Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 5 lutego 2017

Od Miniru "Nowonarodzona" cz. 8 (C.D. Zirael)

Październik 2018
  Obudziłam się zalana potem. Obok mnie siedziała Ziri. Z ulgą w oczach powiedziała:
- Teraz powiesz mi wszystko o zjawach, o bestiach, o Luram cokolwiek to znaczy, o twoich przebarwieniach, o naszyjniku, o runach i o - tu się zawahała - twoich bliznach. - wzdrygnęłam się. Nie chciałam o tym rozmawiać... Ale skoro chcę aby mi zaufała to chyba muszę. W końcu wyszłam na wilka, który oczekuje, że obejdzie się bez problemu i jakichkolwiek wyjaśnień.
- Od czego tu zacząć...
- Najlepiej od początku - przerwała mi trochę oschle wadera. - Przepraszam... Nie miało to aż tak wrednie zabrzmieć...
- Nic się nie stało - Uśmiechnęłam się lekko. - to i tak jest trochę moja wina. Nie powiedziałam tobie nic o sobie, ale wracając. Jakiś czas temu ludzie napadli na moją watahę. Wszystkich gdzieś zabrali i nawet nie wiem czy teraz żyją. Wcześniej dziadek, który już nie żyje, przekazał mi ten naszyjnik Łapacza Snów, by mnie chronił. Domyślam się, iż nad naszą rodziną wisi jakaś klątwa i stąd te zjawy. One chcą mi zabrać ten oto właśnie wisiorek - wskazałam na niego i popatrzyłam się na Zirael. - on ma jakąś moc... Cała ta katastrofa odbyła się w dniu mojego ślubu... Te zjawy to chyba są umarli, lecz nie jestem pewna. Uciekałam, gdy moja rodzina tam była zabierana. Jakim ja byłam tchórzem! - zaczęłam płakać.
- No już. Nie płacz. Nie powinnam cię...
- Daj spokój - wtrąciłam się jej - i tak kiedyś musiałabym ci powiedzieć... Jako, że jestem wilkiem Harmonii powinnam być spokojna, ale nie jestem i nigdy nie byłam. Wzięłam ostry kamień i zrobiłam sobie te rany... W tamtym momencie chciałam umrzeć, więc zjadłam dość szkodliwe dla mnie wilcze jagody. Co do przebarwień. Nie wiem od kiedy je mam, lecz świecą w ciemności jak i moje runa. Tak szczerze to ja nic nie pamiętam. Mam zaniki pamięci i jedyne co sobie przypominam to krótkie urywki. W każdej chwili mogę zapomnieć jak się nazywam i to jest naprawdę denerwujące...
- A co z tym, tą Luram?
- Myślisz, że ja wiem? Mogę się jedynie domyślić kim ona jest. Może być moją mamą, babcią czy jakimś innym wilkiem. - rzekłam.
- A twój dziadek kim był?
- Chyba Alfą... Jeszcze chcesz coś wiedzieć? - zapytałam z grzeczności. Szczerze nie wiem, czy chcę dalej opowiadać...
- Co się z tobą dzieje w nocy...
- Ale, że w jakim sensie? - byłam lekko zdezorientowana.
- Krążą plotki, że prawie zrobiłaś krzywdę jakiemuś szczeniakowi... - serce stanęło mi w gardle.
- To aż tak szybko roznoszą się ploteczki w watasze? Choć to jest prawdą... W nocy mogę być nieprzewidywalna. Zachowywać się jak nie ja. Nagle zdobywam taką odwagę, jakiej nie posiadam za dnia. Po prostu chyba reaguję tak na księżyc czy coś w tym rodzaju. Wtedy uciekałam tak, aby przypadkiem ciebie nie skrzywdzić i też ze względu na te zjawy. Nie wiem co one dokładnie zamierzają zrobić. Jednak wolę trzymać się od nich na dystans. Ostatnio próbuje jakoś odkryć swoje moce. Na razie umiem przepowiadać przyszłość, lecz bardzo rzadko i tylko na te następne dziesięć minut... oraz... mogę sprawić że przedmioty krążą wokół mnie? Nie umiem tego określić jak i do końca kontrolować. Dziwne to uczucie... - Uśmiechnęłam się lekko. - Przyjaźniąc się ze mną będziesz miała wiele kłopotów.
- Wiem to... Jak ja bym mogła ci pomóc?
- Nie wiem... Co tak o wczesnej porze robiłaś? - zdałam sobie sprawę, że słońce dopiero wschodzi. Powiew jesiennego wiatru wpadł do mojej jaskini wraz z liśćmi. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
- Obudziłam się i nudziłam się trochę... Ufasz mi? - spytała zaniepokojona. Jakby się czegoś bała.
- Tak. Gdyby było inaczej nie powiedziałabym ci mojej historii. Choć zrobiłam to pokrótce. Może pójdziemy się przejść? Nie znam zbyt wielu wilków tutaj, ty chyba też. No może znam parę z Watahy Czarnego Kruka, ale to inna bajka. Może kogoś tam poznamy. - zaśmiałam się.
- Dobry pomysł, może ktoś się już obudził. - powiedziała Zirael bez emocji. Zmartwiłam się. Powiedziałam coś nie tak? Może ma coś na sumieniu?
- Ziri, co się stało? - powiedziałam stanowczo i spojrzałam się waderze w oczy.

