Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 12 września 2015

Odświeżenie WMW

Podsumując odświeżenie WMW odchodzi tylko Nimitsuu, gdyż nie zgłosiła, że chce z nami zostać. Ponadto możecie się spodziewać ogarnięcia formularzy wilków na stronie głównej WMW, bo jak część z Was wie, ponad połowy nie było. :)

Pozdrawiam, 
tymczasowy zastępca Simki Animki

    poniedziałek, 7 września 2015

    Od Kiiyuko "W poszukiwaniu szczęścia" cz. 2 (cd. chętny)

     Pierwsze op. na wrześniowy Tematyczny Weekend!

    - Mamo! Mamo! Przyniosłem ci kwiatki! - piszczał radośnie basiorek, z bukietem kolorowych kwiatów w pyszczku. Popatrzyłam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Nie był to jednak uśmiech radości, a raczej osoby, która patrzyła na coś, czego sama nie mogła nigdy mieć.
    - Kiiyuko, coś się stało? - zapytał Rafael, który szedł przez cały czas u mojego drugiego boku.
    - Nie, wszystko w porządku... - szepnęłam. Czułam, jak moje serce przyspiesza, coraz prędzej przepompowuje krew płynącą w żyłach. Wiedziałam, że od dłuższego czasu borykam się z depresją, a nagły przypływ szczęścia dawał niezbyt przyjemny efekt.
    Nie było z nami Suzi. Nie było jej, bo nie była mi ona potrzebna do pełni szczęścia. Dlaczego? A no dlatego, że miałam ją na co dzień. Wiedziałam, że z dnia na dzień mnie zostawi, że będzie zawsze. Wiedziałam, że oczekuje na mój powrót we watasze, którą założyłam blisko cztery lata temu. Dlatego nie było jej tutaj teraz. Bo tutaj miałam coś, czym nie mogłam się poszczycić na co dzień. Podniosłam łeb i zobaczyłam w oddali kilka malujących się ciemnych sylwetek. Zmarszczyłam brwi, gdyż wiedziałam, że o nikim ani o niczym więcej nie marzyłam. A może jednak? Może mam jeszcze jakieś niespełnione marzenia, tylko o tym nie wiem? Czy jest to możliwe, aby był tutaj ktoś jeszcze prócz mnie? Przyspieszyłam kroku, by jak najprędzej rozwiązać tę zagadkę.
    - Kii, kochanie, gdzie tak pędzisz? - dopytywał się mój partner. Ignorowałam to pytanie, brnąc dalej na przód. Mój synek aż biegł w ślad za nami na tych swoich króciutkich łapkach, bo inaczej już dawno zostałby porzucony na pastwę losu. Sylwetki stawały się coraz wyraźniejsze: widziałam dwóch ludzi i jednego malucha.
    - Kim jesteś?! - zakrzyknęłam, by dowiedzieć się jak najprędzej, z kim mam do czynienia. Postać średniego wzrostu przemieniła się w swoją wilczą formę i również zaczęła iść w moją stronę. Miała kruczoczarną sierść i była wyższa ode mnie, zapach wskazywał na to, że była to...
    - Des?! - wykrzyknęłam zaskoczona, ale mimo wszystko jednak nadal zachowując zimną powagę. W moim sposobie bycia przez ostatni czas zaszły kolosalne zmiany.
    - Kiiyuko? A ty co tutaj robisz? - zapytała wadera, gdy stałyśmy już pyskiem w pysk. Również w swoim tonie głosu nie zdradzała żadnych emocji.
    - Czasami chciałabym pobyć sama, z własnymi myślami, a tutaj było to możliwe aż dosłownie. - wyjaśniłam.
