Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 31 lipca 2016

Od Kai'ego "Główny powód" cz. 3 (cd. Yuki)

- Słodki jeżu w morelach... - stęknąłem, czując niesamowity smród. Spróbowałem się podnieść, ale moją czaszkę przeszył ból.
- I coś ty zrobił? - usłyszałem syk. Dopiero po chwili zrozumiałem, co ktoś chciał mi powiedzieć. Nie byłem w stanie odpowiedzieć, więc tylko otworzyłem oczy. Nade mną stała ciemna wadera, która wtapiała się w mrok jaskini za jej plecami. - Jesteś obrzydliwy.
Zmarszczyłem nos. O czym ona mówiła? Ponownie spróbowałem się poruszyć. Dopiero unosząc głowę zorientowałem się, że zasnąłem we własnych wymiocinach. Mruknąłem coś zniesmaczony i popatrzyłem ponownie na samicę, która wciąż stała i patrzyła na mnie z wyższością. Jej pysk oświetlały pierwsze promienie słońca. Kim ona jest i co tutaj robiłem? Nagle zesztywniałem i otworzyłem szerzej oczy. A co jeśli stało się coś... coś absolutnie nieprzyzwoitego? Pomijając tą kałużę wymiocin. Odchrząknąłem.
- Możesz mi powiedzieć... co mnie "ominęło"?
Posłała mi długie spojrzenie, po czym odpowiedziała:
- Nazywałeś mnie Margaret. Sypałeś sucharami. Kłóciłeś się z Kirke. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
Pokręciłem przecząco głową. W duchu radowałem się, że nie wydarzyło się coś, przez co mógłbym się nabawić dodatkowego potomstwa.
- A, no i chciałeś mnie zaprowadzić do krzaków - warknęła. Miałem wrażenie, że moje serce stanęło w miejscu.
- Chciałem? I tylko chciałem?
- Tak. Później uwaliłeś się w mojej jaskini i zacząłeś głośno chrapać. Gdybym tylko nie miała twardego snu, ukatrupiłabym cię za to. Jesteś obleśny, wiesz?
- Taa... wiem - mruknąłem, spuszczając wzrok. Westchnęła z dezaprobatą, obróciła się i skierowała do wyjścia.
- Zgaduję, że teraz widzisz podwójnie. Przynieść ci coś do jedzenia lub picia? - powiedziała od niechcenia - Byle nie wódkę.
- Poproszę...
- W takim razie w czasie gdy mnie nie będzie masz posprzątać to, co zwróciłeś.
Ostrożnie pokiwałem głową, nie chcąc się narażać na kolejną falę bólu spowodowanego kacem. Najlepsze było chyba to, że wciąż nie miałem pojęcia, jak ma na imię.
***
Kiedy wadera wróciła do jaskini, na wpół siedziałem, na wpół leżałem i trzymałem się jedną łapą za pulsujący łeb. Kręciło mi się w głowie.
- I co? Było tyle pić? - syknęła. Podniosłem na nią wzrok. W jej oczach odbijały się wesołe iskierki. To chyba taki typ osoby, który cieszy się z cudzego nieszczęścia.
- Źle zrobiłem, nie musisz mi tego wypominać - westchnąłem i położyłem łeb na ziemi. Podniosła brwi zaskoczona. Najwidoczniej rzadko kiedy ktoś się przy niej przyznawał do błędów. Nie powiedziała nic jednak na ten temat. Chwyciła ponownie zębami nogę sarny, którą taszczyła przez znaczną część drogi i przysunęła tuż pod mój pysk. Podobnie postąpiła z butelką wody, którą z kolei włożyła w małą, skórzaną torbę założoną na grzbiecie. Uśmiechnąłem się do niej z wdzięcznością i zacząłem pić. Nie było to takie proste jak sądziłem, bo część wylałem, ale ważne, że ugasiłem pragnienie. Chcąc przeczekać kolejną falę mdłości, nim zabiorę się za napełnianie żołądka, zapytałem:
- Dostałaś tą torbę, gdy byłaś mała? Nie sądzę, aby dorosły wilk nosił na co dzień coś tak niewielkiego. Nie pasuje do twojego grzbietu.
Speszyła się nieco i syknęła tylko:
- Nie twoja sprawa, stary grzybie.
- Widzę duży szacunek do starszych - westchnąłem, próbując ułożyć się w wygodniejszej pozycji. Usiadła naprzeciwko mnie. - Tak poza tym... jak ci na imię? Nie potrafię go sobie przypomnieć.
