Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

PRIMA APRILIS

Po raz kolejny udało nam się Was nabrać. Szczególne pozdrowienia dla Lind. :D
Żeby nie zaśmiecać strony głównej wszystkie opowiadania (oczywiście niekanoniczne! Wszyscy przeżyli, mają się dobrze, a to nigdy się nie wydarzyło) zostaną przerzucone tutaj, żeby zostało dla potomnych i żeby może ktoś się pośmiał. Za każde opowiadanie zostaje właścicielom postaci przydzielone po 5 pkt., aby mógł je oddać dowolnie wybranym przez siebie jego postaciom (choćby z uwagi na to, że przykładowo Astrid czy Yuki już nie otrzymują punktów).
Dzięki za świetną zabawę!

Cz. 1, Yuki
Coś się zmieniło. Co? Nie byłam pewna aż do samego końca. Urwał mi się film, a ocknęłam się dopiero stojąc nad zakrwawionymi zwłokami. Czyimi? Nie umiałam rozpoznać. To chyba jakiś wilk z Watahy Czarnego Kruka. Uświadomiłam sobie, że coś ciążyło w moich ludzkich rękach. Zerknęłam co to takiego.
Piła mechaniczna. Skąd wiedziałam jak to się nazywa? Nie miałam bladego pojęcia. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek Joel mi o tym wspominał.
Wycofałam się od zwłok o kilka kroków. Obiecywałam sobie już tego nigdy nie robić. Dlaczego teraz złamałam obietnicę nałożoną przeze mnie na samą siebie? Co ważniejsze - dlaczego nawet tego nie pamiętam? Nie czułam wyrzutów sumienia. Chyba mnie ponownie znienawidzą. Obawiałam się chyba tylko wygnania i zerwania kontaktu z Joelem. Nie mogłam do tego dopuścić.
Odwróciłam się i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że ktoś za mną stoi.

Cz. 2, Lind
Ściskając książki w ludzkich dłoniach, brnęłam przez przerośnięte chwasty. Coraz lepiej sobie radziłam z tą dziwaczną formą i obsługą długich nóg. Jednakże to chodzenie na tylko dwóch kończynach szybko mnie męczyło, więc wyjątkowo postanowiłam spróbować skrócić sobie drogę do jaskiń. 
Przypadek. Wystarczyła jedna decyzja, bym nie zobaczyła tego, co czekało mnie na polanie. 
Napotkałam tam jakąś kobietę o kruczoczarnych włosach. Stała odwrócona do mnie tyłem. Z początku chciałam spytać ją o imię, lecz po wykonaniu dwóch kroków naprzód, zamarłam. Dopiero wtedy dostrzegłam leżącego przed nią trupa. Był to wilk... Zdałam sobie sprawę, że widziałam tego samca na polowaniu, był jednym z atakujących. Więc należał do watahy. Należał, zanim... został... rozszarpany. 
Kobieta schyliła nieco głowę, by spojrzeć na zwłoki, potem na dziwną skrzynię, którą trzymała. Po chwili zaczęła się wycofywać. Tymczasem ja nadal stałam tuż za nią. Miałam wielką ochotę uciec jak najdalej stąd, lecz moje dwie tyczkowate nogi odmówiły posłuszeństwa. Zupełnie jakby nagle przyrosły do ziemi. Wtem umazana krwią kobieta odwróciła się. Spojrzała mi prosto w oczy. Gdybym była wilkiem, przyjęłabym pozycję obronną, ale nadal pozostawałam w formie ludzkiej. Jak wygląda pozycja obronna człowieka?! 
Książki wyślizgnęły mi się z dłoni. Cokolwiek ta wariatka teraz zrobi... nie pozwolę się zarżnąć bez walki. Coś wymyślę. Coś wymyślę... 
Niestety zmiana zwrotna nie wchodziła w grę. Jeśli spróbuję wrócić do mojej prawidłowej formy, przez pierwsze minuty będę skołowana, obolała i prawie zupełnie bezbronna. Z pewnością nie miałam tyle czasu.

Cz. 3, Cess
W wyniku znudzenia, wiążącego się z ciągłym przesiadywaniem w jaskini, postanowiłam przejść się na spacer, od razu gdy przestanie lać. Wychodząc z jaskini skierowałam się szybko w stronę polany. Byłam pewna, że jeśli ktoś mnie zobaczy, będę miała kłopoty. Chciałam uniknąć kontaktu z jakimkolwiek wilkiem. Po prostu szłam rozprostować swoje kości i poćwiczyć panowanie nad wodą, ponieważ większe pole do popisu miałam właśnie na otwartej przestrzeni. Ciasna jaskinia nie była najlepszym miejscem dla pobudzonego wilka. 
Jednak ktoś mnie uprzedził. W docelowym miejscu znajdowały się dwie, dziwne postacie stojące na tylnych łapach. Byli to ludzie. Te kreatury bez sierści stały wpatrzone w siebie, nie zwracając chwilowo uwagi, na wszystko to, co działo się dookoła. Wykorzystałam ten fakt i zbliżyłam się do nich. Poczułam metaliczny zapach krwi, a widok jaki zastałam zmroził mnie. Przed owymi osobami leżał martwy, rozszarpany wilk. 
Zaczęłam warczeć. Nie mogłam pozwolić, by ludzie zaczęli mordować wilki z naszej watahy. Nas. Szczególnie w tak brutalny sposób. Narzędziem, które w łapach trzymał jeden z nich. 
Istoty spojrzały się na mnie zdziwione, lecz nie ujrzałam przerażenia w ich oczach. Zaniepokoiło mnie to, lecz nie ucichłam. Nie miałam takiego zamiaru. Byłam gotowa w każdym momencie bronić się przed nimi. Bronić swoich przyjaciół. Z pewnością dałabym radę tej dwójce.

