Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 1 maja 2017

Podsumowanie kwietnia

Kolejny miesiąc istnienia WMW. Wiecie, że już za miesiąc ta strona skończy 4 lata? Ja nadal nie przyjmuję tego do wiadomości. Tak szybko zleciało, tak wiele się zdarzyło... No, ale ja nie o tym. Pewnie już spodziewacie się mojego słynnego kazania.
Pojawiła się propozycja sztafety, a nawet już opublikowałam tematy. Jednakże zgłosiło się raptem kilka osób, a wszyscy inni, którzy również wcześniej wyrazili chęć uczestniczenia, milczą. Może byście tak to najzwyczajniej w świecie przejrzeli już teraz, by później nie było płaczu, że ktoś o czymś nie wiedział i wszystkie miejsca są pozajmowane? Nie ma co zwlekać do wakacji, bo jak już pisałam - im wcześniej się tym zajmiecie, tym lepiej.
Kolejną sprawą jest kwestia pożywienia. Zrobiłam kolejną aktualizację i pomimo dodatkowych punktów od wilków, które napisały z własnej woli op., w którym polują dla reszty stada i tak przeszło połowa członków przymiera głodem. Osoba z najmniejszą ilością punktów pożywienia ma aktualnie jedynie 15% zdrowia... z wygłodzenia właśnie. Wiedząc, iż zajdzie taka sytuacja, zarządziłam zgłoszenia chętnych osób do stanowisk polowań. Pozostałe miejsca zostały zajęte przez losowo przeze mnie wybrane wilki. To, czy Wasza postać obrała jakąś funkcję, możecie zobaczyć tutaj. Wracając. Chodzi głównie o to, że jedyną osobą, która należała do grup polowań, był Shiryu, który w dodatku nawet nie pisał. Chciałam zaangażować w to więcej osób, by te miały możliwość ogarnięcia reszty watahy, bo to co się właśnie dzieje, jest jakąś masakrą. Niech ktoś zacznie serię o polowaniach, a pozostali niech to kończą, bo inaczej już za miesiąc będziemy zmuszeni powiedzieć "pa pa" wielu postaciom... Na zachętę powiem, że za jedno op. o grupowym polowaniu daje po 5 pkt. pożywienia na osobę, a członkowie danego dyżuru otrzymują po 5 SG wynagrodzenia.
Kolejna sprawa związana ze zmianami, tym razem już nieco przyjemniejszymi - w ostatnim op. Suzanny (tak, po pół roku w końcu coś napisałam) rozważała możliwość nauczania czytania i pisania. Dlaczego? Ano dlatego, że wilki NIE POSIADAJĄ TEJ ZDOLNOŚCI, a naprawdę wiele z Was tego wciąż nie rozumie i w ten oto sposób jest całe mnóstwo błędów z tym związanych. Skąd istoty wychowane w lesie dokładnie znają godziny czy dzień tygodnia? Nie wiecie? Ja też nie. Po dłuższym namyśle stwierdziłam, że te lekcje w sumie mają sens - w ten oto sposób zrobiłam ankietę z pytaniem, czy chcielibyście coś takiego i czy ma to być wyłącznie dla chętnych dorosłych i młodzieży, czy może ma to zostać dodatkowo wprowadzone do szkoły jako normalny przedmiot (choć przestrzegam, że wówczas zdobycie średniej 6.0 będzie trudniejsze). Czekam na Wasze opinie. To właśnie po przyjęciu tego pomysłu dodam punkt przy formularzu wilka, czy umie czytać i pisać. Na uzyskanie tych umiejętności należy napisać wcześniej wspomniane 6 op. Tylko żebyście mnie nie wystawili. Żadnych świerszczy wysłuchiwać nie zamierzam. Macie być aktywni i kropka.
Tak apropo aktywności... Dziś w sumie jest słodko-kwaśno, bo najpierw dostaliście ode mnie opieprz, a teraz na dobry początek miesiąca Was pochwalę. Był to najlepszy miesiąc w tym roku i najlepszy kwiecień w dziejach WMW (dla porównania: 2014 = 8; 2015 = 24; 2016 = 18)! Tak trzymać, a będzie naprawdę dobrze!
Ach, i proszę, odpisujcie na op. chociażby do chętnych. Przyjemnie się patrzy na osoby chętne do kończenia. Wiecie, sporo nowych wilków zniechęca się do watahy, kiedy nikt mu nie odpisuje na op. Bardzo chciałabym się tym zająć, ale nie bardzo mogę. Jak doskonale wiecie - posiadam również inne strony, którym administruję, a dodatkowo mam zaczęte dokładnie 29 serii... Wyręczcie mnie, błagam. Będzie mi niezmiernie miło.
To chyba tyle, co miałam do powiedzenia. Całkiem sporo tego wyszło i nawet nie tak beznadziejnie sformułowane, jak zwykle to mi wychodzi przy podsumowaniach... No, nieważne. See ya!