Ponownie popatrzyła na mnie z wyższością i odparła:
- Jestem Yuko.
Już otworzyłem pysk, by się przedstawić, ale ta mnie wyprzedziła, mówiąc:
- Wiem jak się nazywasz.
Zapanowała niezręczna cisza. Zacząłem skubać zębami przyniesione przez nią mięso. Cały czas mnie obserwowała. Miałem wrażenie, że chce coś powiedzieć, a mimo to tego nie robiła. Zastanawiałem się, jak wielką czuje do mnie niechęć.
- Kim jest Margaret? - zapytała po chwili.
- Co proszę? - wymamrotałem, podnosząc na nią spojrzenie.
- Kim jest Margaret? Ja ci przyniosłam jedzenie i uratowałam cię przed zrobieniem czegoś głupiego, więc odwdzięcz mi się jakoś.
Sapnąłem niezadowolony.
- Po prostu podoba mi się to imię.
- A mimo to z czego mi wiadomo nazwałeś całkiem inaczej swoją córkę.
- Moja partnerka nalegała na "Achitę", więc tak zostało.
- Już nie kłam i opowiadaj.
Wciąż bolała mnie głowa. Z trudem przypomniałem sobie, kim mogła być ta cała... Margaret. Sapnąłem jeszcze kilkakrotnie, choć wiedziałem, że to w niczym nie pomoże. I tak kaca się nie pozbędę przez najbliższe kilka godzin.
- Szkoda gadać. Było, minęło.
- Mów.
Milczałem, uparcie wpatrując się w posadzkę.
- Słyszysz? Inaczej rozgłoszę całej watasze, że się porzygałeś.
Westchnąłem. Przekonała mnie.
- Miała takie same oczy, jak twoje. Wadera, która cholernie mi się spodobała i chciałem ją poderwać.
- Czemu jej nie poderwałeś? Jakoś pamiętam cię z inną waderą o imieniu Nari.
- To było jeszcze przed dołączeniem do Watahy Magicznych Wilków. Nie znałem Nari. Byłem młody i głupi. Miałem różne dziwne odpały wśród wilków z poprzedniej watahy.
- A więc czemu dołączyłeś do Watahy Magicznych Wilków, jeżeli tam miałeś "Margaret"? Nie mogłeś tam zostać? - dopytywała.
- Możemy już skończyć ten temat? - przerwałem jej, mówiąc chłodnym tonem.
- Co cię gryzie? - W tym momencie się diabolicznie uśmiechnęła - Teraz jak zacząłeś paplać, to musisz skończyć.
- Skoro nie chcę, to nie muszę. - Wstałem na równe łapy. Zaczęło mi dzwonić w uszach, ale postanowiłem to zignorować. - Powinienem już iść.
- To idź. Tylko nie licz, że ci pomogę jak znajdę cię zemdlałego w krzakach - Prychnęła. Nie odpowiadając, powoli wyszedłem z jaskini. Chwiałem się lekko. Łapy wciąż mi drżały. Taka nagła dawka alkoholu nie była dobrym pomysłem. Po kilkunastu krokach oparłem się o skalną ścianę, a po odetchnięciu ruszyłem dalej w drogę.
Dotarcie do swojej jaskini okazało się trudniejsze, niż mi się początkowo wydawało. Nawet wchodząc do środka nie miałem pewności, czy to aby na pewno moje mieszkanie. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po przyjściu było uwalenie się na ziemi i bezmyślne wpatrywanie się z wyjścia na błękitne niebo, po którym płynęło tylko kilka białych chmurek. Pod przymrużonymi oczami pojawił mi się obraz wadery o rudobrązowym futrze i równie zarozumiałym spojrzeniu, co Yuki. Zamknąłem ślepia i pozwoliłem się porwać wspomnieniu, które uleciało z mojej głowy na ponad pięć lat.
- I co? Co chcesz mi niby pokazać? - zapytała Alfa, niecierpliwie wyglądając za mój bok.
- Zobaczysz - Uśmiechnąłem się szeroko.
- No weź... długo jeszcze mam czekać? - Roześmiałem się. - Kai! No już! Streszczaj się, póki jesteś trzeźwy!
- Uważaj, bo poczuję się urażony... no ale niech ci będzie. - Odsunąłem się. - Za tą wierzbą jest prezent dla ciebie.
Zachwycona zamachała ogonem. Ucieszyła się najbardziej chyba na słowo "prezent". Szybkim krokiem, choć nie biegiem przemierzyła zasłonę liści utworzoną przez wierzbę płaczącą. Podążyłem w ślad za nią. Widząc to, co dla niej przygotowałem, aż pisnęła z zachwytu.