<Zirael?>

Uwagi: Na końcu op. również zapisuj imię wilka, do którego je kierujesz! W tytule brakuje "Od" przed imieniem Twojego wilka. Nie "wzdrygłam", tylko "wzdrygnęłam". "Zdezorientowałam się" piszemy przez "en". "Na razie" piszemy osobno, a "pokrótce" razem. Literówki.

sobota, 4 lutego 2017

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" Cz. 11

Marzec 2018 r.
Uwaga! Opowiadanie zawiera sceny drastyczne!
Minęło już trochę czasu, od kiedy znalazłam się w tym miejscu. Może miesiąc a może cztery lata. Pogubiłam się już w czasie. Pomimo tego, że tu gdzie się znajdywałam, on stał nieruchomo, to w watasze płynął normalnym torem. Po rozmowie z tym dziwnym kotem dostałam zadanie. Jeśli uda mi się je zrobić, wrócę do siebie, jednak jeśli nie... no cóż, musiałabym pogodzić się z wiecznością spędzoną w tym pozbawionym czasu miejscu. Tak czy siak, podjęcie się tego wyzwania jest warte ryzyka. Zadanie polegało na odnalezieniu prawdziwej kryjówki tego "kłaka" i odgadnąć jego prawdziwe imię. Od razu po tym on zniknął, pozostawiając mnie pośrodku tego syfu. Nagle wszystko zaczęło się zlewać. Zaczęłam słyszeć dziwne głosy. Miałam wrażenie, jakbym leciała z prędkością światła, jednocześnie nie robiąc nawet kroku. Po chwili wszystko się uspokoiło i wróciło do... normalności? Dziwnie brzmiało wtedy dla mnie to słowo. Gdy tylko rozejrzałam się na boki, doznałam wielkiego szoku. Wszystko, co mnie otaczało, zmieniło się w krajobraz z mojego wspomnienia. Przepiękna duża łąka ciągnąca się aż po horyzont, stare drzewo przykryte ciemnozielonymi liśćmi. Na niebie widok zapierał dech w piersiach. Miliony jasnych gwiazd, droga mleczna i cudowne spadające gwiazdy. Cały ten blask wydawał się na wyciągnięcie łapy. Miałam wrażenie, że jak tylko ją wyciągnę, to ich dotknę. Nagle koło mnie pojawił się szary basior ze złotymi oczami. Usiadł koło mnie i wpatrywał się w gwiazdy. Bez słowa, po prostu siedział. Jednak tylko jego obecność, a czułam się dziwnie bezpiecznie, jakby to, co wydarzyło się dotąd, było tylko wytworem mojej wyobraźni. Wszystko stało się tak odległe, jakby nigdy się nie wydarzyło. Właśnie po tych ostatnich przemyśleniach zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Czym bardziej skupiałam się na tym, co mnie otacza, tym więcej zapominałam. Z prędkością światła wstałam z ziemi i wykrzyczałam do basiora:
- Kim ty kurna jesteś!?
- Naprawdę nie pamiętasz?
Przyjrzałam się mu bliżej. Zdałam sobie sprawę, że naprawdę go znam, ale nie miałam pojęcia skąd.
- Wiem, że Cię znam, ale nic poza tym.
Basior w odpowiedzi tylko się uśmiechnął.
- Widzę, że twój ojciec zadbał o tę sprawę
- Zaraz zaraz jaką "tę sprawę"
Znowu tylko się uśmiechnął. Jednak tym razem zupełnie inaczej. Zabolała mnie głowa. Zamknęłam oczy i usłyszałam ogromny pisk i jedno jedyne słowo: uciekaj. Gdy otworzyłam oczy, wszystko dookoła płonęło, a którego wilk jeszcze przed sekundą uważałam za miłego, teraz wyglądał jak demon. Jego złote oczy zmieniły się na czerwone, jego futro z pięknej szarości zmieniło się w czarne. Na jego szyi wisiał dziwny naszyjnik. Moje ciało ruszało się wbrew mojej woli. Powolnym krokiem zbliżyłam się do basiora. Gdy byłam od niego na krok, zatrzymałam się, a on delikatnie poczochrał moją grzywkę, która bez ładu spadła mi na oczy.
- Moja Mizuki, nigdy więcej nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Rozprawie się z twoim ojcem raz na zawsze. Nigdy więcej nie będziesz musiała się go bać.
Obok basiora pojawiła się ciemna aura, która przybrała postać białego wilka.
- Mizuki, poznaj Dentaliona. Podpisałem z nim kontrakt w zamian, obiecał mi pomóc pokonać twojego ojca.
Wspomnienie to połączyło się z tym które pamiętałam jednak tu, wyglądało nieco inaczej. Owszem napadły na moją starą watahę obce wilki, jednak wśród nich był on. Basior, którego nie potrafiłam zrozumieć. Uciekałam tak jak w moich wcześniejszych wspomnieniach, jednak... nie gonił mnie wróg, tylko mój własny ojciec, wraz z odziałem zabójców. Gdy uciekałam, potknęłam się o wystający korzeń i z dużą prędkością, uderzyłam o ziemie. Zakręciło mi się w głowie, obraz stał się zamglony. Wilki, które mnie goniły już były przy mnie. Mój ojciec podszedł do mnie, nachylił się na de mną i powiedział: Czy nie mówiłem, że nigdy ode mnie nie uciekniesz?
Moje ciało zaczęło drżeć ze strachu. Zaczęłam płakać. Jednak wtedy jakiś wilk przybiegł mi z pomoc, był to ten basior, który złożył mi tę obietnicę.
- Uciekaj! - Krzyknął basior.