    - Mamo, kto to jest? - powiedziały chórem szczeniaki. I mój Michael i... Właśnie, kim był ten drugi? Popatrzyłam pytająco na Desari. Miała syna?
    - Nathanielu, proszę, bądź miły dla Kiiyuko. - zwróciła się do niego.
    - Desari, powiedz mi, proszę... Miałaś syna o imieniu Nathaniel? - wyszeptałam poruszona. Moje serce teraz waliło jak oszalałe. Wadera popatrzyła na mnie w głębokim skupieniu, jakby zastanawiała się, czy warto mi odpowiadać, czy też nie.
    - Tak.
    To wystarczyło. Patrzyłam na małą, puchatą kulkę, jak się okazało będącą synem Desari. Mimowolnie poczułam, jak łza spływa po moim policzku. Zapewne basior, który teraz do niej podszedł i również patrzył na nas wszystkich zdezorientowany, był jej partnerem. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, iż ja i moja właściwie już przyjaciółka jesteśmy do siebie podobne. Nie wiedziałyśmy o sobie wszystkiego, ale nasz życiorys najwyraźniej mimo pozorów był niemalże taki sam. Zmusiłam się do sztucznego uśmiechu, jaki okazywałam dotychczas wszystkim we Watasze Magicznych Wilków. Miałam go już opanowanego do perfekcji.
    - Możesz mnie przedstawić nowo przybyłemu? Nie wydaje mi się, abym go znała.
    - To jest Kovu, ojciec Nathaniela... - powiedziała. Było widać, że wyjątkowo ją boli to, że musi to mówić. Aż cisnęło mi się na usta pytanie, czy Percy wiedział o tym, ale nie chciałam jej dobić bardziej myślą o ukochanym, który zmuszony był odejść.
    - Mamo? Mogę się pobawić z Nathanielem? - zapytał po chwili milczenia Michaelek.
    - Mów mi Nati! - oznajmił mały, wypinając dumnie pierś. Mój synek się zaśmiał.
    - A mi Mike!
    Lekko się uśmiechnęłam. Skinęłam na brązowego basiorka, a ten radośnie pomachał ogonkiem i już chwilę później tarzał się z nowym kolegą w wysokiej trawie, symulując bitwę. Cała Dolina Cudów i Marzeń była teraz skąpana w pomarańczowym świetle, tak samo jak niebo, które z żółtego przechodziło do różu i błękitu, aż w końcu do granatu posypanym srebrnymi gwiazdami. Tutaj wszystko zdawało się być niezwykłe. Nawet księżyc, który już był widoczny. Mieliśmy pełnię. Des również obserwowała z uwagą nasze dzieci, tak samo jak i ja.
    - Tęsknisz za Michaelem, prawda? - zapytała po chwili.
    - Owszem.
    Westchnęłam.
    - Chociaż ciężko to nazwać tęsknotą, bo Michael jest wilkiem, którego nigdy nie miałam okazji poznać naprawdę. Wiedziałam tylko, jak wygląda, a reszta pozostaje tylko i wyłącznie moim domysłem...
    - Podobnie jak ja i Nathaniel... Bardzo szybko go straciłam... Nawet nie wiem, jaki jest teraz... i czy w ogóle żyje.
    - Całkowicie cię rozumiem...
    Zapanowała cisza. Niebo stało się już kompletnie ciemne, a my nadal stałyśmy. W tej samej chwili kątem oka dostrzegłam dziwną postać przyglądającą się nam zza drzewa. Była to blada dziewczyna z długimi, prostymi włosami.
    - DoCuMa? - szepnęłam. Dziewczyna szybko się cofnęła i bezszelestnie uciekła, śmiejąc się cicho.