- O mój Boże! Czy to... czy to... - mówiła i odwróciła się w moim kierunku. Jej oczy się iskrzyły radością.
- Malutki jednorożec? Owszem - Uśmiechnąłem się do niej szeroko. - Podoba ci się?
- Tak! - pisnęła i rzuciła mi się na szyję. Pod jej ciężarem aż upadłem. Śmiała się tak głośno, że mały kucyk z zainteresowaniem podszedł do nas i zaczął obwąchiwać swoją nową panią - Skąd go wytrzasnąłeś?
- Hm... Był w jakimś stadzie jednorożców. Podobno bardzo lubią jagody, więc urwałem jedną gałąź i...
- Czy ty mi właśnie chcesz powiedzieć, że odciągnąłeś tego malucha od matki? - jej oczy się rozszerzyły.
- Chyba tak. A co? - wzruszyłem nonszalancko ramionami.
- To, że teraz wataha jest zagrożona atakiem rozgoryczonych jednorożców! - natychmiast ze mnie zlazła. Powoli podniosłem się z ziemi, odpychając łapą łeb jednorożka.
- Margaret, nie dramatyzuj - Zaczęła nerwowo chodzić w kółko - Kiedy to będzie? Za miesiąc? Przecież przez ten czas będziesz się nim ładnie opiekować. Nawet nam za to podziękują.
- Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz?! - wrzasnęła, obracając się w moją stronę. W jej oczach pojawiły się łzy - Jesteśmy skończeni!
- Zdążymy przecież oddać malucha, nim zauważą - powiedziałem spokojnie, nadal się do niej uśmiechając - Tymczasem możemy porobić coś innego...
- To znaczy co?! Wesoło sobie hasać po łące?!
Odchrząknąłem, posyłając jej znaczące spojrzenie.
- Nie do końca... myślałem raczej o czymś... hm, innym.
Patrząc na moje przymrużone powieki, natychmiast domyśliła się, o czym myślę. Zdenerwowała się jeszcze bardziej. Przez chwilę drżała ze złości, a następnie wrzasnęła:
- WYNOŚ SIĘ STĄD! NIE CHCĘ CIĘ JUŻ WIDZIEĆ!
- To znaczy skąd...? Z lasu...?
- NIE! Z CAŁEJ WATAHY! NATYCHMIAST!
Patrzyłem na nią przez dobrą chwilę, ale nie wyglądało na to, aby żartowała, więc z przerażeniem podniosłem się z ziemi.
- Przecież...
- JUŻ! - przerwała mi. Po jej policzkach płynęły łzy.
Otworzyłem oczy. Serce łomotało mi jak szalone. Zdecydowanie nie byłem przygotowany do powrotu do tej wyjątkowo niekomfortowej sytuacji, w której zatrważała mnie aktualnie własna głupota. Pamiętam, że byłem wtedy lekko podpity, jednak nie na tyle, aby było ode mnie to czuć na kilometr. Zamknąłem oczy. Próbowałem się uspokoić. Moje życie jest szeregiem błędów. Jeżeli kiedyś ktoś mi powie, że podjąłem dobrą decyzję, wówczas go głośno wyśmieję.
- Obudziłeś się. - Usłyszałem głos. Zrobiło mi się w jednej chwili zimno. Echo, które się rozległo było niepokojące. Moja jaskinia była za mała, by się ono tam pojawiało. Otworzyłem oczy. Dopiero teraz zorientowałem się, że było za ciemno nawet jak na noc. Byłem w kompletnych ciemnościach. Na szczęście miałem w miarę dobry wzrok, więc mrużąc oczy zorientowałem się, że była to smukła wadera. Kiedy się zbliżyła o kilka kroków, dostrzegłem, że była to... Yuki. Westchnąłem cicho.
- Coś ty znowu wymyśliła? - Spróbowałem się poruszyć, ale niestety moje łapy były czymś spętane. - Co do...
- Jesteś teraz moim więźniem. Póki nie opowiesz mi, jak było z tą twoją ukochaną, nadal będziesz związany.
- Była Alfą - Powiedziałem bez ogródek. Uznałem, że już chyba nie mam nic do ukrycia - Zrobiłem pewną głupotę, przez którą cała jej wataha była zagrożona. Zdenerwowała się i mnie wygnała.
- Cóż to była za głupota? - zadrwiła, a ja po chwili wahania odpowiedziałem cicho:
- Odciągnąłem małego jednorożca od matki i zabrałem na tereny watahy.
Yuki wybuchnęła śmiechem, a coś, co mnie wiązało w jednej chwili pękło.
- Jesteś jeszcze głupszy, niż myślałam.