Cz. 4, Hitam
Pioruny zaczęły groźnie trzaskać z nieba. Wybiegłem z jaskini, mając jakieś dziwne i niezbyt dobre przeczucia. Zrobiłem to tak gwałtownie, że omal nie spadłem z urwiska, co zmusiło mnie do spojrzenia w dół, na polanę, na której... leżały zakrwawione zwłoki. Nad nimi czaiła się Yuki z piłą mechaniczną w rękach. Wiedziałem jak wygląda w formie ludzkiej chyba tylko dlatego, że już wcześniej mi ją przedstawiono w tej postaci. Czując narastający gniew rzuciłem się w dół i rozłożyłem skrzydła. Zataczając koła w powietrzu niczym sęp, powoli zbliżałem się do celu. 
Lądowanie było gładkie, co wcale nie oznacza, że jednocześnie spokojne.
- Precz! Nie pozwolę na mordowanie niewinnych wilków z naszej watahy! - ryknąłem, a kobieta przeniosła wzrok to na mnie, to na Cess, która musiała się tu pojawić również przed chwilą. Wtedy szarpnięta nagłymi drgawkami została zmuszona do wywrócenia oczami, nachylenia się i w chaotyczny sposób poruszania palcami. Napiąłem mięśnie, nie wiedząc czego mam się spodziewać. Zaraz potem wrzasnęła nie swoim głosem:
- WYNOŚCIE SIĘ Z MOJEGO DOMU! TO MÓJ TEREN!

Cz. 5, Cess
Gdy zjawił się Hitam, wszystko potoczyło się dziwnie. Osoba z zakrwawionym, zapewne ostrym przedmiotem krzyknęła agresywnie: 
- WYNOŚCIE SIĘ Z MOJEGO DOMU! TO MÓJ TEREN! 
Odskoczyłam, trącając drugiego człowieka, który był tak samo zdezorientowany jak ja. Nie budził on we mnie takiego przerażenia, jak w tej chwili ten z czarnymi włosami. Zdziwił mnie też fakt, że zrozumiałam te słowa, choć z ludźmi mam styczność po raz pierwszy. Niepewnie spojrzałam na Hitama, oczekując wyjaśnień, choć i tak domyślałam się, że on też nie ma pojęcia. Czy ludzie zawsze się tak zachowują, czy to czysty przypadek?
- To Yuko! - krzyknął po chwili, widząc moje zakłopotanie. Otworzyłam szerzej oczy. W życiu nie przypuszczałabym, że to ona. Nie wiedziałam nawet, że potrafi zmieniać się w człowieka. Nie bardzo wiedziałam, co teraz zrobić. W końcu jak mamy powstrzymać wściekłą waderę w amoku, szczególnie, że prawdopodobnie nic, ale to nic nie pamiętała. Nie poznała naszych pysków, a polane uznała jako swój dom. Czy wariactwo to skutek uboczny przemiany? A może napiła się niebieskiej wody? Skąd w ogóle wzięła ludzką broń?! Już moje tornado było mniej śmiercionośne…

Cz. 6, Asgrim
Tamten dzień miał być zwyczajny. Obudziłem się jak zwykle we własnej jaskini, jednak obok mnie nie było mojej partnerki. Zaniepokojony wstałem i otrzepałem się. Rozejrzałem się po jaskini, jednak ta była pusta. Wszystkie moje rzeczy stały zebrane w jednym miejscu.
Zmrużyłem oczy i podszedłem do nich. Wtedy usłyszałem czyjeś kroki. Odskoczyłem i zobaczyłem, że do groty wchodzą dwie kobiety. Trzymały się za dłonie.
- To koniec - powiedziała niższa. Nagle rozpoznałem w niej moją partnerkę, która miała na imię Torance. Z nią była nasza przyjaciółka Edel.
- Co? Jak to koniec? - spytałem.
- Zrywam z tobą. Zdradzałam cię z Edel i postanowiłam w końcu zakończyć ten bezsensowny związek. Zabierz swoje rzeczy i nie wracaj - uśmiechnęła się słodko.
- Nie chcemy cię widzieć - dodała E. Jej twarz była wygięta w wesołym uśmiechu.
Cały świat zawalił mi się na głowę. Pochwyciłem mój miecz świetlny i zamieniwszy się w człowieka zacząłem nim machać na wszystkie strony. Wadery się mnie wystraszyły i uciekły. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, też wyszedłem.
Na pewnej polanie zauważyłem sylwetki dwóch kobiet (ale nie Edel i Tori, bo je spotkałem wcześniej jak się całowały w krzakach) i dwóch wilków. Jedna dziewczyna była bardzo wysoka i miała piłę mechaniczną. Reszta wydawała się być przerażona. Postanowiłem, że z nimi porozmawiam, bo nie miałem przyjaciół i powinienem zdobyć jakichś nowych.
- Hej. Co u was? - spytałem, od niechcenia machając moim mieczem.
- MILCZ I ODEJDŹ Z MOICH TERENÓW - odpowiedziała mi Yuki. 
Poczułem się urażony, więc rzuciłem się na nią i spróbowałem przeciąć jej piłę moim super mieczem. Nie udało mi się. Jej piła była niezniszczalna.
Głośny warkot zwiastował, że ją włączyła. Odskoczyłem, obawiając się najgorszego.
- Zróbcie coś! - zawołałem, chowając się za Cess.