Podniosłam się i pomimo zawrotów głowy zaczęłam biec jak najszybciej. Kilka razy uderzyłam w drzewa, powodując dość duże rany. Wbiegłam na wysoki klif i spojrzałam w dół. Wzrok wrócił mi do częściowej normy. Na dole zobaczyłam mojego wybawiciela, który teraz leżał w dużej kałuży krwi, a mój ojciec śmiał się tak głośno, że słyszałam go bardzo wyraźnie. Poczułam ogromną złość i
jednoczesną nienawiść. Już się nie bałam, przypomniały mi się jego słowa: "Jeśli kiedyś będziesz w niebezpieczeństwie, w którym nie będę mógł przyjść Ci z pomocą, użyj swojej krwi, nakreśl nią pentagram. Usiądź w jego środku i poproś o pomoc królestwo demonów. Nigdy żaden demon nie odmówi Ci pomocy, jeśli tylko powiesz swoje prawdziwe pełne imię." Tak też zrobiłam. Przegryzłam żyłę w lewej przedniej łapie i z krwi nakreśliłam pentagram.
- Wiem, że mnie słyszycie przeklęte demony! Ja, Ameli Teris, zrobię wam tę przyjemność i zawrę kontrakt z demonem, który spełni moje zachcianki.
Przed moimi oczami pojawiły się cztery demony. Jednym z nich była Emilia. Jednak nie podpisałam tylko jednego kontraktu, ale dwa. Pozostałe odesłałam z powrotem. Demony ofiarowały mi dwa naszyjniki, które połączyły się w jeden. Naszyjnik ten miał zapewnić stuprocentową pewność, że mnie nie zdradzą oraz dzięki niemu miały mnie znaleźć gdziekolwiek bym była. Gdy tylko pentagram zniknął, a wszystkie moje rany się zagoiły. Cofnęłam się z dwa kroki i z rozbiegu zeskoczyłam ze skarpy. Demony zadbały o moje bezpieczne lądowanie. Przez tę całą sytuację straciłam wszystkie emocje, jednak nie pozbyłam się nienawiści do mojego ojca. Spojrzałam na mojego wybawiciela, pomimo utraty tak dużej ilości krwi on jeszcze oddychał. Posłałam mojemu ojcu i zabójcy zabójcze spojrzenie. Rzuciłam się najpierw na zabójców. W normalnych warunkach nigdy nie byłabym w stanie ich pokonać, jednak teraz demony chroniły mnie przed wszelkimi obrażeniami. Już po paru minutach wszyscy oprócz mojego ojca byli martwi. Moje futro było całe w krwi moich wrogów. Grzywka spadła na moje prawe oko. Spojrzałam w kierunku tego sukinsyna. W jego oczach dostrzegłam silny strach. Uśmiechnęłam się jak psychopatka i powiedziałam bardzo słodkim głosem:
- Tato, nie bój się. Chce się tylko z tobą pobawić. Może zagramy w pewną grę? - Powiedziałam i zaśmiałam się jak psychopatka. - Może zagramy w twoją grę. Tylko tym razem to ja będę się świetnie bawić. Zawsze kochałeś zadawać mi ból, doprowadzając nieraz prawie do mojej śmierci. Nie martw się, nie pozwolę umrzeć ci zbyt szybko. Ale najpierw: Emilia, ulecz rany mojego przyjaciela. Na czym to stanęło? Już wiem.
Zaczęłam od zadawania ojcu drobnych ran. Użyłam żywiołu ognia i przypaliłam mu ogon, łapy, brzuch kręgosłup, uszy. Zadbałam o to, by czuł jak największy ból. Poprosiłam drugiego demona o użyczenie mi jego umiejętności. Dzięki tej umiejętności wdarłam się do jego umysłu i torturowałam go w jego umyśle. Nie musiałam długo czekać, a zaczął mnie błagać, bym go zostawiła. Było to bardzo zabawne patrzeć jak ktoś, kto na znęcał się nad tobą od szczeniaka, teraz wił się jak robak, błagając o litość. Zostawiłam jego psychikę, którą i tak doprowadziłam do obłędu w spokoju. Wróciłam do tortur fizycznych. Używając pazurów, rozcięłam mu brzuch, doprowadzając do ogromnego krwotoku. Mój ojciec wrzeszczał i wyrywał się spod uścisku moich łap.
- Boli Cię to, tato? Może Ci jakoś pomóc?
- Puść mnie, potworze - powiedział, a z jego oczu nieprzerwanie płynęły łzy.
- Nie ma mowy - powiedziałam i wytknęłam mu język
Użyłam teraz drugiego żywiołu: lodu. Poparzone wcześniej miejsca potraktowałam teraz najzimniejszym lodem, jaki tylko udało mi się stworzyć. Doprowadzając do ogromnych odmrożeń jego ciała.
- Amelii, proszę przestań - Usłyszałam głos mojego przyjaciela.
Natychmiast się uspokoiłam, chciałam podejść do mojego przyjaciela, jednak mój ojciec złapał mnie za tylną łapę. Przewróciłam się, a on użył swojej magii i zmienił całkowicie moje wspomnienia. Zerwał również mój naszyjnik. Wszystko zaczęło się zlewać, ale usłyszałam jeszcze dwa zdania od mojego przyjaciela.: Amelii, proszę zapamiętaj jestem Aretti, proszę pamiętaj! Obiecuje, że Cię znajdę.
Po tych słowach wróciłam na polanę z gwiazdami i jednym drzewem. Koło mnie siedział właśnie on: Aretti.
- To jak, pamiętasz już?
- Tak, pamiętam.
Wilk podszedł i poczochrał mnie po głowie.
- Moja mądra Amelii
Zrzuciłam jego łapę z głowy.
- Co się z nim stało?
- Po tym, jak zemdlałaś, do twojego ojca dobiegli medycy i z cudem go uratowali. Ja uciekłem jednak rok później osobiście go unicestwiłem.
Po tych słowach poczułam ulgę, która mnie przerażała. Wtuliłam się w Areta i zaczęłam płakać. Przerażało mnie to, co zrobiłam, ale bardziej przerażające było moja podświadomość, że zrobiłam dobrze.