    - Słucham? - zapytała Desari.
    - Chyba musimy już... iść... - odpowiedziałam. Wadera odwróciła głowę w stronę wciąż roześmianych szczeniaków. Wiedziałam, że nie chce wracać i walczyła z poczuciem obowiązku a własnymi pragnieniami. Nasi partnerzy również ich obserwowali z uśmiechami na pyskach, lecz kawałek dalej. Poczułam w sercu dziwną pustkę. Rzekomo kraina ta miała przynosić wieczne szczęście i radość, ale ja z jakiegoś powodu nie czułam niczego z tego rodzaju. Nie czułam kompletnie nic. To było naprawdę przerażające. Zero wzruszenia, brak radości... Z zamyślenia wyrwała mnie Des, która już wyczarowała portal i skinieniem łapy wskazała, bym ruszyła jako pierwsza. Nie odpowiadając zrobiłam to, co nakazała.
    Nie powitało mnie tak jak zwykle wychodząc stamtąd przygnębiające wrażenie niedosytu, tylko dosłowny upadek na trawę. Leżałam i nie mogłam się podnieść. Desari chwilę później również przeszła przez biały portal, a następnie go zamknęła i popatrzyła na mnie. Uniosła brwi w zdumieniu.
    - Kiiyuko...? - zapytała, ale nie skończyła, bo już się podniosłam. Łapy miałam mocno roztrzęsione, a serce łomotało jak oszalałe. Samo wrażenie było tak przeraźliwie uderzające w duszę, że zaczęłam płakać. Tak zupełnie bez powodu. Des obserwowała mnie, nie wiedząc chyba, co zrobić. Nie dziwiłam się jej. Dopiero po chwili zorientowałam się, dlaczego łzy popłynęły po moich policzkach: już wcześniej podświadomie ujrzałam rozmazaną, lecz lśniącą na błękitno postać. Rafael. Już mam zwidy... Oszalałam do całej reszty... Pisnęłam i pobiegłam przed siebie. Nie potrafiłam wytłumaczyć w żaden logiczny sposób moich działań. Nie widziałam prawie nic, przez fakt, że był środek nocy, a ja nie miałam zbyt dobrego wzorku. Łzy nie ułatwiały sprawy.
    Biegłam, choć nie wiedziałam dokąd. Nie potrafię przed tym uciec. Nie ucieknę przed wyrzutami sumienia, nieodwrotnego bólu i ciężaru na sercu. Nie ma na to lekarstwa. Zabiłam go. Straciłam syna. To już nie miało żadnych nadziei, że wrócą. W dodatku zaczęłam mieć dziwne widzenia. Jeśli jednak to rzeczywiście był duch, to przyszedł, by mi przypominać o tym, że jestem zimnokrwistą morderczynią. Że jestem potworem. Że nikt mnie już nie pokocha.
    Nie widząc wystającego korzenia, upadłam. Leżałam tak przez kilka chwil odrętwiała, z pyskiem mokrym od łez. Później podniosłam się, nadal się trzęsąc. Moim oczom ukazało się niezwykłe niebo, na którym spadały dziesiątki gwiazd, niektóre z nich wpadały do jeziora, które rozciągało się kilka metrów ode mnie. Tafla wody mimo pozorów była gładka jak lustro i odbijała wszystko inne. Zaintrygowana, powstrzymując łzy podeszłam bliżej. Ujrzałam siebie. Nie rozmazaną, jak we większości przypadków bywało, a całkowicie wyraźną. A może to nie była woda, a rzeczywiście lustro? Wyciągnęłam łapę przed siebie, by to sprawdzić i zamoczyłam ją w chłodnej wodzie. Zemdlałam.

