Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 8 lipca 2015

Od Setha "Pierwsze dni w watasze" cz.1 (cd. Lithium Vane)

Była piękna pogoda, a słońce zmierzało ku zachodowi.
- Teraz zakręt w prawo, prosto dwadzieścia metrów i w prawo. - Powtarzałem w myślach, te wskazówki dał mi mój nauczyciel, który wychowywał mnie od młodości. Gdy nadszedł czas, żeby go opuścić, bo otrzymałem informację jak trafić do Watahy Magicznych Wilków. Dostałem też list do Alfy z tej watahy. Gdy już myślałem, że zgubiłem drogę moim oczom ukazały się wilki. Podszedłem do jednej z wader i powiedziałem:
- Witaj, chciałem rozmawiać z tutejszą Alfą.
- Jesteś nowy? Już cię zaprowadzam.
Wadera zaprowadziła mnie do Alfy. Alfą była młoda wadera.
- Co cię sprowadza, drogi wilku? - zapytała mnie. Podałem waderze kopertę, otworzyła ją i zaczęła czytać...
- To list do mojej mamy, mówiła mi o tym profesorze.
- Jestem Alfą od niedawna, profesor zapewne nie wie. - wytłumaczyła się. Alfa nagle zniknęła, po chwili przyprowadziła inną waderę.
- To właśnie moja mama - wyjaśniła
-Witaj, widziałam list od profesora, możesz tu dołączyć. - powiedziała mama wadery.
- Dziękuję - powiedziałem
- Lith, oprowadź go po watasze - powiedziała alfa
- Dobrze, Suzanno - wadera pokiwała głową. Poszedłem za wilczycą, która pokazała mi tereny watahy. Zobaczyłem też swoją jaskinię. Przy okazji do wiedziałem, że owa wadera ma na imię Lithium Vane, ale mogę na nią mówić Lith. Sam powiedziałem je, że na imię mi Seth. Gdy nastała noc wszedłem do swojej jaskini i położyłem się spać.
*Rano*
Wstałem i wyszedłem upolować coś na śniadanie. Miałem farta. Złapałem dorodnego jelenia. Było mi żal, że nie zjem całego, bo zwyczajnie nie dam rady. Nagle przede mną przebiegła znajoma wadera
- Lith, pomożesz?! - zawołałem
- W czym, Seth?
- W tym - wskazałem jelenia
- Nie ma sprawy - powiedziała i zabraliśmy się do jedzenia. Po skończonym posiłku Lith powiedziała...

<Lithium Vane?> 

Uwagi: Jest taki cudowny klawisz jak Enter. Polecam na przyszłość. Nie zapominaj o przecinkach! Niektóre zdania możesz podzielić na dwa. Nie ma takiego wyrazu jak "oczą", tylko "oczom". Nie "podeszłem" tylko "podszedłem". Nie "weszłem", tylko "wszedłem". Nie "wyszłem", tylko "wyszedłem". "Alfa" to zwrot grzecznościowy, więc pisz to z wielkiej litery. Unikaj powtórzeń wyrazów. "Na imię" pisze się osobno! "Mi" to nie jest zwrot grzecznościowy - pisz ten wyraz z małej litery.

Od Mizuki "Pierwsze spotkanie" cz. 6 (cd. Shayd)