Cz. 7, Suzanna
To co odkryłam rano sprawiło, że nie mogłam się bardzo długo otrząsnąć z szoku. Tylko chodziłam w kółko i spełniałam "na odwal" swoje codzienne obowiązki. Stale myślałam tylko o jednym - gdzie podział się Hitam? Nawet nie wiedziałam od czego zacząć. Bywał w tylu nietypowych miejscach i sytuacjach, że sama czasem się dziwiłam, jak do tego doszło. Na przykład wtedy kiedy zaklinował się między gałęziami. Albo wtedy, kiedy zobaczyłam go zakopanego aż po samą brodę w ziemi. Lub wtedy, kiedy służył za most jakimś wilkom. Czasem naprawdę uważałam, że bywa ZBYT miły i ZBYT wyrozumiały.
Tym razem jednak zastałam go w towarzystwie kilku wader i Asgrima, który próbował przekroić mieczem świetlnym piłę łańcuchową Yuko. Przyspieszyłam kroku, który zmienił się w galop w momencie, gdy rozpoczęła się walka. Asgrim wymachiwał swoim mieczem, ale na niewiele się to zdawało. Piła łańcuchowa była niezniszczalna i najwyraźniej tak samo lekka i poręczna jak jego broń. Lind tylko skakała w jedną i drugą stronę, jednocześnie głośno piszcząc, a na końcu, po obcięciu jej końcówki ogona, całkiem zbiegła. Cess na początku próbowała kłapnąć zębami i przegryźć piłę, ale kiedy niemal trafiła pyskiem w miecz świetlny zrezygnowała z tego pomysłu i się wycofała.
To wszystko mnie jednak kompletnie nie interesowało.
- Hitam! Już wiem czemu nie możemy mieć dzieci! Czytałam taką książkę i wychodzi na to, że jestem chłopcem!
Wszyscy zebrani zastygli w bezruchu, wbijając we mnie spojrzenie.
- Czyli... czyli ja jestem dziewczynką? - zapytał z przerażeniem Hitam.
- Na to wygląda - odparłam z podobnym strachem. Yuko strzeliła soczystego facepalma.

Cz. 8, Astrid
Obudziłam się, czując na sobie ciepłe promienie słoneczne. Gdy tylko otworzyłam oczy, zauważyłam, że przede mną stoi jakaś postać. Początkowo nie mogłam jej rozpoznać, jednak po chwili wspomnienia wróciły. 
Przede mną stała Vestar.
- Co się stało? - spytałam.
- Wskrzesiłam cię - odpowiedziała z typową dla niej kamienną miną.
- Jak to wskrzesiłaś? Przecież ja tylko spałam!
Nic z tego nie rozumiałam.
- Tak, spałaś przez trzy lata - wywróciła oczami moja siostra. - Umarłaś, a ja znalazłam twoje zwłoki. Nauczyłam się ożywiać i tak właśnie żyjesz. Możesz w końcu wrócić do domu. Jesteś zdrowa.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Jak to byłam martwa przez taki długi czas? To było niemożliwe! A jednak coś kazało mi wierzyć słowom wilczycy.
Przytuliłam ją mocno i podziękowałam jej. Z moich oczu płynęły łzy. Vestar też się popłakała, ale udawała, że wcale ją nie obchodziłam. Typowe.
Roześmiałam się i pobiegłam do domu, do mojej watahy i - przede wszystkim - do mojej rodziny.

Tereny wyglądały inaczej. Rośliny były wielkie, ziemie zdawały się błyszczeć. Wszystko było dziwne.
Od razu wbiegłam do jaskini, którą zamieszkiwał mój partner. Szczęśliwie w środku była też Navri (która wyrosła na piękną, białą wilczycę).
- Wróciłam! - obwieściłam, jakby któreś z nich nie zauważyło.
- Mamo?
- As?
Powiedzieli równocześnie i mocno mnie przytulili, przez co się wzruszyłam. Tak bardzo za nimi tęskniłam!
- Navri, muszę ci coś powiedzieć - rzekłam, gdy mnie puścili - Jesteś córką listonosza.
- Co?! - zawołał Dante - Zdradziłaś mnie?!
Uderzyłam łapą o swój pysk.
- Dante, zepsułeś żart. TY jesteś listonoszem - powiedziałam, wywracając oczami.
- A no tak, faktycznie. Przepraszam. Navri, jesteś córką listonosza.
- Co!?
- No.
Nie odpowiedziała od razu. Gdy w końcu się odezwała jej głos był obojętny. Widocznie jej to nie obchodziło. Szkoda.
- Aha, ok. Muszę już iść, bo zaraz zacznie się moja rand... spotkanie biznesowe. Pa.
I wyszła. Stwierdziłam, że nie ma co czekać i pocałowałam mocno mojego partnera. Odpowiedział mi tym samym.
- Tęskniłam - wyszeptałam wprost do jego ucha.
- Ja też - odpowiedział.
Postanowiliśmy wyjść na spacer i wtedy zobaczyliśmy jak kilkoro ludzi i wilków naparzało się na polanie.
- Cześć! Jestem As! - zawołałam, nie zważając, że rozmawiali i walczyli. Wilki odwróciły się w naszą stronę.
- Hej, piękna. Przykro mi to mówić, ale nie możesz być As, bo ja jestem As - odpowiedział jakiś wilk, którego futro przypominało kolorem cynamon. Lubiłam cynamon.
- Mhm - mruknęłam - Mam chłopaka. Cześć - powiedziałam i odeszłam kawałek dalej. Dante podążył za mną.
Usiedliśmy i udawaliśmy, że oglądamy rozgrywające się przed nami sceny. W rzeczywistości się jednak mizialiśmy.

Cz. 9, Kai
Słyszałem jakieś wrzaski dobiegające z dołu. Jako prawdziwy, rodowity Amerykaniec postanowiłem wydobyć karabin spod kamiennej poduchy i ruszyć na pogoń za nieznośną młodzieżą niszczącą moje pole. Założyłem swoją starą farmerską czapeczkę, włożyłem źdźbło trawy do ust i dopiero to aktywowało moją magiczną przemianę (niczym Sailor Moon, wiecie) do formy ludzkiej. Oczywiście w zniszczonej flanelowej koszuli, brudnych ogrodniczkach i jakichś bliżej nieokreślonych buciorach ubrudzonych obornikiem.
W takim outficie wyruszyłem na bój. Strzeliłem kilka razy z góry, choć wiedziałem, że nie trafię. Nie chciało mi się biec na dół, więc się teleportowałem, choć tego nie umiem. O dziwo pociski teleportowały się razem ze mną, chwilowo zatrzymując się w powietrzu, zupełnie jak robił to Neo w Matrixie. Wtedy ruszyły dalej i przestrzeliły w kilku miejscach Yuko. To zapewniło ciszę na moim polu, ale i tak nie było mi dość. Nakierowałem strzelbę na cudaczną rekino-wilczycę.
- Wynocha się z mojej ziemi!

