Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Od Sierry "Wyłamanie ze schematu" cz. 1 (cd. chętny)

STYCZEŃ 2019
Sierra nie wyglądała, jakby ją cieszył powrót do pracy, ale uwierzcie – tak było, i mówię wam to ja.
Może i praca jako sierżant na ludzkim komisariacie nie jest ani niezwykła, ani zupełnie zwyczajna, ale ma pewien urok, którego nie mogę jej odmówić. Nawet papierkowa robota pozwalała mi po prostu na chwilę zapomnieć o stuprocentowo magicznych problemach "mojej" watahy. Trudno mi było też powiedzieć, że czułam się dobrze – wciąż nie powróciłam do pełni sił po mojej morderczej wyprawie. Rzekłabym wręcz, że wciąż wyglądałam jak zmaltretowana anorektyczka. To z kolei zmartwiło mojego szefa (a to ci niespodzianka! On jednak ma ludzkie uczucia!). Nie jest do końca przekonany moim tłumaczeniem, że to tylko chwilowy kryzys zdrowotny.
No, cud, że po tej nieobecności nie wywalił mnie z pracy na zbity pysk, jestem ciekawa, czy Kai coś podziałał. Skarciłam siebie szybko w myślach, przypominając sobie, że to zbyt dojrzały wilk jak na mnie. Serce wie swoje, niestety!
– Norah? Jesteś pewna, że wszystko jest okej? – w zasadzie głos inspektora nie był zbyt przyjazny, ale wysilił się na nieco współczucia.
Wydęłam z irytacją policzki i odpowiedziałam patetycznym tonem:
– Nie potrzebuję współczucia, na serio, nie jestem małym dzieckiem. Dzięki za troskę.
Mężczyzna spojrzał na mnie z niepewnością wymalowaną na twarzy. Rzucił jeszcze:
– Wyjdź dziś dwie godziny wcześniej. Bez dyskusji. – z tymi słowami oddalił się w kierunku swojego gabinetu. Cudowne.
Mimo wszystko ucieszyło mnie jego zainteresowanie – pomimo wrodzonej niechęci do innych ludzi, potrafiłam docenić ich dobroć dla mnie. Pożyteczna umiejętność, szczególnie kiedy większość osobników uważa cię za szaloną i niewdzięczną.
Może i z tym szaleństwem mieli sporo racji – w głowie dźwięczał mi pełen troski głos Kai'ego, który opiekował się mną w trakcie "rekonwalescencji", który w pewnym sensie stał się moim aniołem stróżem na ten czas... Imponował mi. Pomimo tego, że zdecydowanie nie był ideałem mężczyzny, dostrzegałam w nim pewne oparcie, promieniował on bowiem spokojem i po prostu dobrocią... albo to że mną coś jest nie tak.
– Dobra, wychodzę. – powiedziałam szybko, wyrywając się z rozmyślań i wymaszerowując z komisariatu. Torba w dłoni nieznośnie mi ciążyła, może to zanik mięśni? Pomimo wszystkiego kucnęłam przy przystanku autobusowym i zapaliłam papierosa. Kojący smak nikotyny w ustach, drażniący zapach dymu... Do jakich środków człowiek nie sięga, by zagłuszyć swoje natrętne myśli?
– A zdaje się, że wilki nie mogą palić. – parsknął głos koło mnie.
– Widzisz, wyłamuję się że schematów. – odpowiedziałam bezwiednie.

<Ktoś, coś?>

Uwagi: Powinnaś inaczej zapisywać tytuły.

Od Zirael "Czyżby zapomniany?" cz. 4 (c.d Shiryu)