Aktualnie: 24/45 (cel osiągnięty w 53%)
Łącznie: 44/142 (wszystkie cele osiągnięte w 31%)
Docelowa liczba op. na maj: 100
◀ 33 op. = wprowadzenie fabuły
◀ 44 op. = dodanie nowej playlisty na watasze
◀ 55 op. = wymiana nagłówków
◀ 66 op. = wymiana bannera
◀ 77 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 88 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 99 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 110 op. = wymiana magicznymi przedmiotami z innymi blogami (CK/BK, WPR, WCW, WNS)
◀ 121 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 132 op. = aktualizacja 3 zakładek
◀ 142 op. = wykonanie 3 ilustracji
◀ 154 op. = aktualizacja 2 zakładek
◀ 165 op. = zmiana menu
Co miesiąc ilość wymaganych op. do zmian wzrasta o 10% (tak, żebym się nie napracowała zbytnio).
Co muszę już zrobić za Waszą aktywność?: wprowadzić fabułę, dodać nową playlistę

Zapraszam na moje cztery (właściwie prawie pięć) inne blogi:
(o ile oczywiście ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam)
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza (uściślając: można to uznać za mieszankę wszystkich epok). Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów. PILNIE POSZUKIWANI NOWI CZŁONKOWIE!
Klany Kotów Magicznego Kryształu: Cztery kocie klany w klimatach książek Erin Hunter pt. "Wojownicy". Niezwykle klimatyczne miejsce. Blog nie całkiem mój, bo jestem tam wyłącznie moderatorem oraz przywódcą Klanu Deszczu. OTWARCIE 7 MAJA (jednak już możecie się powoli zapoznawać z owym blogiem): PILNIE POSZUKIWANI CHĘTNI DO DOŁĄCZENIA!
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.
Aktualnie powstaje jeszcze jeden projekt. Ktoś może już go widział, ktoś może nie... W każdym razie zdradzę tyle, że wracamy na stare śmieci. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód czy sztafety. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -
Dodatkowo op. o polowaniu dla watahy napisał Dante, dzięki czemu dla członków należy się łącznie 199 pkt.

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.: - 

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

PRACA W MIEŚCIE
Kto napisał op.: -

*****************************
Leniwe Alfy:
Suzanna: 1 (+0 = 1)
---------------------------------------------
Shenvedő Ashe: 9
Navri: 4 (+1 = 5)
Shiryu: 2 (+1 = 3) <-- Beta
Aokigahara: 2 (+0 = 2)
Kai: 1 (+1 = 2) <--- Gamma
Moone: 1 (+1 = 2)
Dante: 1 (+0 = 1) <--- Delta +szczeniak
Zirael: 1 (+0 = 1) 
Yuki: 1 (+0 = 1)
Torance: 1
Aurelliah: 1
Sohara: 0 (+1 = 1)
Sarah: 0 (+0 = 0)
Sierra: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Navri: 4 (5)
**********
Shenvedő Ashe: 9

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa. 