CDN

Uwagi: Jeśli mówimy, że ktoś stał w czegoś centrum, pisownia "po środku" jest nieprawidłowa. Dopuszczalna jest tylko łączona - "pośrodku". Podobnie jest z użyciem "nie raz". W tym przypadku powinno być zapisane razem. Nie "z kąt", tylko "skąd"! "Szyi" piszemy przez "i", a nie "ji". "Dużym" piszemy przez "ż". Masz dysortografię? Te błędy są aż zbyt oczywiste. No i przecinki. Z nimi wciąż masz problem. Przykładowo zazwyczaj przez "a" powinno się stawiać przecinek.
Wiesz co... chyba zrobiłaś ze swojego wilka bóstwo. Już dość, że przy dodawaniu Twojego wilka jakimś cudem nie dostrzegłam niezgodności między talentami a umiejętnościami. Zastopuj trochę, błagam. Jeszcze chwila i odrzucę Twoje op. Wszystko zdaje się być tu koszmarnie naciągane... i bardzo, bardzo chaotyczne. Ja przykładowo prawie nic nie zrozumiałam. I tak trochę... hm, po przegryzieniu żyły traci się dużo krwi. Mogła zemdleć i być może nawet umrzeć na miejscu. Tu jak widać nawet tego w żaden sposób nie odczuła.