    ***
    - Kiiyuko! - usłyszałam zniekształcone głosy. Chcąc się jak najprędzej dowiedzieć, któż tak krzyczał imię swojej przyjaciółki, otworzyłam delikatnie oczy. Ujrzałam przed sobą obce pyski.
    - Otworzyła oczy! - zakrzyknęła jakaś biało-niebieska wadera. Zmarszczyłam brwi.
    - Gdzie ja jestem...? - mruknęłam.
    - W wilczym szpitalu.
    Mój wzrok podążył po kolejnych obcych pyskach. Nikogo z nich nawet nie byłam w stanie skojarzyć.
    - Kim jest Kiiyuko? - zapytałam po chwili. Wadera wytrzeszczyła oczy.
    - Jak to, kto? Nie wiesz, że to twoje imię?
    - A, no tak. - zmarszczyłam jeszcze bardziej brwi, udając, że już zrozumiałam, o czym mowa. Od kiedy się tak nazywałam? Niczego takiego sobie nie przypominałam. Cóż, może jest jeszcze więcej rzeczy, o których nie zdaję sobie sprawy. Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
    - A wam jak na imię?
    Jeden z wilków stracił przytomność, choć nie miałam pojęcia dlaczego.
    - Ja jestem Astrid. - powiedziała zmartwiona wadera, która zaczęła ze mną rozmowę najwcześniej ze wszystkich.
    - Nie pamiętasz nas? - zapytała smętnie czarna wadera.
    - Jak to nie pamiętam? Nie znam was. - rzekłam zdezorientowana. Na przód przepchnął się jakiś szaro-czarno-czerwony basior, który natychmiast przyłożył łapę do mojego czoła, zupełnie jakby mierzył mi gorączkę.
    - Wszystko ok, czuję się wspaniale. Nie wiem, po co to całe zamieszanie. - zaśmiałam się.
    - Straciła pamięć. - oświadczył basior, zabierając łapę z mojego czoła. Wszyscy patrzyli na mnie osłupieni. Panowała martwa cisza. Chyba nie spodziewali się takiej diagnozy. Szczerze powiedziawszy, to ja też. Wcześniej byłam kimś innym? A może to moi przyjaciele z watahy? W jednej chwili posmutniałam.
    - Jesteście moimi przyjaciółmi, prawda? I zapomniałam o was?
    Popatrzyli na siebie, jakby bez słowa naradzali się, co mają mi odpowiedzieć.
    - Można tak powiedzieć... - oznajmiła biało-szara wadera. - Ja jestem Mizuki, to jest Kai, tu Desari, dalej Yusuf, Sora, Sohara, Yui, Ice, Kazuma i Suzanna.
    Mizuki wskazywała na kolejne to wilki, a te dawały znak o sobie skromnym skinieniem głowy. Na szczęście nie dokuczał mi problem związany z brakiem umiejętności zapamiętywania wielu imion na raz, więc zapamiętałam je i skojarzyłam z poszczególnymi osobami niemalże od razu. Wstałam z prowizorycznego leżyska.
    - Mogę wiedzieć, w jakiej watasze się znajdujemy?
    - Wataha Magicznych Wilków... - wyjaśniła niepewnie Sora.
    - Super nazwa! A dużo jest tutaj wilków?
    - No, dość sporo...
    - To świetnie! Wszystkich znałam?
    - Zdaje się, że tak. - wtrąciła Sohara.
    - W takim razie dziś wieczorem urządzimy dyskotekę, co wy na to? - uśmiechnęłam się radośnie. Patrzyli na mnie w coraz większym osłupieniu. Suzanna aż z wrażenia zatoczyła się w bok i oparła o wejście do jaskini.
    - Wszystko ok? - zapytałam.
    - Tak, tak... - powiedziała cicho. Była w głębokim szoku.
    - Na pewno? - Podeszłam bliżej.
    - Na pewno.
    Położyłam jej łapę na ramieniu.
    - W takim razie jestem z tego powodu bardzo zadowolona i spodziewam się was o zachodzie słońca... E... Ktoś mógłby mnie oprowadzić? Nie bardzo wiem, gdzie co się znajduje i bardzo bym chciała, aby ktoś mi pomógł w przygotowywaniach.
    Wilki popatrzyły po sobie. W końcu łapę podniosła Kazuma. Wilki popatrzyły na siebie po raz pierwszy mocno zszokowane. Uśmiechnęłam się do niej.
    - Mogę oprowadzić, ale nie będę w niczym więcej pomagać. - warknęła.
    - Spoko, czaję. To jak, idziemy?