Po tym jak basior mnie przytuliłam poczułam się dziwnie, nie nawykłam bowiem do takich sytuacji.
- Dobranoc Mizuki - dodał odchodząc
- Dobranoc - odpowiedziałam niepewnie
Po tym jak Shayd oddalił się od mojej jaskini położyłam się i myślałam o całym dzisiejszym dniu.
- Co ty wyprawiasz, Mizuki? - powiedziałam sama do siebie po czym usnęłam
Mimo że poszłam spać tak późno to obudziłam się około godziny siódmej rano. Wyszłam z jaskini, nade mną było piękne błękitne niebo, a ptaki głośno ćwierkały. Wszystko wybudziło się do życia, po dość mroźnej zimie. Wzięłam głęboki wdech i poczułam zapach pięknych kwiatów. Nigdy zbytnio nie lubiłam wiosny ale teraz... może to głupio zabrzmi ale miałam wrażenie jakby coś we mnie się zmieniło, sama nie wiedziałam w sumie co. Wybrałam się na spacer, po drodze usłyszałam pięknie szumiący wodospad, a w nim śmiech dwóch wilków. Nie interesowało mnie kto to jest więc poszłam dalej. Po niedługim spacerze doszłam do Plaży Wschodniej, do moich uszu dochodziły odgłosy fal uderzających o płyciznę. Weszłam do wody i zanurkowałam, płynęłam tuż przy samym dnie. Po krótkim pływaniu wyszłam na brzeg i otrzepałam się z wody. Później poszłam w góry i zaczęłam biegać, czułam coś dziwnego pierwszy raz biegłam tak szybko i bez większego zmęczenia. Było to bardzo dziwne, ale i przyjemne uczucie. Moje łapy nie chciały się zatrzymać. Biegłam cały czas na przód. Wiatr dość silnie wiał, a mój ogon i włosy zaczęły delikatnie unosić się w górę. Poczułam dziwne szczęście choć i tak nie dawałam po sobie tego poznać. W pewnym momencie spotkałam Shayda, lecz nie zatrzymałam się okrążyłam go tylko nie zwalniając.
- Mizuki? - spytał zdziwiony
- Tak, dalej choć a nie zadajesz dziwne pytania - dodałam i pobiegłam dalej
Po chwili Shayd mnie dogonił. Spojrzałam mu w oczy i co zobaczyłam? Zdziwienie oczywiście... Biegliśmy coraz dalej i szybciej, miałam wrażenie, że moje łapy się palą do biegu. Za nami unosiła się chmura kurzu, wywołana zbyt dużą prędkością z jaką biegliśmy. Po jakiejś godzinie biegu, zatrzymaliśmy się by odpocząć. Nie byłam zbyt zmęczona, ale zrobiło mi się gorąco, zatrzymaliśmy się koło jednego z piękniejszych górskich źródeł. Napiłam się wody i zjadłam odrobinę jagód, które rosły zaraz brzy źródle. Chwilę później wsadziłam pyszczek do źródła, ale tylko po to, by nie był brudny od jagód.
- Mizuki? - powiedział przerywając ciszę Shayd, mówiąc to spojrzał mi w oczy
- Tak? - odpowiedziałam po czym również spojrzałam mu w oczy

<Shayd? Poznaj drugą stronę Mizu xD> 

Uwagi: "niepewnie" piszemy razem. Zapominasz o przecinkach, niektóre zdania są za długie.

wtorek, 7 lipca 2015

Od Toboe "Zabawa w śniegu" cz.4 (cd. Ripple)