czwartek, 2 lutego 2017

Od Dante "Kiedy zaśpiewa słowik" cz. 1 (c.d. Moone)

Grudzień 2018 r.
Cieszyłem się na wieść, że Astrid jest w ciąży. Jednak kiedy tylko mi powiedziała o tym, że przyszła do niej Desari ze strzykawką, a teraz przez to źle się czuje, zacząłem mieć podejrzenia. W końcu jak mówiła Sohara, została zaatakowana przez wilka z umiejętnością zmiany postaci. To bardzo niebezpieczne. Szczególnie, że Desari od dawna nie ma już w Watasze Magicznych Wilków. To nie mogła być ona. Ja to po prostu czułem.
Już od tygodni trwają poszukiwania śladów owego tajemniczego wilka. Nic. Kompletnie zero jakichkolwiek poszlak. Astrid ma niedługo urodzić. Boję się o nią i o szczeniaka. O ile teraz z maluchem jest podobno wszystko w porządku, tak nigdy nie wiadomo, co się stanie przy porodzie. Szczególnie, że moją partnerkę boli brzuch tak bardzo, że nie może spać po nocach. Martwię się o nią. Może nie wytrzymać przy porodzie.
Alfa zdecydowała się nawet zwolnić mnie częściowo ze stanowiska, bym mógł opiekować się żoną. Całe dnie biegałem jak szalony, starając się jej jak najbardziej udogodnić leżenie w jaskini. A to przynieść jej książkę, a to zaparzyć jakieś zioła, a to przynieść coś do jedzenia. Początkowo twierdziła, że przesadzam, jednak widząc, że nie przyjmę jej sprzeciwu i będę dalej robił swoje, dała sobie spokój i zaczęła mnie wykorzystywać jako służącego lub chłopca na posyłki. Nie przeszkadzało mi to. Ważne, żeby wypoczywała i miała dobre samopoczucie. Szczególnie w takim stanie.
Tego dnia poprosiła, abym przyniósł jej aż osiem ksiąg z biblioteki. Jako, że nie wpadłem na pomysł przyniesienia jakiejś torby lub koszyka, wszystkie ułożyłem w równym rządku na swoim grzebiecie i wolnym, równym krokiem skierowałem się w kierunku jaskini. Jednak coś z mojej głupoty zawsze pozostanie.
Kiedy byłem mniej więcej w połowie drogi, mała istotka przebiegła mi drogę, powodując, że chcąc się gwałtownie zatrzymać, spowodowałem, że książki zsunęły się z mojego grzbietu. Przekląłem w duchu. W bibliotece ktoś mi pomógł je ułożyć tak, aby się nie przewróciły, a teraz nawet sam nie dałbym rady tego zrobić. Dopiero uświadomiłem sobie, że zawsze mogę się zmienić w człowieka i zanieść to na rękach. Głupek. Zerknąłem w stronę zdumionego wilczka, który chwilę temu przegrodził mi drogę. Była to mała, chudziutka waderka o dużych, różowych oczach. Z jej grzbietu wyrastały maleńkie skrzydła.
- Przepraszam pana... Nic się nie stało? Może pomóc? - pisnęła cicho, jednak nie wyglądała na przestraszoną.
- Tak, poproszę... - mruknąłem - Czy mogłabyś pomóc mi je pozbierać?
- Oczywiście - odparła pogodnie, przesuwając łapkami i noskiem na zmianę jedną z lżejszych książek.
- Tylko błagam, nie zniszcz, bo wszystkie są z biblioteki. - Poprosiłem, zmieniając się w człowieka. To jednak jej napędziło niezłego stracha. Fakt, przemiana wyglądała dość... ciekawie. Obwąchała pospiesznie moją nogę, a kiedyś upewniła się, że jestem tą samą osobą, wróciła do porządkowania.
- Nigdy nie widziałaś przemiany w człowieka? - zapytałem, zbierając najbliższe tomy z ziemi. Ocierałem nadgarstkiem grudki zmarzniętej ziemi, które przywarły do okładek.
- Nie, jeszcze nie. Mam dopiero rok - powiedziała dumnie.
- To już duża z ciebie dziewczyna - oznajmiłem, przypominając sobie stałe teksty osób w moim wieku wobec dzieci.
- Już prawie dorosła!