<Yuki? Chciałaś to porwanie, to proszę bardzo .-.>

sobota, 30 lipca 2016

Od Miniru "Mój nowy dom?"

  - Mamo, proszę Ciebie... Zanim jej pomożemy, musimy się o niej więcej dowiedzieć... - zza pleców energicznej postaci pojawiła się wadera.
- Masz rację... Zatem kochana jak się nazywasz? - zwróciła się do mnie.
- Ja mam na imię... Uch... - no nie. Znowu mi to wyleciało z głowy... Nie wiedziałam co powiedzieć... Zrobiło mi się słabo... Moje łapy były jak z galarety. Wadery najwidoczniej do zauważyły.
- Spokojnie. Ja jestem Pestka, Alfa watahy. Powiesz nam coś o sobie? - zapytała się.
- Nie, nie mogę... - zaczęłam po cichu płakać.
- Czemu?
- Bo zapomniałam...
- Może ci się przypomni, jak pospacerujesz? Przyjdź do nas później. Dobrze?
- Dobrze... A jak się zgubię?
- Nie odchodź daleko, to się nie zgubisz.
- Do zobaczenia... - powiedziałam na pożegnanie i poszłam się uspokoić.
Pochodziłam z tą i z powrotem, próbując przypomnieć sobie, jak się nazywam. Moje pierwsze wrażenie nie było najlepsze... Boję się, że już straciłam szansę przyjaźni z Alfą i tą drugą wilczycą...
Nie przedstawiła mi się. Wygląda na taką młodą i pełną życia waderę... Nagle głowa zaczęła mnie boleć. Znowu te okropne głosy... Ja nie chcę... Po chwili ból ustał, a ja zobaczyłam obraz. Młody wilk, o czarnych skrzydłach i sierści. Gałąź odłamuje się od drzewa i przygniata malca!
- O nie! Muszę go znaleźć! - krzyknęłam zwracając na siebie uwagę innych wilków. Nie przejmowałam się tym. Zaczęłam biec ile sił w łapach. Nie mogłam go nigdzie dostrzec. Bałam się, że już będzie za późno.
- Jest tam! Mały uważaj! Odsuń się od tego drzewa!
- Słucham? - odpowiedział mi szczeniak. Szybko ruszyłam w jego stronę i w ostatniej chwili popchnęłam malca w bok. Wielka gałąź przygniotła mój ogon, a ja cicho syknęłam z bólu. Dopiero teraz zobaczyłam, ile wilków przyglądało się tej akcji. Próbowałam szybko uwolnić ogon i schować się gdzieś, bo nie bardzo lubię być w centrum uwagi...
- Pomóc Ci? - zapytał się mnie basior.
- Tak...
- Jestem Itachi. A Ty? Widzę Ciebie tu pierwszy raz.
- Ja jestem Miniru...Miniru! Pamiętam!
- Czy coś się stało? - Itachi był trochę niepewny co do mojego wybuchu szczęścia...
- Przypomniałam sobie jak mam na imię! Chodźmy do Pestki!