ZAPOZNANIE, MAJ 2017

Tak dla przypomnienia - aby otrzymać bonus, należy napisać op. do osoby wskazanej przez strzałkę.
Za op. należy się bonus + 3 pkt. do wszystkich umiejętności i + 1 pkt. do mocy (liczy się tylko za pierwsze op., ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kontynuować serię dalej. Ba! To jest nawet wskazane). Temat na op. jest absolutnie dowolny.
Abym zaliczyła op. do tej oto "promocji", wystarczy napisać pod skończonym op. "ZAPOZNANIE, MAJ 2017". :)
  1. Kai → Zirael
  2. Dante → Shendvedő Ashe
  3. Sohara →Yuki
  4. Suzanna → Sierra
  5. Yuki → Aurelliah
  6. Sarah → Kai
  7. Moone → Aokigahara
  8. Aokigahara → Navri
  9. Zirael → Sohara
  10. Shiryu → Sarah
  11. Sierra → Shiryu
  12. Navri → Suzanna
  13. Shendvedő Ashe → Torance
  14. Torance → Dante
  15. Aurelliah → Moone
W razie pytań... zapoznanie z kwietnia wciąż jest aktualne. Jego ważność zakończy się dopiero w momencie ogłoszenia zapoznania czerwcowego, więc wciąż można na nie pisać op. Link: klik!