Ślizgaliśmy się po topniejącym śniegu śmiejąc się w głos. A cała zabawa odbywała się pod czujnym okiem mojej mamy. I tak nie miała lepszego zajęcia do roboty. Minął nam tak cały wieczór. Lubią tą nową. Jest miła i przyjazna. Tylko ja, jak to ja znowu zapomniałem jej imienia.
****
Jutro będę miał dwa lata! Będę dorosły! A to oznacza jedno... Będę mógł zostać strażnikiem lub kimś innym ważnym! Ostatnimi czasy bardzo zżyłem się z rodzicami, a tata codziennie wieloma godzinami szkolił mnie w walce. Na początku nie wychodziło mi to zbyt dobrze. No, ale trening czyni mistrza! Obiecałem ojcu, że nawet jak będę dorosły będę do niego chodził na praktyki walki, ale moim ulubionym zajęciem jest poranne i wieczorne bieganie z mamą. Dziś na wieczorny bieg nie mogła przyjść, miała jakąś sprawę z tatą do wyjaśnienia. Dlatego też teraz biegnę sam. Przemierzałem trasę, którą wspólnie z matką ustaliłem. Tak często tędy podążaliśmy, aż wydeptaliśmy szlak. Zachód słońca przedzierający się przez drzewa, momentami mnie oślepiał i nie widziałem jak biegnę. Słyszałem jak coś z górki się sturla, lecz nie miałem pojęcia co. Dopiero wtedy jak się o to coś potknąłem zdałem sobie sprawę, że to Ripple. Moja koleżanka.
- Ałć! - krzyknęła.
Leżeliśmy na sobie zwinięci w chiński paragraf, ja dodatkowo z pyskiem w piachu. Po paru minutach jęków i stęków "rozplątaliśmy" się, lecz ja nadal leżałem żebro mnie bolało, ponieważ waderka włożyła mi miedzy nie łapkę.
- Mogłeś uważać.
- Mogłaś uważać.
Powiedzieliśmy w tym samym momencie, lecz długo ta powaga nie potrwała, zaraz wybuchnęliśmy śmiechem. Powoli się podniosłem na trzęsących się nogach, przez adrenalinę.
- Wybacz Rippi, ale biegam może porozmawiamy potem, co?
- A mogę się do ciebie dołączyć?
- Nie nadążysz za mną - mruknąłem nieprzekonany.
- Proszę daj mi chociaż spróbować - jęknęła błagalnie.
Westchnąłem ciężko delikatnie kręcąc głową. W sumie wzrostem prawie mi dorównuje, ale siłą i wytrzymałością, raczej nie. Mocno zwolnię tempa, aby mogła być minimum chociaż siedem metrów za mną.
- Niech cię będzie, ale streszczaj się, zaraz słońce zajdzie.
- Ale ty przecież się chyba nie boisz?
Nie miałem ochoty odpowiadać, przecież to pytanie jest zupełnie bez sensu. Ja się nigdy nie boję, ale dbam o innych bezpieczeństwo i jestem ostrożny. Mama mówi, że nawet aż za bardzo ostrożny.

<Rippi? Tobi już jest prawię dorosły, pamiętaj o tym i myśli inaczej niż szczeniak> 

Uwagi: brak

poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Midnight'a "Dołączenie?!" cz.3 (cd. Suzanna lub Kiiyuko)