- Do Suzanny?
- Kogo?
- Pestka ma na imię Suzanna... Ale nienawidzi swojego imienia...
- Aha... Idziemy?
- Dobrze...
- Pestka? Czy ktoś tu jest? - zapytałam, wchodząc do jaskini.
- Jestem! Co się stało? - odpowiedziała Suzanna.
- Już pamiętam!
- To opowiedz coś o sobie.
- Mam na imię Miniru i mam trzy lata. Moja poprzednia wataha została przejęta przez ludzi... Nie wiem gdzie rodzina teraz jest... Proszę o przyjecie mnie do watahy... Wiem, że pierwsze wrażenie nie było najlepsze...
- Dobrze... Możemy uznać, że kartę masz czystą - Pestka mrugnęła do mnie. A ja się próbowałam uśmiechnąć. - Witamy w watasze!
- Dziękuję, Suzy! Pestka... - poprawiłam się, ponieważ czułam wrogie spojrzenie... Chwilę po tym wyszliśmy z jaskini.
- Alfa ma dziś dobry humor... - odezwał się Itachi.
- Dziś?
- Zwykle nie jest taka miła... Ale ciesz się, że akurat teraz prosisz ją o wstąpienie do watahy.
- Pomożesz mi znaleźć takiego basiora?
- Jakiego?
- No... Na pewno miał nieśmiertelnik... To on mnie znalazł... Tuż przed tym jak miałam popełnić samobójstwo... - i tu ściszyłam ton... Nie chciałam, bowiem wracać do tamtych zdarzeń...
- Miniru... Może poszukamy go jutro? Tak będzie lepiej... Prześpij się z tym... wszystkim. To dobrze ci zrobi... - powiedział Itachi i ruszył z powrotem w stronę jaskiń...
 Rano obudziłam się z bólem głowy. Znowu... Zobaczyłam, że Itachi jeszcze spał, więc postanowiłam sama poszukać tego wilka. Chodziłam w tak bez końca. Bałam się też, że się zgubię. W końcu jednak znalazłam go.
- Cześć...
- Co chcesz? - zapytał obojętnie
- Chciałam tylko podziękować...
- To Ty? Ten nędzny wilk, który nie chce już żyć? - zdziwił się nieco.
- Tak... Jestem Miniru... A Ty?
- Kai... Suzy przyjęła Cię?
- Tak. Cieszę się...
- To dobrze... Liczą się dobre chęci...
- Do zobaczenia! - powiedziałam mu, ale odpowiedzi już nie dostałam...
  Mam nadzieję, że znajdę tu wielu nowych przyjaciół. Chcę by to był mój nowy i prawdziwy dom.

Uwagi: "pomoďż˝źemy", "juďż˝ź" - chyba coś Ci się porobiło z polskimi znakami. Spróbuj to naprawić. "Alfa" w WMW jest zapisywanie z wielkiej litery. Litery i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Z powrotem" oraz "do zobaczenia" piszemy osobno.

Od Kirke "Nawiązać kontakt" cz.2 (c.d Luke)