    - Tsa... - mruknęła i wyszła z zatłoczonej jaskini, ja zaraz za nią. Po kilku sekundach zatrzymałam się i popatrzyłam na widoki rozciągające się dookoła. Wilczy szpital znajdował się na jakimś wzgórzu, więc wszystko z tego punktu było idealnie widać. Tereny były zachwycające... Nigdy w życiu nie widziałam tak oszałamiających widoków.
    - Łał... - powiedziałam. Kazuma prychnęła.
    - Idziesz, czy dalej będziesz stała jak ten kołek w miejscu?
    - Jasne, idę już, idę. - odpowiedziałam pospiesznie, a później tak jak zadeklarowałam, podążyłam za popielatą waderą. Wyglądała na wyjątkowo nieszczęśliwą. Nie lubiłam, gdy wilki były tak pokaleczone i wychudzone jak ona.
    - Em... Może ci pomóc wyciągnąć ten drut kolczasty z ogona? - zapytałam niepewnie. Wadera popatrzyła na mnie rozgniewana.
    - Nie.
    - Dlaczego? Musi cię naprawdę kaleczyć.
    - Ale nie kaleczy.
    - Jak to nie? Przecież widzę. - rzekłam, nie spuszczając jej ogona z oczu. 
    - To... - wadera się zawahała. Patrzyłam na nią z zainteresowaniem. - ...pokuta za moje grzechy.
    - Pokuta? Jakie grzechy?
    - Nie ważne... - zakaszlała. Była przeziębiona? - Nic już nie jest ważne. Wiem, że niebawem stąd odejdę i już nic nie będzie miało dla mnie znaczenia.
    - Dlaczego masz odejść? Nie podoba ci się tutaj?
    Wadera posłała mi wymuszony uśmiech. A może to była próba okazania radości po długim czasie bycia nieszczęśliwą?
    - Sama już nie wiem. Po prostu jestem śmiertelnie chora i wiem, że już powoli czas na mnie.
    Popatrzyłam na nią zmartwiona, ale ona kontynuowała swoją przemowę:
    - Pamiętam, jak rok temu mnie tędy oprowadzałaś. Nie podobało mi się tutaj. Teraz... teraz czuję do ciebie dziwną litość. Nie mam pojęcia dlaczego.
    - A może jesteśmy siostrami? - zażartowałam. - Ja też często odczuwam nastroje, których nie potrafię wyjaśnić.
    Wadera nie odpowiedziała.
    - Mogłabyś mi opowiedzieć nieco o "starej mnie"?
    Znowu cisza. Kazuma się zastanawiała, co odpowiedzieć.
    - Urodziłaś się w Królestwie Pór Roku. Miałaś młodszą siostrę. Byłaś Wilkiem Pogody. Z czasem sama zadecydowałaś o przeniesieniu się na Ziemię i tak trafiłaś tutaj.
    - Och! To naprawdę fascynujące! - podekscytowałam się. Kazuma po raz kolejny posłała mi ten swój skwaszony uśmiech.
    - W każdym razie potrafię ci powiedzieć tyle, że byłaś wilkiem miliard razy lepszym wilkiem ode mnie.
    - Dlaczego tak uważasz? Nikt nie jest zły i nie powinnaś tak myśleć o sobie. Nie ma rzeczy, której by się nie dało naprawić.
    - Tak tylko ci się wydaje...
    - Ale... - nie skończyłam, bo wadera zatkała mi pysk łapą.
    - Dotarłyśmy do Wodopoju, dalej strumyk prowadzi do Wodospadu, w którym możemy wziąć kąpiel, Jezioro i ujście rzeki na Plaży.
    - Będę mogła to wszystko zobaczyć?
    - Tak, ale dopiero po tym, jak cię oprowadzę. - wywróciła oczami, jakby to było oczywiste.
    - A, ok.
    ***
    Po wyjątkowo skromnym oprowadzaniu, stwierdziłam w końcu, że urządzę wcześniej obiecywaną dyskotekę na Plaży Wschodniej. Wydawała się być najbardziej obiecująca. Usiadłam na piasku i zaczęłam się zastanawiać, jak mogłabym to wszystko przyozdobić i rozkręcić imprezę. Może by tak kogoś zapytać o pomoc? - pomyślałam, a chwilę później stwierdziłam, że to całkiem niezły pomysł i pobiegłam w stronę terenu, na którym według Kazumy znajdowały się jaskinie innych wilków. Spotkałam trzy wilki idące w tym kierunku. Najwyraźniej szara wadera musiała im już powiedzieć o tym, gdzie koniec końców miało się rozpocząć świętowanie bez żadnej okazji.
    - Cześć! Może wiecie co zrobić, aby było bardziej kolorowo? Jakieś balony, sempertyny, konfetti, cokolwiek? Jedzenie, muzyka? Bo wiecie, robię imprezę i nie wiem, jak się do tego zabrać. Pomożecie?