Co miałem zrobić? Wróciłem do starej watahy, która wzbogacała się beze mnie. No i jeszcze Shaylin odeszła. No ale Yusuf chociaż jest, więc jest z kim pogadać. Ogólnie nie odebrałem jeszcze broni, ale to szczegół. Większość jest w mojej jaskini. Pobiegłem nad wodospad gdzie zauważyłem tego szarego wilka, który rzucał kamieniami. Zacząłem się okropnie śmiać. On popatrzył się na mnie i powiedział:
- Witaj w domu! - odpowiedział żartobliwym tonem.
- No chyba... - powiedziałem niepewnym głosem.
- A co się stało? - spytał.
- Widziałeś Shaylin? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Nieco go zdziwiło, ale co tam.
- No nie... - odpowiedział jakoś niepewnie - A co się stało? - spytał po raz kolejny.
Jednak ja nie chciałem go już słuchać. Miałem już wszystkich dość. Shaylin mnie opuściła - taka jest prawda. Wyrwałem się do lotu i odleciałem w siną dal. Nie mógł mnie dogonić, bo nie miał skrzydeł. Tym lepiej.
Leciałem gdzie skrzydła mnie poniosą. W gardle czułem ogromną gulę. Musiałem ją gdzieś wypłakać. Przecież nie mogę pokazywać jakim mięczakiem jestem. Pierwsze co mi wpadło do głowy to Mroczny Las. Tam nikt nie będzie mi przeszkadzał. Tak więc tam się udałem. Byłem bardzo od niego oddalony, lecz nie czułem zmęczenia. Po chwili rozpacz zamieniła się w totalną złość. Miałem ochotę wszystkich pozabijać winiąc ich za nią. Jednak było to chwilowe, bo gdy zjawiłem się w Mrocznym Lesie nie miałem na nikim się wyżyć.
Siadłem na najbliższym drzewie. Płakałem, nie wstydzę się tego. Robiłem to co mogło wyrzucić ze mnie tą rozpacz. Robiłem to sekundy, minuty, a może nawet godziny sugerując się słońcem. Jednak uczucie minęło z dziwnym akcentem. Coś świeciło na gałęzi tak okropnie jak oko demona. Jednak podniosłem się z ziemi, na której nie było niczego. Nawet trawy. Podszedłem po cichu i sięgnąłem po przedmiot. Był to taki pierścień z czarnym kamieniem w środku. Był ładny, a zarazem tajemniczy i ujęty klątwą. Jednak założyłem go, ponieważ i tak było mi to wszystko obojętne. Pierwsze wrażenie? Zwykły pierścionek.
Dziwiąc się tym pierścieniem nie usłyszałem jak jakieś kreatury podchodziły do mnie. Machnąłem nim tak dla zabawy, no i się zaczęło.
- Ja go zabije i zjem mózg - powiedział jeden głośnym szeptem.
- A dlaczego niby ty?! - oburzył się drugi.
- Bo jestem od ciebie lepszy! - powiedział wkurzony - Ty nawet mrówki byś nie zabił!
- Ta?! to ciebie ZABIJE I ZJEM Z WIELKĄ CHĘCIĄ! - krzyknął i rzucił się na pierwszego. Nie zauważyli, że ja już oddalałem się od nich z ogromnym zdziwieniem. Co mogło się stać? Ten temat nie dawał mi spokoju.
Byłem już na "normalnych" terenach naszej watahy. Wczoraj była koronacja Suzanny na Alfę. Nawet dobrze. Może będą nowe rzeczy. Nie lubię zmian, ale niektóre czasami są fajne. Postanowiłem również spytać się jej co to za pierścień. Tylko nie wiedziałem co może się stać.
Gdy byłem już koło ich jaskini jakoś zaswędziła mi się łapa, więc podrapałem się tą łapą na której miałem pierścień. 
- Dlaczego zdjęłaś naszyjnik? - usłyszałem lekko podniesiony głos Kiiyuko.
- Przeszkadzał mi - powiedziała zdenerwowana Suzanna - i dlaczego jest taki ciężki?! - wkurzyła się.
- A diament to piórko?! - zaczęli już ogólnie krzyczeć na siebie. 
-Co cię tutaj sprowadza? - powiedziała Kiiyuko, która nagle popatrzyła się na moją łapę, gdzie miałem pierścień - Z TYM?!.
- Eee... nic... - nie wiedziałem o co jej chodzi.
- Skąd to masz? - pokazała na mój pierścień Kiiyuko.
- No… z Mrocznego Lasu... - nie wiedziałem o co chodzi.
- Widziałem to kiedyś… - pomyślałem.
- To było jakiejś książce - dopowiedziała Suzanna.
- Ja wam powiem co to jest! - powiedziała donośnym tonem "emerytowana" Alfa Kiiyuko.
- Wiem co to! - oznajmiła.
- To pierścień Niezgody! - krzyknęła "nowa" Alfa trzymając otwierając książkę na jakiejś stronie.
- A dokładniej co to jest? - spytałem ciągle nie wiedząc o co im chodzi.
<Kiiyuko albo Suzanna jak chcecie xd?>

Uwagi: Zapominasz o przecinkach. Unikaj powtórzeń wyrazów. "Niepewnie", "nieco" piszemy razem. Mroczny Las to miejsce, więc nazwę piszemy z wielkiej litery. Nie "podeszłem" tylko "podszedłem". Cudzysłowia nie tworzymy z przecinków!