piątek, 28 kwietnia 2017

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 3

Sierpień 2019 r.
Tata spełnił moją prośbę. Jeszcze tego samego dnia udaliśmy się na własne lekcje polowania. Tłumaczył mi, jak należy i nie należy polować, gdzie najlepiej się udawać, chcąc zakończyć łowy powodzeniem oraz wiele innych rzeczy, które sam pamiętał z początków swojego nauczania. Jednak wyglądał na trochę rozkojarzonego.
- Stało się co? - zapytałam. Spojrzał na mnie jakby zaskoczony. Akurat konstruowaliśmy klatkę z kawałków drewna. Jak sam twierdził, niekoniecznie mi się to przyda do polowań, ale to mimo wszystko dość przydatna umiejętność.
- Nie, po prostu zastanawiam się, co zrobić z tym, jak zachowuje się Yuki - odpowiedział, przybijając kolejnego, przerdzewiałego gwoździa, znalezionego w naszej jaskini. Mama lubiła kolekcjonować różne takie śmieci. Jak się okazuje, wiele z nich się przydawało.
- Do Alf - rzekłam swobodnym tonem. Tylko przy tacie zdobywałam się na rozmowę. To był dla mnie niezwykle przydatny trening. Choć moje wypowiedzi pozostawały dość lakoniczne, postęp był już widoczny. Zasępił się. Podałam mu kolejny gruby patyk. Związał je starą liną. Słońce już chyliło się ku zachodowi, ale na szczęście już kończyliśmy pracę.
- Wiesz, Navri - zaczął - Uważam, że jesteś bardzo ambitną waderką. Jesteś stworzona do wielkich rzeczy. Jeszcze nie wiem jakich dokładnie, ale jakiś na pewno.
Aż znieruchomiałam. Patrząc na tatę, zastanawiałam się czy mówił naprawdę.
- Do byycia lekarzzem? - zapytałam. Ponownie nieumyślnie przedłużyłam spółgłoski. Ciocia do teraz próbowała mnie tego oduczyć. Tata się zaśmiał.
- Może i do bycia lekarzem.
- Jak mama - dodałam. Teraz już trochę spoważniał. Zamyślony kończył węzeł. Podałam mu kolejną gałąź z kupki, którą uzbieraliśmy wcześniej.
- Tak, jak mama - odparł. Resztę pracy odbyliśmy w milczeniu. Kiedy klatka była już skończona, widziałam już niewiele. Było zbyt ciemno. Dostrzegłam jednak, że nim tata zmienił się z powrotem w wilka, zadowolony poklepał naszą konstrukcję.
- Kiedyś nam się przyda, zobaczysz.
Potaknęłam, wierząc mu na słowo. Później zabraliśmy nasz wytwór i zaciągnęliśmy do jaskini.
W nocy miałam piękny sen o tym, że umiem latać i czynię dobro. To było moje skryte marzenie. Być taką dobrą wróżką dla innych.
***
Kolejnego dnia tata miał dyżur, a przynajmniej tak mi się wydawało. Musiałam się zająć czymś innym. Skupiłam się więc na próbie stworzenia podobnej klatki, węzłów oraz sieci, które mi pokazywał. Wiele rzeczy mi nie wyszło chociażby dlatego, że byłam tylko wilkiem. Brakowało mi zręcznych ludzkich palców. Chciałabym umieć się zmieniać w człowieka, jednak w takim wieku to wprost graniczyło z cudem. Nawet nie próbowałam. Chciałam to zostawić na czas, kiedy zacznę uczęszczać na lekcje magii. Wtedy powinno mi być łatwiej. Może nauczyciel raczy mi wyjaśnić, jak tego dokonać.
Tata znalazł mnie bez problemu. Byłam na pobliskiej łączce w Zielonym Lesie, na którą najmocniej padało słońce. Uśmiechnął się na mój widok, jednak wyglądał na trochę zmęczonego.
- Cześć, księżniczko - przywitał się, podchodząc bliżej i oglądając uplecioną przeze mnie sieć. Pokiwał głową z uznaniem. - Piękna robota.
Siadł tuż obok i patrzył jak pracuję. Po zamyślonym wyrazie pyska zauważyłam, że miał mi coś do przekazania. Odwróciłam się w jego stronę, oczekując aż się odezwie.
- Byłem u Alf. Wezwali Yuki. Była mi winna przeprosiny. Zrobiła to, choć niechętnie. Nie będziesz chodzić na lekcje polowania przez kilka tygodni. Wszystko musi się uspokoić...
- A nauka?
- Możesz chodzić przez ten czas na te dodatkowe... kilka tygodni i skończysz siedem miesięcy. Będziesz mogła wtedy uczęszczać na lekcje logiki - proponował, jednak ja tylko furknęłam. Wyglądało na to, że mój plan z szybkim ukończeniem materiału związanego z polowaniem nie wypalił. Może przynajmniej przez ten czas nauczę się czegoś na własną łapę i zaskoczę tym pozostałe szczeniaki. W końcu to jedyna taka okazja. Później będę mieć więcej zajęć w szkole i jednocześnie mniej czasu wolnego.