Cz. 10, Cess
Kolejna dwunożna kreatura pojawiła się na polanie. Wycelowała z czegoś długiego we mnie i krzyknęła, abym się wynosiła. 
- Ta przemiana wam szkody, szczury bez sierści! - zakrzyknęłam, ruszając w stronę starszego osobnika ludzkiego gatunku. Jednym szybkim susem zwinęłam z jego łba czapkę i zaczęłam uciekać z nią w zębach. Starałam unikać się świecidełka Asa oraz tego, co Yuko miała w łapach. 
Wkurzyłam się i polałam na wszystkich niebieską wodą, i zrobiłam takie jakby Water Party. W tle zaczęła lecieć muzyczka. Alfy wymyślały imiona dzieci, które nie mogą się narodzić, a jakaś para miziała się w oddali ( o co Hitam i Suzanna byli zazdrośni ). 
Założyłam śmieszną czapkę i zaczęłam śpiewać w zupełnie innym języku, którego nasłuchałam się na wschodzie.
- люблю колбаса молоко шапка a сыр - był to słowotok zupełnie nie mający sensu. 

Cz. 11, Suzanna
Fala wody sprawiła, że nie tylko gdzieś wymiotło zwłoki Yuki i czyjeś ciało, ale i również mojego ukochanego... czy raczej ukochaną. Krzyknęłam zrozpaczona, machając moimi tiny łapkami, choć na niewiele się to zdało. Ledwie kątem oka zobaczyłam, że proch w strzelbie Kai'ego się zamoczył, dzięki czemu nie może już strzelać. Skupiłam się na poszukiwaniach Hitama. Zaczęłam biegać w tą i z powrotem, wykrzykując jego imię. W pewnej chwili odważyłam się nawet podbiec do Dante i jakiejś niebieskiej wadery mu towarzyszącej, ale nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Byli zbyt zajęci zjadaniem siebie nawzajem. Nawet nagły zalew wody nie zrobił na nich wrażenia.
Po raz kolejny się rozejrzałam i dopiero wówczas wypatrzyłam nieruchomą sylwetkę Hitama. Zdesperowana podbiegłam i po raz kolejny krzyknęłam jego imię, choć to bez sensu. Niczym bohaterowie w anime. Zrobiłam tak jeszcze z 10 razy dla lepszego wrażenia, a dopiero później zaczęłam opłakiwać jego śmierć.
- Pewnie przejadł się soku z gumijagód - oświadczył Kai opierając się na swojej strzelbie.