- Mała kobietka - zaśmiałem się, przyjmując od niej ostatnią książkę - Tak właściwie, to jak ci na imię? Ja jestem Dante.
- Moone! - popatrzyła na stertę książek, którą trzymałem pod pachą - Umiesz czytać? Dużo tego wziąłeś. Masz tyle czasu, aby to wszystko przeczytać? Zazdroszczę, bo ja muszę chodzić na lekcje, które są taakie nudne...
- Umiem, ale nie płynnie. To dla mojej partnerki. Ja raczej nie przepadam za książkami - uśmiechnąłem się lekko - I zupełnie jak ty również chodziłem do szkoły i musiałem się uczyć. Dopiero teraz żałuję, że nie przykładałem się do nauki bardziej. Wielu rzeczy wciąż nie umiem, a miałem szansę. Dobrze ci radzę, weź się w garść i nie narzekaj na swoje obowiązki. Może i nawet to polubisz. Trochę zaangażowania, a nauczyciele będą patrzeć na ciebie przychylniej.
- Ale to głupie! Ciągle siedzieć i udawać, że się słucha. Przez ten czas mogłabym się pobawić w berka z pozostałymi szczeniakami!
- Rozumiem, o co ci chodzi, ale nic ci na to nie poradzę. Tak musi być i już. Lepiej się uczyć, żeby nie wyjść na głupka przy innych i dostać dobre stanowisko - powiedziałem cicho. Wolno ruszyłem przed siebie, jednak Moone musiała biec, aby na tych swoich krótkich łapkach mogła mnie dogonić.
- Nie rozumiesz, bo jesteś już dorosły - burknęła.
- W duchu pozostałem dzieckiem - zaśmiałem się - Musisz mi zaufać.
- Jaaasne... - mruknęła - A ta twoja partnerka lubi czytać? I skąd ma na to czas?
- Jest w ciąży i musi leżeć całymi dniami w jaskini. Nic dziwnego, że chce się czymś zająć. Jak wychodziłem, przykładowo układała drewniane klocki.
- W ciąży? Czyli będzie miała dzidziusia? - podekscytowała się Moone.
- Tak... Termin porodu zbliża się wielkimi krokami.
- Będziemy mieli nowego szczeniaka do zabawy! - wykrzyknęła radośnie.
- Prawdopodobnie.
- Basior czy wadera? Chciałabym, aby to była samica!
- A ja, żeby to był chłopiec. Nie wiemy, zorientujemy się dopiero po porodzie.
- Ale super! Nie mogę się doczekać! Będę się z nią bawić! I w chowanego! I w berka! Nowa koleżanka!
- Lub kolega - dodałem, jednak ona już mnie nie słuchała. Dalej przedstawiała swoje plany, jakie zrealizuje z moim dzieckiem lub dziećmi. Miło się tego słuchało, ale jakiś głos z tyłu głowy cały czas mi powtarzał, że przecież nawet może się nie narodzić i przy tym stracę również Astrid. Nieświadomie wbiłem paznokcie w okładkę jednej z książek. To nie mogła być prawda. Wszystko się ułoży i będziemy jedną, wielką szczęśliwą rodziną. Nawet jeśli Valka zaginęła, moi rodzice nie żyją, a Sohara ma objawy obłędu. Wszystko się ułoży... musi. Co może pójść źle?
Wszystko. Wszystko popaść w ruiny. Ja, moi bliscy i każdy z członków tej watahy. To jakaś klątwa. Szaleństwo. Zła passa. Zniszczy nas wszystkich.
- Dante, co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Moone.
- Słucham? - odezwałem się, wytrącony ze swego rodzaju transu.
- Mruczałeś coś sam do siebie.
Czyli też oszalałem. To źle? Na pewno nie dobrze. Czemu choć raz los nie może się do mnie uśmiechnąć? Dlaczego teraz wszystko zaczęło się walić?
- Chcesz odwiedzić Astrid? Na pewno ucieszy się na twój widok.
- W sensie twoją partnerkę?
- Tak.
- I będę mogła zobaczyć, jak mała kopie? - podekscytowała się. Zdawała się całkiem zapomnieć o tym, że jeszcze chwilę temu majaczyłem.
- Pewnie tak.