Grudzień 2018 r.
Po dziwnie miękkim lądowaniu znaleźliśmy się w grocie. Nie dość, że na powierzchni temperatura zaczęła doskwierać, to tu, pod ziemią, było lodowato. Shiryu wydawał się podekscytowany, co bynajmniej nie było dobrą oznaką. Rośliny wokół nas były eksplozją barw i kształtów, co było na tyle niezwykłe co i nietypowe zwłaszcza o tej porze roku. Byliśmy w komnacie, z której prowadziła tylko jedna droga. Nie czekając na reakcję basiora spróbowałam wdrapać się z powrotem na górę.
- Poczekaj! - zawołał wręcz natychmiast - Nie mówiłem ci, że być może znajdziemy antidotum na amnezję występującą po zetknięciu się z wodą?
- Być może, jest o wiele zbyt niepewne. Poza tym nie słuchałeś co wilki mówią o Kiiyuko? Nigdy nie znaleziono lekarstwa. Wiesz czemu? Ponieważ go nie ma!
- Przestań, pomyśl co jeśli jednak istnieje cień szansy na to, że uratujemy starą Alfę?
- Myślisz, że jej rodzina i inni nie próbowali WSZYSTKIEGO, co mogłoby pomóc?
- Zawsze mogli coś przeoczyć...
- I akurat ty to odkryłeś, korzystając z książek, które należą do watahy. Każdy mógł ich użyć i zapewne zostały wykorzystane do granic możliwości, zanim w ogóle dołączyłeś do watahy.
- Czy to oznacza, że nie możemy obejrzeć tej jaskini? - zapytał z nadzieją.
Spojrzałam na korytarz. Nie wyglądał groźnie, natomiast niezwykle kusząco. Bez słowa ruszyłam powoli w jego stronę, na początku ostrożnie by po chwili omal nie wbiegnąć w zbiornik wodny, który rozlewał się po jaskini. Stąd już nie było żadnego wyjścia. Ze ściany wylewał się ciurkiem drobny wodospad napełniając podziemne jezioro. Oczarowana tym widokiem, dopiero po chwili zorientowałam się, że w całej jaskini leżą tuziny kościotrupów wilków. Kości leżały połamane na ziemi, pływały po powierzchni jeziora, jak i wyglądały złowieszczo zza skał rzucając jeszcze mroczniejsze cienie.
- To mógł być teren jakiejś watahy. Mogli tu mieszkać a jaskinia się zawaliła - powiedziałam cicho, jakby bojąc się naruszyć spokój dusz - Myślisz, że to woda z Jeziora Zapomnienia?
- Znajdujemy się gdzieś pod nim więc to bardzo możliwe.
Kości zdecydowanie leżały tu już dłużej. Ostatni raz omiotłam wnętrze wzrokiem i wyszłam. Shiryu został jeszcze przez chwilę, a potem do mnie dołączył. Wdrapaliśmy się z powrotem na górę - Shiryu ma bardzo przydatną umiejętność przemiany we wszelkiego rodzaju zwierzęta co bardzo nam pomogło - i postanowiliśmy wracać do watahy. Ciążyła na nas smutna atmosfera, przez co nie odzywaliśmy się wiele do siebie. Niestety, po paru metrach w ciszy nadarzyła się taka okazja. Zapomnieliśmy całkiem o wilku z przedtem, a nawet jeśli byliśmy świadomi że mógł być w pobliżu nie sądziliśmy że zaatakuje nas na naszym terenie. Basior wskoczył Shiryu na grzbiet, zanim zdążyłam jeszcze krzyknąć.

<Shiryu?>

Uwagi: Przed "że" powinno się stawiać przecinek.

niedziela, 5 lutego 2017

Od Miniru "Nowonarodzona" cz. 8 (C.D. Zirael)