***
Kolejnego dnia miała się odbyć lekcja kreatywności, na którą tak bardzo czekałam. Do południa biegałam jak opętana po całym Zielonym Lesie, starając się zapamiętać, gdzie rosną jakie drzewa i w razie czego na nie na przyszłość nie wpadać. Na krótko przed szczytowaniem słońca, wróciłam do jaskini, by tam nieco odpocząć. Następnie udałam się na Wrzosową Łąkę, gdzie podobno miała mnie odebrać nauczycielka.
W watasze było dziwnie pusto i cicho. Zupełnie, jakby wszystkie wilki opuściły teren, a ja zostałam jedyną żywą duszą w okolicy. Zadrżałam. Pomimo świadomości, że gdzieś niedaleko powinien być tata, ogarnęła mnie trwoga. Zamyśliłam się, patrząc na kołyszące się kwiaty, więc aż podskoczyłam, słysząc znajomy głos:
- Savi, tak?
Odwróciłam się. Gdybym nie miała wiecznie opuszczonych uszu, z całą pewnością bym je położyła. Tuż za brązową waderą stał mój tata.
- N-navri - poprawiłam Alfę. Wydała z siebie coś w rodzaju prychnięcia.
- Jasne, Navri - dodała pospiesznie - Dan, możesz już iść. Fermitate może potrzebować pomocy - zwróciła się do taty. Ten się tylko do mnie uśmiechnął i odszedł. Zatrzymałam swój wzrok na samicy.
- To co? Idziemy?
Skinęłam głową, rozumiejąc, że to naprawdę ona pełniła funkcję nauczycielki tego przedmiotu. Interesowała się sztuką? W zasadzie niczego o niej nie wiedziałam prócz tego, że jest przywódczynią naszego stada i ciężko ją zrozumieć.
- Wszystkie jaskinie są pozajmowane, więc mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli zajęcia odbędą się na świeżym powietrzu - powiedziała nieco zmęczonym tonem głosu. Właściwie, to mi całkiem ulżyło. W jaskiniach praktycznie zawsze było ciemno na tyle, że widziałam dość słabo. Marny ze mnie wilk, skoro nawet nie umiem funkcjonować w takich warunkach. Poważnie rozważałam zagnieżdżenie się w dorosłości na jakiejś słonecznej skale, by nie musieć znosić dłużej ciągłego półmroku.
Zatrzymałyśmy się na dokładnie tej samej polanie, na której odbywały się zbiórki na lekcje polowania. Alfa przysiadła na skale, na którą lubiły się wspinać pozostałe szczeniaki. Zaczęła się wpatrywać w bezchmurne niebo. Stanęłam tuż przed głazem. Jej autorytet był widoczny chyba na każdym kroku. Tata twierdził, że im starsza była, tym bardziej pochłonięta sprawami watahy się stawała. Nie wiedziałam, czy to prawda. Podobno tata był w dodatku od niej starszy.
- Nie zanosi się na deszcz - oznajmiła jak gdyby nigdy nic i zeszła z kamienia. Spojrzała na mnie - Masz jakieś zainteresowania? Hobby? Zdolności?
Po chwili namysły pokręciłam przecząco głową. Westchnęła cicho.
- Masz jakieś zdolności plastyczne?
Ponownie zaprzeczyłam.
- W takim razie po co tu przyszłaś?
Odpowiedziałam jej tępym wpatrywaniem się. Nie umiałam tego do końca wyjaśnić, szczególnie jej. Była dla mnie zbyt obca, bym zdołała wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowo.
- No, nieważne - Mruknęła i mnie obeszła - Nieopodal jest naga ziemia bez trawy. Możesz spróbować mi tam coś narysować? Chcę poznać twoje umiejętności.
Zawahałam się, ale później poszłam na obchód polany. Znalezienie niewielkiego pola, o którym mówiła, wcale nie było trudne. Długo się namyślałam, aż nie zrobiłam za pomocą krótkiego pazura kreskę, nad nią drugą i coś na wzór krzywego słońca. Łapa mi się strasznie trzęsła. Do pierwszej, dolnej kreski dorysowałam kilka pionowych kresek i obróciłam się z oczekiwaniem do Alfy.
- Już skończyłaś...?
Podeszła bliżej i zerknęła mi przez ramię. Jej pysk nie wyrażał niczego konkretnego.
- Narysowałaś... łąkę?
Skinęłam głową. Jako, że nie była pewna, co przedstawia rysunek, trochę poczułam się urażona, ale z drugiej strony wiedziałam, że jako tak młody szczeniak raczej nie stworzę niczego lepszego.
- A to jest... niebo? - zapytała o kreskę obok słońca. Ponownie potaknęłam. Rysunek wyglądał dziwnie beznamiętnie, więc dorysowałam mu uśmiech. - Jest... urocze.
Alfa pochwaliła moje słońce z krzywym wyszczerzem. Pomimo oczywistej szpetności mojego tworu, ogarnęła mnie duma. Zamierzałam później je pokazać tacie.
Do końca zajęć na polecenie nauczycielki lepiłam różne babki z piasku, więc skończyłam umorusana błotem, które przyległo do mojego krótkiego, białego futerka. Otrzepanie na niewiele się zdało, więc udałyśmy się nad Wodospad. Przywódczyni cierpliwie odczekałam, aż się umyję, a następnie odprowadziła do taty, który akurat zmierzał na polanę, na której miałam wcześniej zajęcia. Jemu również spodobało się słońce.