- Jasne, że chcę iść! Później będę mogła powiedzieć Halsey, że widziałam, jak była w brzuszku! Na pewno mi nie uwierzy!
Zaskakujące, jak obcy szczeniak cieszył się na kogoś, kogo jeszcze nigdy nie widział. Nawet nadał jej imię. Na dziecko całkowicie obcych wilków. Przeszło mi przez myśl, że jeśli jednak stracę swoją najbliższą rodzinę, którą dopiero co udało mi się zbudować, mogę zawsze przyjąć pod opiekę Moone... Nie, nie myśl tak. Twój syn lub córka się narodzi, a Astrid niedługo potem wróci do pełni sił.
Jakiś czas później stanęliśmy przed wejściem do naszej jaskini.
- Astrid! Już jestem! Mamy gościa! - krzyknąłem u progu. Odłożyłem książki, zmieniłem się w wilka i skierowałem w miejsce, gdzie lubiła sypiać Astrid. Wtedy mnie zamurowało. Między jej łapami spoczywał nieruchomy, biały wilczek. Był naprawdę drobny. Moja partnerka leżała na boku, ledwo dysząc z bólu.
- Dobry Boże... - wyszeptałem, pospiesznie się zbliżając. As się lekko uśmiechnęła.
- Ledwo oddycha.
Dopiero z tej odległości dostrzegłem, że rzeczywiście krucha klatka piersiowa się unosiła i opadała. Futro było rzadkie, skóra trochę obwisła a pyszczek wyjątkowo szczupły. Moją uwagę przykuła dziwna, szarawa narośl na grzbiecie szczeniaka. Wyglądała jak napuchnięty strup. Nachyliłem się, aby ogrzać trochę maleństwo swoim ciepłym oddechem.
- Co się stało? - Podbiegła Moone. As dała jej znak, aby była cicho. Kiedy dostrzegła małego wilka-albinosa, trochę ją zamurowało.
- Tak wyglądają małe wilczki?
- Poniekąd - powiedziałem ostrożnie, zerkając na As. Spodziewałem się, że dziecko przejmie niebieską sierść po rodzicach, ale z jakiegoś powodu tak się nie stało.
- Dziecko listonosza? - zapytałem, z trudem powstrzymując złość.
- Danny, ale ty jesteś listonoszem - zachichotała moja partnerka. Wyglądała tak, jakby coś brała, ale z drugiej strony miała rację - Albinosy się czasem zdarzają i nie mamy na to wpływu. Może tę cechę przejęła po jakiejś dalszej rodzinie?
Skinąłem głową. Złość minęła. Patrzyłem zafascynowany na małą, zwiniętą kulkę. Niemożliwe jest, aby As dopuściła się zdrady. Nie było innej opcji. To naprawdę moje potomstwo.
- Mogę się z nią pobawić? - dopytała Moone.
- Skąd wiesz, że to dziewczynka? - zapytała zaskoczona As.
- Zgadywałam. To mogę?
- Jest jeszcze za malutka. Przez pierwszy miesiąc będzie praktycznie cały czas spać. Przykro mi - uśmiechnęła się blado.
- Oj, to za dużo!
- Ciii, bo się obudzi... - szepnąłem. Moone już się ułożyła obok śpiącego szczeniaczka, najwyraźniej z zamiarem uważnej obserwacji śpiącej kulki. Nie miałem serca jej wyganiać. Kto wie, może się kiedyś zaprzyjaźnią?
- Jak się czujesz? Już ci lepiej? Nic cię nie boli? Mała jest nakarmiona? Jak z porodem? - pytałem, w pełni świadom, że przez te godziny, kiedy mnie nie było, musiało mnie wiele ominąć.
- Jestem tylko zmęczona... I tak, już się napiła. Nie za wiele, ale lepsze to niż nic - zaśmiała się zachrypniętym głosem.
Ułożyłem się obok partnerki, wciąż nie odrywając wzroku od córeczki.
- Jak ją nazwiemy? - zapytałem.
- Halsey! - wtrąciła Moone, jednak As zdawała się jej nie usłyszeć.
- Zawsze podobały mi się imiona na literę "n". Co ty na to?
- Może być. Tylko jakie konkretniej?
- Może... - zamyśliła się - Nathalie?
- Zbyt pospolite. Nie pasuje.
- N... N... Navri?
- Brzmi w porządku. Takie... egzotyczne - zaśmiałem się cicho - Moone, proszę, nie dotykaj jej pyszczka, bo się obudzi.