Październik 2018
  Obudziłam się zalana potem. Obok mnie siedziała Ziri. Z ulgą w oczach powiedziała:
- Teraz powiesz mi wszystko o zjawach, o bestiach, o Luram cokolwiek to znaczy, o twoich przebarwieniach, o naszyjniku, o runach i o - tu się zawahała - twoich bliznach. - wzdrygnęłam się. Nie chciałam o tym rozmawiać... Ale skoro chcę aby mi zaufała to chyba muszę. W końcu wyszłam na wilka, który oczekuje, że obejdzie się bez problemu i jakichkolwiek wyjaśnień.
- Od czego tu zacząć...
- Najlepiej od początku - przerwała mi trochę oschle wadera. - Przepraszam... Nie miało to aż tak wrednie zabrzmieć...
- Nic się nie stało - Uśmiechnęłam się lekko. - to i tak jest trochę moja wina. Nie powiedziałam tobie nic o sobie, ale wracając. Jakiś czas temu ludzie napadli na moją watahę. Wszystkich gdzieś zabrali i nawet nie wiem czy teraz żyją. Wcześniej dziadek, który już nie żyje, przekazał mi ten naszyjnik Łapacza Snów, by mnie chronił. Domyślam się, iż nad naszą rodziną wisi jakaś klątwa i stąd te zjawy. One chcą mi zabrać ten oto właśnie wisiorek - wskazałam na niego i popatrzyłam się na Zirael. - on ma jakąś moc... Cała ta katastrofa odbyła się w dniu mojego ślubu... Te zjawy to chyba są umarli, lecz nie jestem pewna. Uciekałam, gdy moja rodzina tam była zabierana. Jakim ja byłam tchórzem! - zaczęłam płakać.
- No już. Nie płacz. Nie powinnam cię...
- Daj spokój - wtrąciłam się jej - i tak kiedyś musiałabym ci powiedzieć... Jako, że jestem wilkiem Harmonii powinnam być spokojna, ale nie jestem i nigdy nie byłam. Wzięłam ostry kamień i zrobiłam sobie te rany... W tamtym momencie chciałam umrzeć, więc zjadłam dość szkodliwe dla mnie wilcze jagody. Co do przebarwień. Nie wiem od kiedy je mam, lecz świecą w ciemności jak i moje runa. Tak szczerze to ja nic nie pamiętam. Mam zaniki pamięci i jedyne co sobie przypominam to krótkie urywki. W każdej chwili mogę zapomnieć jak się nazywam i to jest naprawdę denerwujące...
- A co z tym, tą Luram?
- Myślisz, że ja wiem? Mogę się jedynie domyślić kim ona jest. Może być moją mamą, babcią czy jakimś innym wilkiem. - rzekłam.
- A twój dziadek kim był?
- Chyba Alfą... Jeszcze chcesz coś wiedzieć? - zapytałam z grzeczności. Szczerze nie wiem, czy chcę dalej opowiadać...
- Co się z tobą dzieje w nocy...
- Ale, że w jakim sensie? - byłam lekko zdezorientowana.
- Krążą plotki, że prawie zrobiłaś krzywdę jakiemuś szczeniakowi... - serce stanęło mi w gardle.
- To aż tak szybko roznoszą się ploteczki w watasze? Choć to jest prawdą... W nocy mogę być nieprzewidywalna. Zachowywać się jak nie ja. Nagle zdobywam taką odwagę, jakiej nie posiadam za dnia. Po prostu chyba reaguję tak na księżyc czy coś w tym rodzaju. Wtedy uciekałam tak, aby przypadkiem ciebie nie skrzywdzić i też ze względu na te zjawy. Nie wiem co one dokładnie zamierzają zrobić. Jednak wolę trzymać się od nich na dystans. Ostatnio próbuje jakoś odkryć swoje moce. Na razie umiem przepowiadać przyszłość, lecz bardzo rzadko i tylko na te następne dziesięć minut... oraz... mogę sprawić że przedmioty krążą wokół mnie? Nie umiem tego określić jak i do końca kontrolować. Dziwne to uczucie... - Uśmiechnęłam się lekko. - Przyjaźniąc się ze mną będziesz miała wiele kłopotów.
- Wiem to... Jak ja bym mogła ci pomóc?
- Nie wiem... Co tak o wczesnej porze robiłaś? - zdałam sobie sprawę, że słońce dopiero wschodzi. Powiew jesiennego wiatru wpadł do mojej jaskini wraz z liśćmi. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
- Obudziłam się i nudziłam się trochę... Ufasz mi? - spytała zaniepokojona. Jakby się czegoś bała.
- Tak. Gdyby było inaczej nie powiedziałabym ci mojej historii. Choć zrobiłam to pokrótce. Może pójdziemy się przejść? Nie znam zbyt wielu wilków tutaj, ty chyba też. No może znam parę z Watahy Czarnego Kruka, ale to inna bajka. Może kogoś tam poznamy. - zaśmiałam się.
- Dobry pomysł, może ktoś się już obudził. - powiedziała Zirael bez emocji. Zmartwiłam się. Powiedziałam coś nie tak? Może ma coś na sumieniu?
- Ziri, co się stało? - powiedziałam stanowczo i spojrzałam się waderze w oczy.