piątek, 29 marca 2019

Od Lind "Skupienie" cz. 2

Marzec 2023
- Ani myślę - Odmieniec potrząsnął głową.
- W takim razie mogę wymyślić coś za ciebie - oznajmiłam, uśmiechając się szeroko. - Może... "Jasnowłosa"? - znów miałam ochotę parsknąć śmiechem jak wariatka.
Ting pokręcił głową, mrużąc oczy. Nie podzielał mojego szalonego entuzjazmu, ale nie wracał w swój ulubiony kąt jaskini. Zmiana formy była na tyle niecodziennym zjawiskiem, by dalej siedział obok "ludzkiej Lind".
Znów zaczęłam oglądać swoje długie kciuki człowieka. Zginały się w tylko jednym miejscu, a mimo tego sprawiały, że uchwyt był tysiąc razy mocniejszy. Zaczęłam przebierać palcami. Parę razy zacisnęłam i rozluźniłam pięści, obracając dłońmi. Dziwnie było nagle mieć absolutną kontrolę nad czymś takim.
- W jednej książce pewną księżniczkę nazywano "Jasnowłosą" - mruknął Ting, patrząc na jasne kosmyki opadające mi na ramiona.
- Mówisz? - zmrużyłam oczy i zbliżyłam palce do oczu.
Ludzkie pazury przypominały coś na kształt pojedynczych łusek. Może ma to jakieś konkretne zastosowanie? Zanim zdążyłam się nad tym zastanowić, poczułam, że czyjaś łapa pociągnęła mnie za włosy.
- Hej, co ty robisz?! - spytałam Odmieńca, który był sprawcą bólu.
- Są straszliwie gładkie... - usłyszałam.
- Nie da się zaprzeczyć - odparłam sucho i wyrwałam się z uchwytu szponów.
Poprawiłam narzutę, którą się okrywałam. Chłód nocy znów zaczynał mi doskwierać. To, czym się owinęłam, z pewnością nie wystarczy na dłuższą metę. Rozumiem, że ludzie mogli stracić część futra, w końcu niektórzy żyją w gorącym klimacie, ale skąd pomysł, żeby całe? Jeśli chcę się zmieniać częściej, powinnam znaleźć jakieś porządne ubrania. Pozostawało tylko pytanie skąd je wziąć. Odpowiedź zawitała w mojej głowie naprawdę szybko:
Na początek pożyczę coś od innego wilka zmieniającego się w człowieka. A później... E tam, będzie czas żeby myśleć o "później".
Spojrzałam w stronę ulewy na zewnątrz. Najchętniej wybrałabym się do kogoś jeszcze tej nocy, ale nie było to możliwe. Nabrałam w płuca nieco wilgotno-słodkiego powietrza. Zdałam sobie sprawę, że nadal dziwnie się czułam, pozbawiona wyostrzonych, wilczych zmysłów. Byłam trochę jak oszołomione szczenię we mgle. Ledwo rozróżniałam zapach Tinga od swojego, ledwo rozpoznawałam kształty przedmiotów znajdujących się w mojej jaskini. A co do zmysłu słuchu... odnosiłam wrażenie, że prawie ogłuchłam. Odnalazłam dłonią swoje ludzkie uszy. Z jakiegoś powodu były zlokalizowane nie u góry głowy, a po bokach. Do tego miały zupełnie okrągłe czubki. Co jeszcze ciekawsze, prawie nie mogłam nimi poruszyć.
Następnie dotknęłam płaskiej, ludzkiej twarzy. Za jej linię wystawał nie za wielki, trójkątny nos. Był zimny i zupełnie suchy. Przejechałam palcami po delikatnych policzkach. Poczułam pod opuszkami niezwykle delikatną pozostałość po sierści. Postanowiłam spróbować dotknąć językiem zębów. Wiedziałam, iż będą tępe, ale nie oczekiwałam, że aż tak! 
Teraz już rozumiem dlaczego ludzie nie potrafią ugryźć surowego mięsa. Zawsze muszą je upiec... Hmph... To by znaczyło, że są zależni od żywiołu, nad którym nie panują w pełni. To trochę żałosne.
Odgarnęłam zasłaniające mi pole widzenia włosy i zajęłam się po raz kolejny oglądaniem długich nóg. Chyba najwyższy czas je wykorzystać i wstać. Położyłam obie stopy na zimnym podłożu i opierając plecy o ścianę jaskini, spróbowałam wyprostować kolana. Nie przyniosło to niestety oczekiwanych efektów, głównie dlatego, że poślizgnęłam się i wylądowałam twardo na ziemi. Zamruczałam niezadowolona i spróbowałam jeszcze raz; tak samo. Poszło odrobinę lepiej, ale kiedy byłam w połowie drogi do stania prosto, straciłam równowagę i ponownie wróciłam do punktu wyjścia. Zmarszczyłam czoło i wypuściłam głośno powietrze.
- Pomóc ci, Pierzasta? - spytał Ting, nadal obserwujący sytuację. - W takim tempie nie wstaniesz do jutra.
- Dam sobie radę - rzuciłam w odpowiedzi.
- Nie dasz sobie rady - odparł.
Nie odpowiedziałam mu nic więcej. Złapałam się po raz kolejny ściany, gotowa na kolejną próbę. Odmieniec podszedł bliżej i wyciągnął w moją stronę łapę.
- Złap się lepiej mnie.
- Mówiłam, że nie potrzebuje pomocy - oznajmiłam niezbyt miłym tonem. Czułam się urażona przez jego zachowanie.
- Potrzebujesz - mruknął Strażnik Wichury z naciskiem. - No już, Pierzasta! - potrząsnął lekko uniesioną łapą.
Spojrzałam niechętnie na jego "dłoń". Po sekundzie zdecydowałam się jednak przyjąć pomoc, byleby mieć to już z głowy. Oplotłam palce wokół "ręki" Odmieńca.
- Teraz trochę cię pociągnę do góry, a ty wyprostujesz się na nogach. Musisz zrobić to płynnym, energicznym ruchem. Nie opieraj się o ścianę - poinstruował.
- Jak to zrobić? - nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić, o czym mówi.
- Po prostu kucnij - Ting zaprezentował, jaką pozę powinnam przyjąć zanim wstanę. Uginając kolana zbliżył tułów do ziemi, jak robił to już często.
Nadal trzymając się łapy mojego towarzysza, zrobiłam, co kazał. Była to o wiele stabilniejsza poza wyjściowa.
- A teraz wyprostuj kolana - pociągnął mnie za rękę do góry, na tyle, na ile pozwalał mu jego wzrost.
Wystrzeliłam do góry. Nie minęła sekunda, a już stałam na prostych nogach. Nagle podłoże było tak daleko, a wszytko na nim znacznie mniejsze. Szczególnie Ting. Zakręciło mi się w głowie, ale jakimś cudem nie upadłam. Wyszczerzyłam tępe, ludzkie zęby w uśmiechu. Fala euforii powróciła. Tymczasem Odmieniec skrzyżował ręce na piersi i odsunął się kilka kroków, patrząc na mnie z uznaniem.
Wtedy znów przypomniałam sobie o zimnie, które teraz sięgnęło moich nóg. Jak stałam prosto, narzuta nie zasłaniała nawet kolan. Szczególnie marzły mi stopy, dodatkowo okradane z ciepła przez skalne podłoże. Przeszło mi przez myśl, iż może już czas wrócić do formy wilczej. Postanowiłam, że najpierw spróbuję ruszyć się z miejsca na tych długich nogach i dopiero wówczas pomyślę o zmianie zwrotnej. Nie zastanawiając się, czy aby na pewno to działa tak samo, jak chód wilka, spróbowałam wykonać krok. Niestety, nie miałam jeszcze dość wprawy w odpowiednim rozkładaniu ciężaru ciała na dwie nogi. Niechybnie uderzyłabym twarzą o skałę, gdyby mój towarzysz w porę nie zareagował. Znany ze swojego nadnaturalnego refleksu, doskoczył do mnie i podtrzymał, chwytając za ramiona. Byłam całkiem zdziwiona, że mojej skóry nie rozciął nawet jeden szpon Odmieńca.
- Ugh, Pierzasta w tej formie jesteś co najmniej dwa razy cięższa - rzucił.
- Chyba trochę przesadzasz - odparłam obruszona, niezgrabnie siadając na ziemi.
- Nie ma za co tak w ogóle - dodał Ting. - Właśnie uratowałem twój ludzki nos przed złamaniem.
- Co? Nie może być aż tak kruchy... - dotknęłam swojej twarzy.
- Ludzie często się łamią - westchnął Odmieniec. - Ale zwykle nie podczas pierwszych prób chodzenia.
- Przypominam, że ja nie jestem człowiekiem - oznajmiłam, marszcząc brwi. - Wilkołakiem z resztą też nie... 
Wilkołaki... Podobno moja przyszywana rodzina to wilkołaki. A jednak pomimo tego nigdy nie widziałam żadnego z nich w formie ludzkiej... Ciekawe dlaczego.