<C.D.N.>

Uwagi: brak

czwartek, 27 kwietnia 2017

Od Aurelliah "Crisis" cz. 1 (cd. chętny)

Dialogi są napisane w j. polskim, aby były wszystkim zrozumiałe, jednak w rzeczywistości Aurelliah mówi po angielsku z wyraźnym amerykańskim akcentem.

Sierpień 2019 r.
W sali panował półmrok, spotkanie było zaaranżowane całkowicie spontanicznie. Mój agent nerwowo pukał palcami w szklany blat, ja obserwowałam to z tępym wyrazem twarzy. Aż po prostu czułam, jak twarz robi mi się sina. Nie miałam siły patrzeć mu w oczy.
- Pani Vinyl, naprawdę to nie ma sensu dalej tego drążyć! Proszę nie udawać, że wszystko jest w porządku. Nie mamy już pieniędzy!
- Zwrócą się po premierze. To naprawdę wielki projekt, musimy zdobyć więcej...
- Nasze studio wcale nie jest takie popularne! Nie ma szans na wpuszczenie filmu do wszystkich kin w kraju! Nie kupią go, bo może być słaby i nikt nie przyjdzie! Mówiłem pani! Powinna pani zacząć od czegoś mniejszego, obyczajówki, albo co...
- Kiedy ja chciałam i wciąż chcę film akcji! - krzyknęłam, podnosząc się z miękkiego, skórzanego fotela - Nie dam wyrzucić mojego projektu do kosza!
- Jesteśmy zmuszeni to zrobić. Ponosimy zbyt wielkie straty...
- Scenariusz jest już napisany, krytycy uważają go za dostatecznie dobry. Mamy speców od efektów specjalnych, wszyscy uważają to za naprawdę obiecujący projekt i...
- I czym pani im zapłaci? - powiedział zmęczonym głosem - Nie będą pracować za darmo.
- Nie pozwolę... - zaczęłam ostro, ale ponownie mi przerwał:
- Sprawa jest już przesądzona. Zamykamy prace nad pani filmem już w przyszłym tygodniu - oznajmił sztucznie zasmuconym głosem. Zacisnęłam ręce w pięści, z trudem opanowując gniew.
- Może jak zdołam coś zrobić...
- Miliard dolarów w funduszach i ani grosza mniej - oznajmił, zbierając swoje dokumenty do czarnej teczki - Dopiero wtedy możemy mówić o kontynuacji. Jeśli pani się nie uda - trudno. Kasujemy projekt.
Miliard, miliard, miliard... - ta liczba grzmiała w mojej głowie. Agent finansowy wyszedł z sali konferencyjnej, a ja dalej stałam, skupiając się. Na pewno młodzi Kingdomowie dostali coś z majątku rodziców, mogłabym poprosić chociażby Patricka... O ile go znajdę. Ostatnimi laty zniknął bez śladu i w tym problem. Kilkaset tysięcy mogłabym również pożyczyć od Biscuita, ale i tak do chociażby ćwierci miliarda brakuje mi całkiem sporo.
Poczułam jeszcze większa złość. Skąd ja niby miałabym tyle wytrzasnąć? Już i tak podbierałam znajomym trochę funduszy na rzecz realizacji "Astro". Nie wiedziałam, czy dadzą jeszcze więcej. Ciężko padłam na krzesło. Miałam mnóstwo długów, a i tak wyglądało na to, że będę mieć ich jeszcze więcej... Nagle kompletnie znieruchomiałam. Miliard? Podobno najdroższym filmem do tej pory był ten po trzysta milionów łącznie. Może w to wliczony jest również podatek, jednak i tak zdawało mi się, iż ilość wydatków na film wynosi znacznie więcej, niż słynni "Piraci z Karaibów". Co jeśli naprawdę szykował się nowy najdroższy film w historii kinematografii? Zabębniłam paznokciami w śnieżnobiałe zęby. Miałam już totalny mętlik w głowie. Musiałam iść się przewietrzyć i zadzwonić do Herberta.