<Zirael?>

Uwagi: Na końcu op. również zapisuj imię wilka, do którego je kierujesz! W tytule brakuje "Od" przed imieniem Twojego wilka. Nie "wzdrygłam", tylko "wzdrygnęłam". "Zdezorientowałam się" piszemy przez "en". "Na razie" piszemy osobno, a "pokrótce" razem. Literówki.

sobota, 4 lutego 2017

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" Cz. 11

Marzec 2018 r.
Uwaga! Opowiadanie zawiera sceny drastyczne!
Minęło już trochę czasu, od kiedy znalazłam się w tym miejscu. Może miesiąc a może cztery lata. Pogubiłam się już w czasie. Pomimo tego, że tu gdzie się znajdywałam, on stał nieruchomo, to w watasze płynął normalnym torem. Po rozmowie z tym dziwnym kotem dostałam zadanie. Jeśli uda mi się je zrobić, wrócę do siebie, jednak jeśli nie... no cóż, musiałabym pogodzić się z wiecznością spędzoną w tym pozbawionym czasu miejscu. Tak czy siak, podjęcie się tego wyzwania jest warte ryzyka. Zadanie polegało na odnalezieniu prawdziwej kryjówki tego "kłaka" i odgadnąć jego prawdziwe imię. Od razu po tym on zniknął, pozostawiając mnie pośrodku tego syfu. Nagle wszystko zaczęło się zlewać. Zaczęłam słyszeć dziwne głosy. Miałam wrażenie, jakbym leciała z prędkością światła, jednocześnie nie robiąc nawet kroku. Po chwili wszystko się uspokoiło i wróciło do... normalności? Dziwnie brzmiało wtedy dla mnie to słowo. Gdy tylko rozejrzałam się na boki, doznałam wielkiego szoku. Wszystko, co mnie otaczało, zmieniło się w krajobraz z mojego wspomnienia. Przepiękna duża łąka ciągnąca się aż po horyzont, stare drzewo przykryte ciemnozielonymi liśćmi. Na niebie widok zapierał dech w piersiach. Miliony jasnych gwiazd, droga mleczna i cudowne spadające gwiazdy. Cały ten blask wydawał się na wyciągnięcie łapy. Miałam wrażenie, że jak tylko ją wyciągnę, to ich dotknę. Nagle koło mnie pojawił się szary basior ze złotymi oczami. Usiadł koło mnie i wpatrywał się w gwiazdy. Bez słowa, po prostu siedział. Jednak tylko jego obecność, a czułam się dziwnie bezpiecznie, jakby to, co wydarzyło się dotąd, było tylko wytworem mojej wyobraźni. Wszystko stało się tak odległe, jakby nigdy się nie wydarzyło. Właśnie po tych ostatnich przemyśleniach zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Czym bardziej skupiałam się na tym, co mnie otacza, tym więcej zapominałam. Z prędkością światła wstałam z ziemi i wykrzyczałam do basiora:
- Kim ty kurna jesteś!?
- Naprawdę nie pamiętasz?
Przyjrzałam się mu bliżej. Zdałam sobie sprawę, że naprawdę go znam, ale nie miałam pojęcia skąd.
- Wiem, że Cię znam, ale nic poza tym.
Basior w odpowiedzi tylko się uśmiechnął.
- Widzę, że twój ojciec zadbał o tę sprawę
- Zaraz zaraz jaką "tę sprawę"
Znowu tylko się uśmiechnął. Jednak tym razem zupełnie inaczej. Zabolała mnie głowa. Zamknęłam oczy i usłyszałam ogromny pisk i jedno jedyne słowo: uciekaj. Gdy otworzyłam oczy, wszystko dookoła płonęło, a którego wilk jeszcze przed sekundą uważałam za miłego, teraz wyglądał jak demon. Jego złote oczy zmieniły się na czerwone, jego futro z pięknej szarości zmieniło się w czarne. Na jego szyi wisiał dziwny naszyjnik. Moje ciało ruszało się wbrew mojej woli. Powolnym krokiem zbliżyłam się do basiora. Gdy byłam od niego na krok, zatrzymałam się, a on delikatnie poczochrał moją grzywkę, która bez ładu spadła mi na oczy.
- Moja Mizuki, nigdy więcej nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Rozprawie się z twoim ojcem raz na zawsze. Nigdy więcej nie będziesz musiała się go bać.
Obok basiora pojawiła się ciemna aura, która przybrała postać białego wilka.
- Mizuki, poznaj Dentaliona. Podpisałem z nim kontrakt w zamian, obiecał mi pomóc pokonać twojego ojca.
Wspomnienie to połączyło się z tym które pamiętałam jednak tu, wyglądało nieco inaczej. Owszem napadły na moją starą watahę obce wilki, jednak wśród nich był on. Basior, którego nie potrafiłam zrozumieć. Uciekałam tak jak w moich wcześniejszych wspomnieniach, jednak... nie gonił mnie wróg, tylko mój własny ojciec, wraz z odziałem zabójców. Gdy uciekałam, potknęłam się o wystający korzeń i z dużą prędkością, uderzyłam o ziemie. Zakręciło mi się w głowie, obraz stał się zamglony. Wilki, które mnie goniły już były przy mnie. Mój ojciec podszedł do mnie, nachylił się na de mną i powiedział: Czy nie mówiłem, że nigdy ode mnie nie uciekniesz?
Moje ciało zaczęło drżeć ze strachu. Zaczęłam płakać. Jednak wtedy jakiś wilk przybiegł mi z pomoc, był to ten basior, który złożył mi tę obietnicę.
- Uciekaj! - Krzyknął basior.