<C.D.N.>

Uwagi: brak daty.

poniedziałek, 25 marca 2019

Od Magnusa "Niepokój" cz. 5 (C.D. Cess)

Sierpień 2022 r.
Bezzwłocznie wyruszyliśmy na poszukiwanie schronienia. Dreptałem niepewnie tuż przy ścianie, za Cess, co jakiś czas przystając, by się otrzepać, ale nawet pomimo to moje futro stopniowo nasiąkało wodą. Ściana deszczu gęstniała coraz bardziej. Jednak szczęście uśmiechnęło się do nas tym razem – dość szybko znaleźliśmy odpowiednio duże wgłębienie w skale. 
W końcu mogłem porządnie osuszyć futro. Westchnąłem z ulgą, powoli przyzwyczajając wzrok do zmiany oświetlenia. Odwróciłem się, by rozejrzeć się po naszej tymczasowej kryjówce.
Z początku wszystko było na swoim miejscu. Ciemność pozostawała ciemnością, cztery kąty jaskini tkwiły cierpliwie na swoich miejscach. Jednak już po chwili z mroku wyłonił się długi, wilczy pysk, szaro-zielone oczy i szeroka, pokryta krótkim, złotorudym futrem pierś. Długie, potężne łapy napięły się z jakiegoś powodu, lewa cofnęła się z cichym szurnięciem. Podniosłem wzrok na ten dziwny pysk, rozciągający się w bardzo niezręcznym uśmiechu. Elementy układanki powoli składały się w spójną całość, obraz który miałem przed sobą wypełniał się realizmem. Przez chwilę wpatrywałem się w rozszerzone źrenice basiora, powoli zagarniając rozumem rzeczywistość.
Obaj jednocześnie wrzasnęliśmy.
Cess akurat spokojnie otrzepywała się z wody. Gwałtownie odwróciła łeb i również zaczęła krzyczeć. Panicznie zebrała wodę z niewielkich kałuży, powstałych na posadzce jaskini i przybrała obronną postawę.
– Kim jesteś?! – ryknęła.
Nie zabrzmiało to jak miłe podziękowanie.
Odskoczyłem i niezdarnie się cofnąłem, wlepiając paniczne spojrzenie w obcego. Rudy próbował nawiać, ale potknął się o własne łapy i upadł jak długi.
– Nikim! Jestem nikim! – wykrzyknął, usiłując wstać. – Do zobaczenia kiedy nigdziej!
Na wszystkie świętości, ten głos...
Cess skoczyła ku wyjściu i zagrodziła je długością całego swojego ciała, co, biorąc pod uwagę jej ogon i niski strop, zupełnie uniemożliwiło rudemu ucieczkę.
– Nigdzie nie idziesz! – warknęła na niego, szczerząc kły.
Basior przerastał Cess co najmniej dwukrotnie. Gdyby chciał, po prostu by ją odsunął, ale unosząca się po jej prawicy struga wody chyba go zniechęciła. Cofnął się z głupawym uśmiechem.
– Teraz ładnie się wytłumacz, ze wszystkiego! – wadera spojrzała na rudego pewnie, z tryumfem siadając u wylotu jaskini.
– To znaczy z czego? Eee, ja tylko przejazdem. Wypuść mnie, a już nigdy się nie zobaczymy! – odparł wilk. 
– Zacznijmy może od gryfa, chcę wiedzieć co między wami zaszło i czemu nas zaatakował – Cess zmierzyła go wzrokiem.
Myśli kłębiły się w mojej głowie tak gęsto i chaotycznie, że nie byłem w stanie uchwycić ani jednej. Rozgrywająca się przede mną scena zdawała się toczyć w innym, odległym świecie, który ja, bezcielesny duch, tylko obserwowałem.
Dopadły mnie straszne zawroty głowy, ledwo utrzymałem się na łapach. Starając się opanować narastające mdłości, podświadomie skupiłem się na najoczywistszych rzeczach w swoim otoczeniu i nakazie, myśli wypisanej neonowymi literami w moim umyśle, że muszę opanować to nowe, nieznane uczucie. Albo zaraz wpadnę w panikę.
– Jakiego gryfa?
– Nie wkurzaj mnie! – syknęła groźnie. – To, że jesteś ode mnie większy nie oznacza, że nie będę śmiała cię zaatakować!
Przez dłuższą chwilę basior milczał.
– Okej – wyrzucił przez zaciśnięte w uśmiechu zęby.
– Więc jak będzie? – zniecierpliwiona patrzyła mu prosto w ślepia. – Masz zamiar współpracować?
Basior znowu zrobił przerwę, jeszcze bardziej wykrzywiając pysk.
– Nie.
– Dlaczego? – warknęła Cess przez zęby, chyba powoli tracąc cierpliwość – Magnus, powiedz mu coś no... – spojrzała na mnie błagalnie.
W mojej głowie nagle zapanowała cisza.
– Coś?
– Jesteście beznadziejni – mruknęła – Kolega – wskazała na mnie łapą – stwierdził po twoim akcencie, że jesteś z północy. Co w takim razie robisz tutaj?