Kiedy wstałam, krzesło cicho zaskrzypiało. Wzięłam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam z sali konferencyjnej. Ruszyłam niezmiennie cichym korytarzem, kierując się do windy. Wcisnąwszy guzik, wyciągnęłam z torebki telefon. Pospiesznie wybrałam numer swojego chłopaka. Jak zwykle odebrał prawie że od razu.
- Halo?
Słysząc jego ciepły głos, uśmiechnęłam się do siebie.
- Cześć, Biscuit. Jest tak, jak przewidziałeś. Zamierzają usunąć mój film. Nie mieści mi się to w głowie. Naprawdę. Każą mi zdobyć w tydzień miliard dolarów, inaczej nie ma mowy o kontynuacji - opowiedziałam, wchodząc do całkowicie pustej windy. Na całe szczęście w jej wnętrzu wcale nie było tej irytującej muzyki, która mogłaby mi przeszkodzić w rozmowie. Wcisnęłam przycisk okraszony największym numerem. Po drugiej stronie zapanowała cisza. Drzwi się zatrzasnęły, winda ruszyła. Mężczyzna dopiero po chwili zdołał wyrzucić z siebie ciche mruknięcie.
- Rozumiesz ty to? Chamstwo po prostu. Zupełnie, jakby mogli mieć władzę nad takimi rzeczami.
- Kochanie, ale mają do tego jak największe prawo - powiedział ostrożnie, starannie dobierając każde słowo - Rozumiem ich warunek, jednak również uważam go za nieco przesadzony. Gdyby zmniejszyli tę sumę o połowę...
Po chwili milczenia, w końcu odetchnęłam z zrezygnowaniem.
- Masz rację, zachowałam się jak idiotka. Powinnam była zdobyć te pieniądze już na początku. Wybacz, poniosło mnie.
- Nie dziwię się. Dobrze, że nie zadzwoniłaś po adwokata - zaśmiał się, na co ja odpowiedziałam tym samym.
- Racja, gość mógłby być trochę zmieszany.
Śmialiśmy się jeszcze przez chwilę, póki nie uświadomiłam sobie, że Herberta wcale nie ma ze mną. Że słyszę go tylko po drugiej stronie. Nie jest w tej dziurze, zwanej Polską, gdzie miasto graniczy z lasem, tylko siedzi w swoim wygodnym studiu w Wielkiej Brytanii. Sama już nie pamiętałam, kto mnie namówił do nakręcenia tych kilku scen akurat tutaj. Już nawet zaśmierdły Londyn, gdzie niebo było praktycznie całą dobę zachmurzone zdawało mi się być znacznie dogodniejszym miejscem.
- Wiesz, brakuje mi ciebie - powiedziałam w końcu. W moim głosie pobrzmiewał nieskrywany smutek. Chciałabym, by mnie teraz jak zwykle objął i pocałował w policzek, drapiąc swoim tygodniowym zarostem, którego nigdy nie chciało mu się golić. Bym mogła się roześmiać, próbując go odepchnąć, na co on by usiłował się wtulić jeszcze bardziej. Następnie wrócilibyśmy do domu, włączyli dobry film, porozmawiali ze sobą... Życie tutaj bez niego było tak pozbawione wyrazu.
- Mnie ciebie też - odparł po chwili. Słyszałam, że mówił szczerze. Po raz kolejny się uśmiechnęłam.
- Jeszcze kilka tygodni i wracam - stwierdziłam, starając się pocieszyć nie tylko jego, ale i samą siebie.