Podniosłam się i pomimo zawrotów głowy zaczęłam biec jak najszybciej. Kilka razy uderzyłam w drzewa, powodując dość duże rany. Wbiegłam na wysoki klif i spojrzałam w dół. Wzrok wrócił mi do częściowej normy. Na dole zobaczyłam mojego wybawiciela, który teraz leżał w dużej kałuży krwi, a mój ojciec śmiał się tak głośno, że słyszałam go bardzo wyraźnie. Poczułam ogromną złość i
jednoczesną nienawiść. Już się nie bałam, przypomniały mi się jego słowa: "Jeśli kiedyś będziesz w niebezpieczeństwie, w którym nie będę mógł przyjść Ci z pomocą, użyj swojej krwi, nakreśl nią pentagram. Usiądź w jego środku i poproś o pomoc królestwo demonów. Nigdy żaden demon nie odmówi Ci pomocy, jeśli tylko powiesz swoje prawdziwe pełne imię." Tak też zrobiłam. Przegryzłam żyłę w lewej przedniej łapie i z krwi nakreśliłam pentagram.
- Wiem, że mnie słyszycie przeklęte demony! Ja, Ameli Teris, zrobię wam tę przyjemność i zawrę kontrakt z demonem, który spełni moje zachcianki.
Przed moimi oczami pojawiły się cztery demony. Jednym z nich była Emilia. Jednak nie podpisałam tylko jednego kontraktu, ale dwa. Pozostałe odesłałam z powrotem. Demony ofiarowały mi dwa naszyjniki, które połączyły się w jeden. Naszyjnik ten miał zapewnić stuprocentową pewność, że mnie nie zdradzą oraz dzięki niemu miały mnie znaleźć gdziekolwiek bym była. Gdy tylko pentagram zniknął, a wszystkie moje rany się zagoiły. Cofnęłam się z dwa kroki i z rozbiegu zeskoczyłam ze skarpy. Demony zadbały o moje bezpieczne lądowanie. Przez tę całą sytuację straciłam wszystkie emocje, jednak nie pozbyłam się nienawiści do mojego ojca. Spojrzałam na mojego wybawiciela, pomimo utraty tak dużej ilości krwi on jeszcze oddychał. Posłałam mojemu ojcu i zabójcy zabójcze spojrzenie. Rzuciłam się najpierw na zabójców. W normalnych warunkach nigdy nie byłabym w stanie ich pokonać, jednak teraz demony chroniły mnie przed wszelkimi obrażeniami. Już po paru minutach wszyscy oprócz mojego ojca byli martwi. Moje futro było całe w krwi moich wrogów. Grzywka spadła na moje prawe oko. Spojrzałam w kierunku tego sukinsyna. W jego oczach dostrzegłam silny strach. Uśmiechnęłam się jak psychopatka i powiedziałam bardzo słodkim głosem:
- Tato, nie bój się. Chce się tylko z tobą pobawić. Może zagramy w pewną grę? - Powiedziałam i zaśmiałam się jak psychopatka. - Może zagramy w twoją grę. Tylko tym razem to ja będę się świetnie bawić. Zawsze kochałeś zadawać mi ból, doprowadzając nieraz prawie do mojej śmierci. Nie martw się, nie pozwolę umrzeć ci zbyt szybko. Ale najpierw: Emilia, ulecz rany mojego przyjaciela. Na czym to stanęło? Już wiem.
Zaczęłam od zadawania ojcu drobnych ran. Użyłam żywiołu ognia i przypaliłam mu ogon, łapy, brzuch kręgosłup, uszy. Zadbałam o to, by czuł jak największy ból. Poprosiłam drugiego demona o użyczenie mi jego umiejętności. Dzięki tej umiejętności wdarłam się do jego umysłu i torturowałam go w jego umyśle. Nie musiałam długo czekać, a zaczął mnie błagać, bym go zostawiła. Było to bardzo zabawne patrzeć jak ktoś, kto na znęcał się nad tobą od szczeniaka, teraz wił się jak robak, błagając o litość. Zostawiłam jego psychikę, którą i tak doprowadziłam do obłędu w spokoju. Wróciłam do tortur fizycznych. Używając pazurów, rozcięłam mu brzuch, doprowadzając do ogromnego krwotoku. Mój ojciec wrzeszczał i wyrywał się spod uścisku moich łap.
- Boli Cię to, tato? Może Ci jakoś pomóc?
- Puść mnie, potworze - powiedział, a z jego oczu nieprzerwanie płynęły łzy.
- Nie ma mowy - powiedziałam i wytknęłam mu język
Użyłam teraz drugiego żywiołu: lodu. Poparzone wcześniej miejsca potraktowałam teraz najzimniejszym lodem, jaki tylko udało mi się stworzyć. Doprowadzając do ogromnych odmrożeń jego ciała.
- Amelii, proszę przestań - Usłyszałam głos mojego przyjaciela.
Natychmiast się uspokoiłam, chciałam podejść do mojego przyjaciela, jednak mój ojciec złapał mnie za tylną łapę. Przewróciłam się, a on użył swojej magii i zmienił całkowicie moje wspomnienia. Zerwał również mój naszyjnik. Wszystko zaczęło się zlewać, ale usłyszałam jeszcze dwa zdania od mojego przyjaciela.: Amelii, proszę zapamiętaj jestem Aretti, proszę pamiętaj! Obiecuje, że Cię znajdę.
Po tych słowach wróciłam na polanę z gwiazdami i jednym drzewem. Koło mnie siedział właśnie on: Aretti.
- To jak, pamiętasz już?
- Tak, pamiętam.
Wilk podszedł i poczochrał mnie po głowie.
- Moja mądra Amelii
Zrzuciłam jego łapę z głowy.
- Co się z nim stało?
- Po tym, jak zemdlałaś, do twojego ojca dobiegli medycy i z cudem go uratowali. Ja uciekłem jednak rok później osobiście go unicestwiłem.
Po tych słowach poczułam ulgę, która mnie przerażała. Wtuliłam się w Areta i zaczęłam płakać. Przerażało mnie to, co zrobiłam, ale bardziej przerażające było moja podświadomość, że zrobiłam dobrze.