Basior zdębiał. Niepewnie przerzucał wzrok to na mnie, to na Cess.
– Pracuję?
– Gdzie? Nad czym? Dla kogo? – wadera zbliżyła się do rudego.
– Jestem szpiegiem! – wyrzucił ewidentnie przerażony wilk, cofając łeb.
Cess zmrużyła oczy i jeszcze bardziej zmniejszyła dystans pomiędzy nimi.
– Doprawdy? A czego tu szukasz?
– Odsuń się – rudy nagle spoważniał.
– Nie. – odparła równie pewnie, patrząc na niego prowokująco.
– Proszę?
– Jakbyś przypadkiem nie usłyszał, to z chęcią powtórzę. Nie.
Sam się odsunął, ale wilczyca nie dała za wygraną.
– Mogę tak cały czas – uśmiechnęła się kpiąco.
– Ja też – ponownie się cofnął.
– Wolałabym, abyś zaczął mówić – wadera zbliżyła się.
– A ja nie.
O sekundę za późno zorientowałem się jak blisko znajduje się basior. Praktycznie na mnie wpadł. Odskoczyłem z cichym piskiem.
Wilczyca parsknęła cicho i rzuciła mi szybkie, pełne politowania spojrzenie.
– Jak ci na imię, rudy basiorze?
Dosłownie przyparła go do muru.
– Nikt! – wykrzyknął nagle. – Miło było poznać, urodziwa nieznajoma!
W dwóch ogromnych susach wyminął Cess i skoczył ku wyjściu. Wadera prawie się wywróciła. Spojrzała za basiorem zaskoczona.
– Naprawdę radzę przeczekać ulewę! – zawołała, nim ten zdążył wybiec. – Woda zgasi twój zapał, oblepi zmoczone futro niebieskim nalotem i nie wiadomo, czy przypadkiem cię nie zmutuje!
Stanął w miejscu, jeżąc sierść. Wszystko jakby zwolniło, wilk zgarbił się, tuląc uszy do łba. Gdzieś w głębi duszy czułem, że jeszcze możemy tego pożałować. 
I nie myliłem się. Powoli się odwrócił, jednocześnie stając w płomieniach.
– No dobrze – rzekł powoli. – W takim razie pogadamy inaczej.
W co my się wpakowaliśmy?
– Co masz na myśli? – Cess uniosła dumnie głowę.
– Nie mam pojęcia po co za mną leźliście i chyba nie chcę tego wiedzieć, ale to nie ty tu stawiasz warunki.
Już się nie uśmiechał. Bił od niego taki gorąc, że ciężko było patrzeć w jego stronę dłużej niż kilka sekund.
– W tym stanie nie wyjdziesz na deszcz, a ja z wodą problemu nie mam – wilczyca zachowała pewność siebie. – Jednakże proszę, przedstaw swoje warunki! – prychnęła lekceważąco.
Rudy wyzywająco podsycił płomienie.
– Ty dasz mi spokój, a jak deszcz przeminie, to rozejdziemy się w swoje strony w pokoju. W przeciwnym razie... A nie wiem, jeszcze się zastanowię... W każdym razie, lepiej nie podskakuj starszym! – zakończył, z godnością unosząc łeb.
Zupełnie przestał zwracać na mnie uwagę. W sumie mu się nie dziwiłem, byłem nawet wdzięczny. Miałem wielką ochotę rozpłynąć się w powietrzu.
– Nie widzę tutaj żadnych korzyści dla mnie... – powiedziała Cess. – Nie dam ci spokoju, bo jestem wilkiem dość... upartym...
– Twoją korzyścią będzie wyjście bez uszczerbku na zdrowiu z tej sytuacji – wilk próbował brzmieć groźnie, ale zdradziło go to, że prawie zachichotał.
Wadera zaśmiała się głośno.
– Nadal chcę jednak dowiedzieć się paru rzeczy. Narażam się, aby tu być, panie starszy – podkreśliła ostatnie słowo.
Rudy nie odpowiedział. Wyglądał na niezbyt zadowolonego.
Z pewnością też jest uparty.
– Powiedz chociaż o co chodziło z gryfem – wilczyca położyła się na ziemi.
Obcy zastanowił się dłuższą chwilę. W końcu musiał stwierdzić, że panuje nad sytuacją czy coś w tym rodzaju i cofnął samozapłon.
– Po prostu go zdenerwowałem – odparł leniwie.
– Po co? Przecież to tylko przerośnięte ptactwo. – westchnęła, niespodziewanie przerzucając wzrok na mnie. – A ty co tak milczysz?
Nerwowo wzruszyłem ramionami.
– No przecież niespecjalnie! – wtrącił szybko rudy.
– Można spodziewać się wszystkiego. – posłała mi lekki uśmiech i z powrotem skupiła uwagę na rudzielcu. – Imię za imię?
– Eee... Pani pierwsza – uśmiechnął się nerwowo.
– Kas Ceres II – rzekła ze śmiertelnie poważną miną. – Znana także jako Córka Diabła. A pan?
Wilk zaśmiał się niezręcznie.
– Ja to ten... Em... hm...
– Znasz tego pana? – znowu zwróciła się do mnie.
Zmroziło mnie.
Tak, znam go, Cess. 
Ale ważniejsze jest to, że on zna mnie lepiej.