     <Chętny? Tylko pamiętajcie, że Kii straciła pamięć i ma inny charakter. Zdążyła poznać na nowo tylko Mizuki, Kai'ego, Desari, Yusuf'a, Sorę, Soharę, Yui, Ice, Kazumę, Suzannę i Astrid. Zapomniałam wspomnieć, że za op. na Tematyczny Weekend dostaje się 2 razy więcej pkt. i SG za op.>

    niedziela, 6 września 2015

    Tematyczny weekend

    Pierwszy tematyczny weekend!
    Wybaczcie, że tyle to trwało i ostatecznie nie podałam tematu w weekend, ale w końcu postanowiłam, iż tematy będę podawać w soboty (a dziś wyjątkowo nie jest sobota, ale pomijając to).
    Pisać op. o podanym temacie może każdy, ale op. kończące całość będzie się pojawiać w pierwszy piątek kolejnego miesiąca. Wtedy już nie można pisać niczego więcej na ten temat.
    Dziś pojawi się pierwsza część op. z serii Tematycznych Weekendów - spodziewajcie się op. od Kiiyuko! ZA KAŻDE OP. NA TW (Tematyczny Weekend) OTRZYMUJECIE 2x WIĘCEJ PKT. I SG!
    Temat na wrzesień: dyskoteka w WMW
    Pamiętajcie: aby pojawił się Tematyczny Weekend w przyszłym miesiącu, w tym mies., czyli we wrześniu musi się pojawić ogólnie min. 50 op., nie ważne czy na poprzedni Tematyczny Weekend, czy też nie.

    P.S. Wprowadzam mini promocję. Przez 5 min. dziennie będzie się pojawiać wiadomość u góry strony z magicznym przedmiotami, że można zakupić je po zniżce -90%, do której godz. kupon jest aktualny oraz hasło. Osoby, które trafią na ofertę mogą zakupić do 5-ciu przedmiotów po zniżce. We wiad. do mnie musi podać datę i godzinę ważności kuponu oraz tajemne hasło. Tajemne hasła są 3 i każde ma ważność tylko raz. Za próbę oszukania Alfy odnośnie kuponu grozi grzywna o wysokości -50 pkt.

    Od Kazumy "Próba Mroku" cz.2 (cd. Yuko)


    - Abisso... Leć na Polanę. Tam się spotkamy. - szepnęłam. Smok nawet z gigantycznej odległości usłyszał polecenie i bez odrobiny wahania wykonał je, gdyż zobaczyłam, że przeleciał nad czubkami drzew nad moją głową. Chciałam, aby moi Posłańcy Mroku byli bezpieczni w Świecie Mroku, bez żadnych wścibskich wilków, które się nimi interesują, o których wspomniał mi Vernietiger. Podobno miał to być jakiś mały szczeniak. Nagle usłyszałam jakiś szelest z oddali. Poruszyłam uszami. Nie, to jednak nie był szelest, a istny kombajn, bo jakieś stworzenie z natarczywością biegło w moim kierunku. Przygotowałam się do ataku... ale wtedy na ostatnim korzeniu zwierzątko się potknęło, po czym zaliczyło piękny upadek, zakończony głową w ziemi.
    - Co ty robisz?! - wykrzyknęłam z poirytowaniem. Wilk, który okazał się być szczeniakiem, szybko podniósł się i otrzepał z piasku. Mimo wszystko jednak nadal na jej białym furze było widać wyraźnie plamy brudu. Ziemia z Mrocznego Lasu brudziła wyjątkowo mocno. Wadera popatrzyła na mnie z przerażeniem.
    - Przepraszam, nie zauważyłam pani.
    - Ty jesteś ślepa?! - ryknęłam. Nienawidziłam takich smarkaczy, które myślały, że gdy wejdą mi w drogę, ujdzie im to na sucho.
    - Przepr... - zaczęła, lecz nie skończyła, bo patrzyła z fascynacją na lądującą za mną Cinstit. Miała przygłupi wyraz pyska, zupełnie jakby zobaczyła ósmy cud świata.
    - Co, boisz się smoka? - prychnęłam.
    - Przepraszam, a to pani smok? 
    - Nie wiesz, że w watasze tylko ja mam Posłańca Mroku? - zapytałam coraz bardziej zirytowana. Przecież to było oczywiste, że tylko ja byłam tak wspaniała, że spotkał mnie ten zaszczyt. 
    - Nie wiedziałam. A skąd pani go ma? 
    - No proszę, nie załamuj. Z Krainy Mroku. - syknęłam pod jej adresem.
    - A gdzie jest Kraina Mroku?
    - Niech zgadnę: podoba ci się on?
    Wadera pokiwała głową z entuzjazmem. Mogłam się tego spodziewać.