CDN

Uwagi: Jeśli mówimy, że ktoś stał w czegoś centrum, pisownia "po środku" jest nieprawidłowa. Dopuszczalna jest tylko łączona - "pośrodku". Podobnie jest z użyciem "nie raz". W tym przypadku powinno być zapisane razem. Nie "z kąt", tylko "skąd"! "Szyi" piszemy przez "i", a nie "ji". "Dużym" piszemy przez "ż". Masz dysortografię? Te błędy są aż zbyt oczywiste. No i przecinki. Z nimi wciąż masz problem. Przykładowo zazwyczaj przez "a" powinno się stawiać przecinek.
Wiesz co... chyba zrobiłaś ze swojego wilka bóstwo. Już dość, że przy dodawaniu Twojego wilka jakimś cudem nie dostrzegłam niezgodności między talentami a umiejętnościami. Zastopuj trochę, błagam. Jeszcze chwila i odrzucę Twoje op. Wszystko zdaje się być tu koszmarnie naciągane... i bardzo, bardzo chaotyczne. Ja przykładowo prawie nic nie zrozumiałam. I tak trochę... hm, po przegryzieniu żyły traci się dużo krwi. Mogła zemdleć i być może nawet umrzeć na miejscu. Tu jak widać nawet tego w żaden sposób nie odczuła.