Szłam sobie przez las, gdy nagle usłyszałam kroki. Obróciłam się w
stronę odgłosu. Była to brązowa wilczyca. Była na spacerze. Myślała nad
czymś. Nagle mnie zauważyła. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Dzień dobry.
- Witaj - powiedziała wadera - nie jesteś stąd?- zapytała
- No - powiedziałam - zabłądziłam na te tereny
- A wiesz, że to są tereny mojej watahy?
- Masz watahę?!- krzyknęłam pełna radości - mogę dołączyć? - zapytałam
- Oczywiście - powiedziała - muszę iść, pa.
- Pa.
Uwagi: Każde zdanie powinno się zaczynać od wielkiej litery i kończyć kropką (lub wykrzyknikiem, trzema kropkami lub znakiem zapytania, co oczywiście zależy od tego, jakie jest to zdanie). Poza tym błagam, ale błagam, zacznij praktykować przecinki. "usłyszałam chodzenie" - nie bardzo można usłyszeć bezpośrednio "chodzenie". Raczej można "usłyszeć kroki", ale nie "chodzenie"... "Stąd" piszemy razem i przez "s". Ten dialog jest bardzo, ale to bardzo plastikowy: "o cześć, nie znam cię, więc przyjmę cię do watahy, po czym bez wyraźnego powodu sobie pójdę". Następnym razem proszę, postaraj się nieco bardziej. Zdaje mi się, że w ogóle nie zapoznałaś się z charakterem Suzanny... cóż, ona by tak łatwo nie uległa.
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
poniedziałek, 4 lipca 2016
niedziela, 3 lipca 2016
Ciekawostka #11
WMW to wataha, na której wzoruje się większość początkujących blogów o tej tematyce.
piątek, 1 lipca 2016
Od Yuki "Jelonek" cz. 3 (c.d Astrid)
Jeleń wstał i wyrwał się z więzów. Podszedł do mnie. Byłam od niego o wiele mniejsza. Otworzył swój pysk z którego wydostał się zielony dym, który zaczął mnie otaczać. Przy każdym jego zetknięciem z moją sierścią, ona zaczynała siwieć i wypadać, a gdy dotknęła przewrażliwionej skóry czułam przeraźliwy ból, jakby ktoś wylał na mnie kwas. Dym żarł moją skórę zostawiając przy tym rany, które za sprawą Medalionu Nieśmiertelności regenerowały się same. Gdy tylko uciekałam dym rozprzestrzeniał się bardziej. Ucieczka przed dymem zaprowadziła mnie w kozi róg. Jeleń widząc mnie przestraszoną przestał wydobywać z siebie dym i podszedł bliżej. Przestraszona nie mogłam logicznie myśleć, więc nie wpadłam na pomysł przeteleportowania się do swojej jaskini. Jego oczy zaczęły świecić na niebiesko, a ja zaczęłam słabiej się czuć. Po paru minutach męki zemdlałam.
******
Obudziłam się w szpitalu. Bardzo się zdziwiłam jak mogli mnie znaleźć. Podeszła do mnie Astrid.
- Miałaś wiele szczęścia - powiedziała - ten jeleń by cię stratował gdybyś nie miała medalionu - rzekła
- Jak mnie znaleźliście? - spytałam jeszcze trochę zaspała
- Jakiś wilk który się tam błąkał usłyszał rżenie i pobiegł z pomocą - mówiła - znalazł cię leżącą na ziemi, a obok stał jeleń, a raczej jego szkielet - zamyśliła się - nie znam takiego stworzenia
- Stworzyłam go - szepnęłam, a Astrid popatrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Jak?
- Normalnie - moja odpowiedź była głupia jak ja, a taka bardzo rozwinięta osoba jak Astrid załamała się. Jeszcze ten mój uśmieszek na pysku dawał znać, że nie powiem jak go stworzyłam.
<Astrid?>
Uwagi: Nazwę "Medalion Nieśmiertelności" powinniśmy zapisywać z wielkiej litery. Wilki nie mają twarzy!
******
Obudziłam się w szpitalu. Bardzo się zdziwiłam jak mogli mnie znaleźć. Podeszła do mnie Astrid.
- Miałaś wiele szczęścia - powiedziała - ten jeleń by cię stratował gdybyś nie miała medalionu - rzekła
- Jak mnie znaleźliście? - spytałam jeszcze trochę zaspała
- Jakiś wilk który się tam błąkał usłyszał rżenie i pobiegł z pomocą - mówiła - znalazł cię leżącą na ziemi, a obok stał jeleń, a raczej jego szkielet - zamyśliła się - nie znam takiego stworzenia
- Stworzyłam go - szepnęłam, a Astrid popatrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Jak?
- Normalnie - moja odpowiedź była głupia jak ja, a taka bardzo rozwinięta osoba jak Astrid załamała się. Jeszcze ten mój uśmieszek na pysku dawał znać, że nie powiem jak go stworzyłam.
<Astrid?>
Uwagi: Nazwę "Medalion Nieśmiertelności" powinniśmy zapisywać z wielkiej litery. Wilki nie mają twarzy!
Od Kary "Nowa szansa na życie"
Kiedy samica Alfa przyjęła mnie do watahy, cieszyłam się jak mały
szczeniak z kości. Od razu zaczęłam oglądać okolicę. Była naprawdę
piękna. Poszłam na Wrzosową Łąkową. Było tam naprawdę ślicznie! Wrzosy,
świeże powietrze i przede wszystkim czułam się nareszcie wolna! Hasałam
po łące jak opętana. Czułam się jak w raju, nie umiem inaczej opisać
tego uczucia. Gdy się zmęczyłam położyłam się na plecach i oglądałam
chmury. Nagle wyczułam coś w pobliżu... Zerwałam się na równe nogi i
zaczęłam węszyć. Przed nosem pomknął mi zając. Poczułam, że muszę go
gonić. Warczałam na niego przez krótką chwilkę, po czym wystrzeliłam na
niego jak rakieta. Biegłam wśród wrzosów i nie widziałam świata oprócz
zająca. Cwaniaczek robił różne skręty i slalomy, ale nie przechytrzył
Kary. Po dziesięciu minutach gonitwy, złapałam tego gryzonia! Lecz mimo chęci
nie zjadłam go i wypuściłam. To był idealny trening, abym mogła być
jeszcze szybsza! Zdyszałam się strasznie. Chciałam pójść do jaskini, ale
nie miała opiekuna. Poszłam na jakąś sosze i czekałam, aż ktoś się mną
zainteresuje. Siedziałam tak dobrych trzydziestu minut. Nikt się nie zbliżał. No
to postanowiłam położyć się. Po chwili zasnęłam ze zmęczenia...
Uwagi: Następnym razem postaraj się napisać coś dłuższego. Zapisuj prawidłowy tytuł op. Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. Położyła się na sosze ("sosze - dawne prymitywne narzędzie do orki")?
Subskrybuj:
Posty (Atom)