<Cess?>

Uwagi: brak

sobota, 23 marca 2019

Od Suzanny "Czas wielkich zmian" cz. 2

Czerwiec 2023 r.
Dopiero po przejściu do większych hali zaczynało robić się gorąco. Nadal nie było nigdzie widać smoków, ale gdzieniegdzie wystające obgryzione trawy wskazywały na to, że ktoś od czasu do czasu tam zaglądał. Kiedy mijałyśmy coś w rodzaju ogrodu, Taria użyła na mnie zaklęcie odporności na wysokie temperatury. Ulżyło mi, choć nie ukrywałam, że lubiłam ciepło.
Dalsza wędrówka była schodzeniem w dół zbocza. Dość szybko moim oczom ukazały się pierwsze zarysy sylwetek smoków, które albo latały po monstrualnej hali, albo leżały na jakichś kamieniach i ucinały sobie drzemkę. Coś, co początkowo wzięłam za rzeki kryształowej wody, szybko okazały się być niebieską lawą. Ilość gigantycznych smoków napawała mnie niemałym lękiem. Szczególnie, że najlepszy negocjator, jakim był Hitam, został w połowie drogi, a ja byłam zmuszona załatwić wszystko w pojedynkę.
Nadal powoli posuwałyśmy się w dół, kiedy kilka smoków wykonało gwałtowny zwrot w powietrzu i skierowało się do nas. Jeden wylądował nad nami, drugi pod nami. Czułam, jak ziemia się zatrzęsła. Z trudem powstrzymałam krzyk. W ostatniej chwili chwyciłam się pazurami jakiegoś występu skalnego. Taria ześlizgnęła się, ale na szczęście przed śmiercią ocalił ją większy wystający kamień, który miała niecały metr pod sobą.
- Czego tutaj szukacie? - ryknął złocisty smok.
- Pomocy. Na naszych terenach nie dzieje się dobrze - powiedziałam szybko. Bałam się, że zaraz kamień pod moimi łapami wypadnie, a ja zjadę na sam dół. Mogłam tego nie przeżyć. Wątpiłam, aby smoki zechciały mi pomóc.
- Pomocy? - Zaśmiał się złoty smok, ale zaraz srebrna smoczyca go uciszyła cichym sykiem.
- Wasza wataha już kilka razy nam pomagała, za co jesteśmy wdzięczni. Porozmawiamy z Nobilium i jeśli tylko będziemy w stanie spełnić wasze żądanie, uzyskacie od nas niezbędne wsparcie.
- Podróż. Chcemy zmienić tereny - wydukałam, starając się podciągnąć na kamieniu. Nie miałam gruntu pod tylnymi łapami. Dopiero wtedy podleciał jakiś brązowawy mały smok, który za pomocą głowy podsunął mnie pod pobliską skałę. Nie miał najwyraźniej zamiaru wcinać się w rozmowę, więc zaraz potem odleciał.
- Fulgur, zapytaj Nobilium o pomoc naszym przyjaciołom wilkom! - krzyknęła za nim srebrna smoczyca. Złoty smok syknął niezbyt zachwycony.
- Mamy pomagać tym małym ssakom?
Srebrna smoczyca puściła tę uwagę mimo uszu. Wygodniej ulokowałam się na skale i zerkałam na Tarię. Bacznie obserwowała złotego smoka i wszystkie inne gady, które szybowały nieopodal. Wyglądała tak, jakby była gotowa do ewentualnej obrony, mimo że napastnicy byli kilka lub kilkanaście razy więksi od niej samej.
- Od dawien dawna nie byłam na powierzchni... Powiedz mi, proszę, co się teraz dzieje? - dopytała srebrna samica z zaciekawieniem. Przełknęłam ślinę. Zerknęłam na złotego smoka, a dopiero później na nią.
- Ulewy. Niepokojące. Na ziemi zostaje niebieski lśniący nalot, a zwierzęta mutują. Nie wiemy jakie będą dalsze skutki takiego stanu.
Smoczyca wydała się zmartwiona, a samiec wciąż niewzruszony.
- Nie chcę cię martwić, Argento, ale ona pewnie kłamie.
- Skoro chce przeprowadzki, to jednocześnie chce nas wyciągnąć na powierzchnię. Wtedy zobaczymy kto miał rację... - zaczęła, ale ten znowu jej przerwał:
- To na pewno pułapka.
- Po co mielibyśmy zabijać smoki? Nie oddziałujecie na naszą watahę w negatywny sposób - wtrąciłam nieco rozzłoszczona. Nie chciałam, żeby jakiś arogancki i zrzędliwy smok miał zaważyć o losach naszego stada tylko dlatego, że sobie coś ubzdurał. Już chciał coś dopowiedzieć, ale zaraz potem nadleciały dwa smoki o łososiowych łuskach. Nim zdążyłam zaprotestować, poderwały i mnie, i Tarię na swoje grzbiety. Kurczowo chwyciłam się ciała swojego wierzchowca. Miałam lęk wysokości. Dość mocny. Zacisnęłam powieki. Miałam ochotę sprawdzić co się dzieje, ale zbyt bardzo się obawiałam, że jednocześnie się ześlizgnę. Pozostawało mi się jedynie domyślać, że Nobilium nas wezwał do siebie.
Najgorsze było lądowanie. Smok zanurkował w powietrzu, a ja w duchu tylko błagałam o to, żeby nic mi się nie stało. Czułam, jak ślizgam się po jego łuskach i jeszcze chwila i zwyczajnie spadnę głową w dół. Było mi niedobrze.
Na szczęście ostatecznie nic takiego się nie stało, a ja po tym koszmarnym locie bezpiecznie wróciłam na ziemię. Nazwałabym to raczej ześlizgnięciem się i upadkiem prosto na grzbiet z powodu zdrętwiałych ze strachu łap, ale prócz ubrudzenia futra nie odczułam żadnych gorszych konsekwencji. Taria zgrabnie zeskoczyła ze swojego smoka i podbiegła do mnie, aby zapytać czy wszystko w porządku. Zamruczałam coś i dopiero po chwili postanowiłam się podnieść oraz otrzepać. Ze wstydem zorientowałam się, że tego wszystkiego dokonałam na oczach naprawdę gigantycznego białego smoka, który wbijał we mnie wzrok swoich złotych ślepi. To pewnie ten ich przywódca - pomyślałam i grzecznościowo się ukłoniłam.
- Witaj, Nobilium - oznajmiłam, starając się przestać myśleć o nie najlepszym początku.
- Witam, Suzanno - odparł ze spokojem - Słyszałem, że chcecie nas prosić o pomoc. Mogłabyś mnie zaszczyć większą ilością detali?
- Oczywiście. Chcielibyśmy przemieścić nasze tereny w zupełnie inne miejsce... A raczej przemieścić nasze stado. Obecna pogoda wróży wyłącznie kłopoty i chcielibyśmy uniknąć ewentualnych tragicznych skutków pozostania tutaj. Nie wiemy, co będzie nas czekać za kilka lat, czy może i nawet dni. Obawiamy się, że możemy nawet zginąć. Tutaj jest moja prośba: szanowny Nobilium, czy mógłby pan użyczyć nam kilku swoich podwładnych do takiej przeprowadzki? - powiedziałam, patrząc na niego z nadzieją w oczach. Mój tryb grzecznościowy jak zwykle wypadał wyjątkowo niezgrabnie, a dodatkowy stres nie polepszał sytuacji. Rzadko kiedy miałam okazję rozmawiać z kimś na równym stanowisku z moim, lub może i nawet wyższym.
Nobilium patrzył na mnie w zadumie.
- Zgoda, lecz pod jednym warunkiem: znajdziecie nowy dom również i dla naszego stada. Wówczas użyczę wam moich wszystkich podwładnych.
- Dziękujemy z całego serca! - wypaliłam, czując nagłą falę szczęścia. Poszło zaskakująco gładko. Mogłabym przysiąc, że Nobilium się nawet uśmiechał.

<C.D.N.>