- Już skończyłaś obrazek?
- Tak! - wykrzyknęłam i zerwałam się z miejsca, żeby pokazać jej moją kreacje. Starsza wilczyca przyjrzała się ilustracji.
- Tak! A tu jest domek - zapiszczałam zadowolona, pokazując łapką kwadrat z trójkątem na górze.
- Hm... - skupiła ponownie wzrok na rysunku. - Pływamy sobie? - zdziwiłam się słysząc te słowa.
- Nie! To trawa, Babciu- odparłam nieco zażenowana. Babciu, nie odróżniasz trawy od wody? Kolor wystarczy żeby cię zmylić?
Kiedy tak narzekałam w myślach na reakcje starszej wadery, ta zauważyła stan zielonej kredki. Zrozumiała co się stało i zaśmiała cicho.
- Jak zwykle nie chciałaś mnie zaczepiać? Lind, przecież nie będę zła na ciebie za to, że potrzebujesz pomocy - kręciła głową z pobłażaniem.
Tymczasem ja odłożyłam rysunek na ziemie i spuściłam smętnie wzrok. Nie wiedziałam jak jej to wyjaśnić, jak opisać moje nastawienie do takich błahych sytuacji.
Babcia wzięła zieloną kredkę i już chciała się zabrać za naostrzenie rysika, kiedy ktoś zastukał do drzwi. Odłożywszy pomalowany na zielono kawałek drewna, poszła do wyjścia mrucząc coś w stylu "Nareszcie". Odruchowo pobiegłam za moja opiekunką. Ledwo wychylając główkę zza niej, patrzyłam jak wpuszcza do środka dwa wilki - dużego i mniejszego. Większy miał szarobrązowe futro z kilkoma granatowymi pręgami. Jego podopieczny był prawie cały szary i wyglądał jakby cały świat nudził go na śmierć.
- Już się zastanawiałam co was mogło zatrzymać - powiedziała Babcia, przytulając dorosłego basiora.
- Przeszła nawałnica, ciociu - odparł tamten. - Musieliśmy przeczekać te parę godzin.
- Oczywiście, rozumiem. Z naturą nie ma żartów - zaznaczyła Babcia i zwróciła uwagę na mniejszego wilka. - Freeze, jak ty wyrosłeś - uściskała też tego na oko półtorarocznego basiorka. Nie wyglądał na zadowolonego z fizycznego kontaktu. Zrobił dziwna minę, ale nie protestował głośno. Odetchnął dyskretnie z ulgą, kiedy został wypuszczony z objęć.
- Kto tam się za tobą chowa, ciociu? - zapytał starszy wilk, spoglądając w moja stronę. Schowałam się i skuliłam jeszcze bardziej.
- To moja mała Lind, o której ci pisałam. Chodź, pokaz się mojemu siostrzeńcowi - zachęciła mnie Babcia.
Niepewnie wyślizgnęłam się zza niej i stanęłam przed dziwnym-dużym-siostrzeńcem i tym-nazwanym-Freezem. Większy oczywiście oczarowany, pogłaskał mnie po czuprynie. Zachwycał się jaka to ja nie jestem słodka i duża i biała itd.
Na moje szczęście Babcia zauważyła, że delikatnie mówiąc, trochę boje się jej siostrzeńca. Zaproponowała więc żeby Freeze poszedł ze mną do pokoju i poczytał mi coś. Chociaż ten szarawy wyglądał na nudziarza, taka perspektywa bardzo mnie ucieszyła. Babcia czyta mi tylko wieczorami, zresztą i tak nie zawsze ma na to siłę. Co prawda sama umiem trochę, ale chyba to jeszcze trochę za mało, żeby sprawnie śledzić samodzielnie np. historie księcia Virana.
- Książki, które zaczęłyśmy są na biurku. W środku znajdziesz zakładki - dodała Babcia na odchodnym.
Pobiegłam do mojego pokoiku. Freeze dołączył do mnie dopiero po chwili. Zauważyłam, że podczas chodzenia szura łapami i przygląda się wszystkiemu, jakby był w muzeum. Wskoczyłam na łóżko i czekałam, aż łaskawie wybierze książkę do czytania.
Wilk w końcu przejechał wzrokiem po pierwszym tytule i przewrócił parę stron.
- Co to jest? Kronika? - mruknął jakby do siebie.
- Król Orrin jest fajny - powiedziałam z nadzieją, ze weźmie ten rękopis. Niestety, zawiodłam się. Odsunął go na bok. Nie wiem, za cicho powiedziałam?
- Czyta się to jak podręcznik do historii. Nie macie czegoś normalnego dla szczeniąt? - szepnął, ziewając szeroko i popatrzył na kolejne tytuły. Czy jemu..? - Co jest twoje ulubione? - poprosił o podpowiedź, sprawiając, że zapomniałam o tym, co właśnie zauważyłam...
- Opowieści z Królestwa Spadających Gwiazd! - zapiszczałam radośnie.
- Brzmi lepiej - odparł.
Drgnęłam i zastygłam na chwilę w miejscu. Nie wydawało mi się. Jak mówił, z pyska poleciały mu kłęby pary. Powstrzymałam się od komentarza i czekałam aż zacznie czytać. Usiadł na krześle przy łóżku i otworzył książkę. Z bliska dostrzegłam ze na jego futrze tu pozostały płatki śniegu. Nie stopniały, chociaż w domu jest ciepło. Bez namysłu dotknęłam jego boku. Był lodowaty.
- Ale bajer - ucieszyłam się.
- Nie rusz - uciekł razem z krzesłem na bezpieczną odległość od łóżka. - Jeszcze ci przymarznie ta puszysta łapka. Zamruczałam niezadowolona.
- Czytaj - nakazałam.
Już bez słowa (jedynie z dziwnym spojrzeniem) odnalazł zakładkę i zaczął czytać.
- "Książę powróciwszy do zamku..." - zaczął takim beznamiętnym tonem, aż pomyślałam, że za chwilę zasnę. Na szczęście z czasem zmienił głos. Chyba jego też zafascynowały opisy krain, odwiedzanych przez księcia Virana.
Szczerze? Chyba wczuł się lepiej niż babcia. Zabawnie udawał głos księcia. Położyłam się na brzuchu i słuchałam, wciągnięta w historię jak rzadko kiedy. Fajnie się słucha czegoś, o czym wiesz, że to wszystko prawda. Jak dorosnę, będę jak książę Viran, myślałam. Albo nawet lepsza, bo nie będę się bać węży.