczyciel obraźliewie. Położyłem uszy.
-Wiinteren?-Zapytał.
-Atakujący Atakuje.-Nauczycielka spojrzała na mnie przelotnie po czym zaczęła mówić dalej.
-Więc, zadanie domowe to upolować sarne wspólnie. –rzekła- będziecie w parach. –Rzekła.- Monne i Aokigahara, Navri i Wii, Shen i Kura, Karou i Torance. – powiedziała. – Macie skróconą lekcje,  mam dużo na głowie.
<Sakura? Co będzie dalej? :) >

Uwagi: Wciąż popełniasz mnóstwo głupich błędów, głównie powtórzeń.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Ważne!

Przepraszam, że robię spam na głównej, ale mam dostęp wyłącznie do postów.
Ogólnie mam małą awarię. Wywaliło mnie z Howrse i nie pamiętam hasła na pamięć. W związku z tym proszę o wysyłanie wszystkiego przez e-mail na czas pierwszego wyjazdu. W razie czego możecie o tym przypominać sobie nawzajem na czacie, żeby nie było problemów, że czegoś nie wstawiłam.
Spokojnie, jeśli macie w e-mailu nazwisko i dlatego nie używaliście go do wysyłania op., to dla jasności dodam, że nigdzie ich nie upublicznie. W sumie na nic mi wiedza, jak się nazywacie.

Pozdrawiam i do zobaczenia!