Siedziałam spokojnie w jaskini. Leżałam na plecach, patrząc w sufit.
- Nie uważasz, że powinnaś znaleźć sobie kogoś to towarzystwa? - spytał Riven.
- Nope - odparłam - już mi wystarcz twój dobijający głos.
- Ha, ha, ha - mruknął i rzucił we mnie małym kamyczkiem.
- RIVEN! - krzyknęłam, ale po chwili zobaczyłam jakiegoś basiora.
- A ty tu skąd? I po co? - spytałam, ale ten natychmiast wziął mnie za łapę i gdzieś pociągnął. Czy on umie mówić? W ogóle jakie ma prawo, mnie zabierać gdziekolwiek?! Po chwili byliśmy przed jeziorem.
- Lubisz pływać? - zapytał zdyszany. Popatrzyłam na niego podnosząc brew - Lubisz pływać? - powtórzył pytanie.
- Taa... - mruknęłam, wciąż patrząc na niego dziwnie. 
- To chodź! - powiedział i zanim cokolwiek powiedziałam, wskoczył do wody. On NAPRAWDĘ się dziwnie zachowywał... Stałam wciąż na pomoście, patrząc na niego. Po chwili skuł wzrok na mnie i podpłynął wychodząc z wody.
- Idziesz, czy mam cię tam wrzucić? - zapytał - a tak w ogóle to Luke jestem - odparł z śmiechem. Popatrzyłam na wilka jak na potuczonego. Wiem, że próbował być miły, ale zachowywał się dziwnie...
- Kirke - zmusiłam się na wielki uśmiech.
- To... pływasz? - spytał.
- Ech... - zamknęłam oczy, biorąc głęboki wdech i wskoczyłam do wody. Zrobię mu tą przyjemność... 
- Zawsze tak każdego wyrywasz? - spytałam. Nienawidzę rozmawiać z wilkami, które widzę po raz pierwszy. 
- Czasami - uśmiechnął się. Wywróciłam oczami.
- Cóż... - wyszłam z wody i się wysuszyłam - to dużo wyjaśnia.
- Byłaś w wodzie raptem pięć minut!
- Nie przepadam za... - ten wyszedł z wody i mnie znowu wepchnął. Zaczął się śmiać, gdy popatrzyłam na niego nieco groźną miną.
- Ż... żałuj, że nie widzisz swojej miny! - na złość złapała go cieniem za łapę i wciągnęłam do wody. Miał taki wyraz pyska, że naprawdę chciałam się śmiać, ale jakoś nie mogłam uśmiechnąć. W tym momencie Riven zaczął nawijać.
- Znam go raptem piętnaście minut, Riven! Nie mam zamiaru jak na razie mu ufać - odpowiedziałam mu w myślach i wyszłam z wody - jesteś głodny?
- A czemu pytasz? - spytał, także wychodząc, najwyraźniej nie pytając, co to były za szumy.
- Poszłabym coś upolować.
- Pójdę z tobą. W grupie raźniej, nie? - uśmiechnął się, a ja wywróciłam oczami.
- Niech będzie - mruknęłam i pobiegliśmy do lasu. Cicho zaczęliśmy się rozglądać za jakąś zwierzyną. W pewnym momencie ujrzałam dość potężnego jelenia.
- Cii... - powiedziałam mu i zaczęłam się skradać do zwierzyny. Moje opuszki lekko lądowały po ziemi, a ciało było najniżej jak mogłam. W pewnym momencie wbiłam pazury w ziemię i skoczyłam na grzbiet jelenia, gryząc go w kark. Zaczął się miotać, próbując mnie zrzucić, ale mocno wbiłam mu się w tchawice. Po chwili, Luke ugryzł zwierzę w kopyto. Zwierze upadło, prawie martwe.
- Czyń honory - powiedziałam, a ten podszedł do zwierzyny i dobił. 
- Dobre polowanie.
- Już ty się nie nakręcaj... - mruknęłam i podeszłam od drugiej strony, by zacząć jeść. Było pyszne... dawno nie jadłam tak dobrego mięsa...

<Luke? Ostrzegam! Bardzo ciężko zdobyć jej zaufanie xP> 

Uwagi: "Popatrzyłam na wilka jak na potuczonego" - co znaczy słowo "potuczony"? Po raz pierwszy widzę taki zwrot. "Zaczął się łomotać" - "łomotać" znaczy "uderzać", "bić", więc nie bardzo pasuje do zdania.

Ciekawostka #20

SG pojawiły się dość niedawno... Kiedyś walutę stanowiły po protu punkty. Można było zdobyć kolosalną sumę pisząc jedno op.: za część 20 jakiegoś op. można było zdobyć aż 50 pkt., a 30 część blisko 80! Z czasem jednak, gdy wilków przybywało (było ich ok. 80, a 15 pisało) nie miałam najmniejszej ochoty wpisywać tych pkt. i każdy miał po ok. 0-20, mimo tego, że dużo pisał.