<Moone?>

Uwagi: Kilkakrotnie przekręciłaś imię "Moone" na "Monne".

Podsumowanie stycznia

Oceniam ten miesiąc jako w miarę dobry, ale bez fajerwerków. Może to kwestia tego, że styczeń był miesiącem ferii zimowych (ja na przykład jak się pewnie niektórzy zorientowali po ilości op. mam teraz, hehe). Jest odrobinę lepiej, niż w poprzednich, aczkolwiek jak sami widzicie jest nas tutaj coraz mniej i muszę wyrzucać osoby, które się zapowiadały na tak dobrych członków stada... Mówi się trudno. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą. Gorzej, jeśli nie przychodzi nikt.
Mam nadzieję, że to tylko przejściowe, a już niebawem wszystko wróci do dawnej normy. Jeśli nie... chyba doskonale wiecie, co nas wtedy czeka. Cały czas mnie to martwi.
W każdym razie jestem do końca przyszłego tygodnia do Waszej dyspozycji i odpisuję najszybciej, jak tylko mogę. Macie dobry pomysł na serię - możecie ją skierować do któregoś z moich wilków (jak ktoś się nie zorientował - na chwilę obecną jest to tylko Suzanna i Kai. Fermitate w sumie też). Właściwie jak na chwilę obecną mam tylko jedno opowiadanie do dokończenia (jeszcze rok temu zawsze miałam coś koło 11...) i jeszcze zaczynam nowe serie. Co się porobiło z tym światem. xd

Nie wiem co jeszcze dodać, chyba przedłużam już na siłę. No to zapraszam na moje trzy inne blogi (o ile ktoś ma sporo czasu i będzie nadal aktywny i tu, i tam):
Sposób na szkołę każdego dnia: Blog opowiada o codziennym życiu zwyczajnych, polskich uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Jeśli ktoś chce odpocząć od siekanki japońskich animu&mango czarodziejek, magicznych wilczków, czy idealnych biszi boiów i kałai dziewczynek, jest to idealna odskocznia.
Czarne Królestwo: To same uniwersum, co Wataha Magicznych Wilków, jednak w innym klimacie, bardziej zbliżonym do średniowiecza. Królestwo to dopiero budująca się kraina, którą możesz wspomóc swoją postacią. Wszyscy członkowie są wyjątkowo ze sobą zżyci. Uroki mniejszych blogów.
Sekrety Magii: Tu akurat nie można dołączyć. Są tam moje opowiadania. Jeśli ktoś chce się bliżej zaznajomić z moją twórczością poprzez czytanie mojej ukochanej opowieści, którą plotę już od dzieciaka, to serdecznie zapraszam. Czekam również na komentarze z Waszymi opiniami na temat tej historii.

Ponadto zapraszam do korzystania z zapoznania oraz innych przygód. Przypominam również o konkursach.

Wilki, które brały czynny udział w pełnionym stanowisku:
RADA ŻYWIOŁÓW
Obecni na zebraniu: -
Kto napisał op.: -

POLOWANIA
Rano: -
Popołudnie: -
Wieczór: -

SZPITAL
Kto napisał op.: -

WOJSKO I PATROL
Kto napisał op.: -

ROZRYWKOWE I INNE
Kto napisał op.:

SZKOŁA
Kto napisał op. (z nauczycieli): -

*****************************
Leniwe Alfy:

Suzanna: 0 (+0 = 0)
---------------------------------------------
Aokigahara: 3 (+1 = 4)
Shiryu: 2  (+2 = 4) <-- Beta
Moone: 1 (+3 = 4)
Zirael: 2 (+1 = 3) <--- Gamma
Sarah: 2 (+0 = 2) <--- Delta
Kai: 1 (+0 = 1) 
Miniru: 1 (+0 = 1)
Sohara: 0 (+1 = 1)
Dante: 0 (+1 = 1)
Sierra: 0 (+1 = 1)
Renethrain: 0 (+0 = 0)
Mizuki: 0 (+0 = 0)
Serill: 0 (+0 = 0)
Yuki: 0 (+0 = 0)
Astrid: 0 (+0 = 0)
Nirvaren: 0 (+0 = 0)

Za zostanie Betą dostaje się 15 SG i 40 pkt., Gammą 10 SG i 30 pkt., a Deltą 5 SG i 20 pkt.

Okres próbny ukończyli:
Zirael: 2 (5)
Aokigahara: 3 (5)
***
Sierra: 0 (1) (masz czas do 12.02 na napisanie 3 op., inaczej będę zmuszona wyrzucić Twojego wilka!)

Skreślone są te, które nie przeszły. Wilki, które napisały poniżej 3 op. i są dość długo na watasze zostają wyrzucone, a te mające powyżej 4 op. są już pełnoprawnymi członkami. Zaznaczone na fioletowo mają drugą szansę.
Tak, ilość napisanych op. podczas okresu próbnego też ma znaczenie! 

Dodaję po 6 pkt. umiejętności i 3 pkt. mocy każdemu wilkowi (jak to zawsze czynię po podsumowaniu) za kolejny miesiąc członkostwa.