- Będę czekać - odparł. Drzwi windy się otworzyły, od razu dobiegło do mnie orzeźwiające, acz wilgotne powietrze. Wydałam z siebie ciche westchnięcie, widząc, iż na dworze zaczęło padać. I to wcale nie tak słabo. Lało jak z cebra. Latem to się niestety zdarzało i wyglądało na to, że w Polsce to również było dość powszechne. Rozłożyłam parasol i ruszyłam przed siebie. Byłam na dachu wieżowca, więc całkiem mocno wiało. Już miałam zacząć przeklinać wichurę, która zawiewała deszcz również na mnie, pomimo pozornej ochrony nad głową, kiedy stało się coś, czego nie przewidziałam. Naraz zrobiło się jasno, a mnie przeszył ból. Ostatnie, co pamiętałam, to uczucie spadania i całkowitej bezwładności ciała.
***
Ocknęłam się nagle, a brak poczucia jakiegokolwiek bólu w pierwszej chwili sprawił, że sądziłam, że wybudziłam się z kolejnego snu. Jednak kiedy nie ujrzałam pocieszającej, beżowej ściany swojej sypialni na którą wdzierały się poranne promienie słońca, ani zielonkawej farby, której użyto do zabarwienia pokoi, które wynajmowałam mieszkając w Polsce, ani nawet nie beznamiętnej bieli szpitalnej sali, tylko coś, co było... no właśnie, czym? Stękając cicho, podniosłam się do siadu i przyjrzałam się tej pochyłej powierzchni. Orientując się, iż była to skała, wybałuszyłam oczy. Jeszcze większym zdumieniem było dla mnie to, że moje piękne pastelowe ubrania, które kupiłam raptem trzy dni temu, cała biżuteria czy nawet zgrabne ludzkie dłonie, zwyczajnie zniknęły. Zamiast tego byłam porośnięta dziwnym, ciężkim futrem. Pisnęłam ze strachu. Nie miałam pojęcia, co się dzieje. Sama perspektywa, w jakiej się znajdowałam była dość... przerażająca. Zmieniłam się w potwora?! Co się tak właściwie stało?
Usłyszałam jakiś ludzki głos, jednak nie rozumiałam ani słowa. Mówił w jakimś innym, dźwięcznym języku, który prawdopodobnie już wielokrotnie słyszałam, będąc w mieście. W pierwszej chwili poczułam ulgę, jednak odwróciwszy się za siebie, poczułam jeszcze bardziej narastającą panikę. Stał przede mną... właśnie, kto? Ni to wilk, ni to pies... Kolorów też nie miał typowych do żadnych z ras. Przeraziłam się jeszcze bardziej, wycofując się jeszcze głębiej pod ścianę. Nie wiedziałam co mówił, jego wyraz pyska też kompletnie nic mi nie przekazywał. Nigdy nie miałam ręki do zwierząt, nie umiałam odczytywać ich emocji. Cała drżałam.
Na co dzień nie byłam taką panikarą, jednak cała ta sytuacja była dla mnie koszmarnie stresująca. Nie miałam zielonego pojęcia, co się stało i dlaczego, ani jakim cudem wylądowałam w takim, a nie innym miejscu.
- Kim jesteś? Kim JA jestem? I czy możesz mówić po angielsku? - zapytałam, jednak zwierz tylko przechylił głowę. Prawdopodobnie był to gest niezrozumienia. Zrobiło mi się znowu słabo. To brzmiało jakbym wciąż śniła, jednak wszystko wskazywało na to, że jednak był to świat całkowicie realny i prawdziwy.

<Chętny? Dla przypomnienia: Aurelliah nie umie mówić po polsku. Została znaleziona w okolicach Wodopoju. Była całkowicie nieprzytomna. Nie wiadomo dokładnie, jak się tam znalazła>