    - I chcesz go kupić?
    W tym momencie szczeniak wyglądał na zaskoczonego. Najwyraźniej mała nie spodziewała się, że towarzysza należy kupić, a nie ot tak znaleźć. W końcu wszyscy Posłańcy Mroku do mnie należeli i mogłam do woli pobierać opłaty za ich sprzedaż.
    - A jaka jest cena?
    - Dowiesz się, gdy udowodnisz mi, że warto ci powierzyć tą informację. 
    - A to jest ściśle tajne?
    Wywróciłam oczami.
    - Tak.
    Wadera wyraziła swój entuzjazm radosnym machaniem ogonem. Była denerwująco optymistyczna. 
    - Ale i tak się nigdy tego nie dowiesz.
    - Dlaczego?! - wykrzyknęła zdziwiona. Gdy posłałam jej piorunujące spojrzenie, skuliła się. Żałowała swoich słów. I dobrze. Nic nie mówiąc odwróciłam się w stronę Cinstit i wskoczyłam na jej grzbiet. Szczeniak patrzył na mnie z zazdrością nawet, gdy dałam polecenie smoczycy, by odleciała. Pofrunęła wedle rozkazu w głąb Mrocznego Lasu, w którym to znajdował się ukryty portal do Świata Mroku. Przeklęłam pod nosem, gdy zobaczyłam, że portal przekraczam nie tylko ja i Cinstit, ale i także natrętny szczeniak. Kiedy tylko znaleźliśmy się w Świecie Mroku, nakazałam smoczycy wylądować i zeskoczyłam z jej grzbietu. Byłam tak jak zwykle w tym miejscu w przemianie w człowieka. Rozwścieczona podeszłam do wadery, która teraz zmieniła się w nastoletnią dziewczynę z krótkimi, białymi włosami z dwoma pasemkami w kolorze wściekłego różu i turkusu. Miała na sobie krótki biały top, czarne spodenki oraz botki tego samego koloru. Za pas miała zahaczony biało-turkusowo-różową puchatą kulkę do celów ozdobnych.
    - Czego ty ode mnie chcesz?! - krzyknęłam.
    - Chcę się tylko dowiedzieć, jaka jest cena.
    - To się nie dowiesz. - warknęłam, odwracając się do niej tyłem. Nagle usłyszałam dźwięk upadku. Stałam i czekałam, aż dziewczyna dalej będzie mi narzekała, próbując mi wmówić, że się nadaje. Gdy tak się jednak nie stało, odwróciłam się w jej stronę. Leżała nieprzytomna na ziemi. Patrzyłam na nią bez wyrazu. Miała otwarte usta, wargi delikatnie zabarwione na czarno, a cerę tak jasną, że aż białą. Zatruła się. Musiała zaatakować i zjeść jedno ze zwierząt zamieszkujących Mroczny Las. Westchnęłam, wywracając oczami. Już miałam się odwrócić na pięcie i zostawić ją na pastwę losu, gdy przypomniały mi się warunki jakie mi narzucono, bym mogłaby być królową tego wymiaru...
    - Wiesz ile konsekwencji się z tym wiąże i odpowiedzialności?...
    - Ta... Ta... Ale mówiliście, że mogę wybrać trzy życzenia JAKIE CHCĘ.
    - Zgoda... Ale nie wolno ci nikomu przez to szkodzić. Będziesz po prostu tutaj silniejsza i panujesz nad całym tym Wymiarem. To od dzisiaj będzie twoim drugim domem. Możesz się tutaj przenosić, kiedy tylko zechcesz.
    - I z kim zechcę?
    - Tak, ale nie możesz go tutaj przenieść nie na więcej niż 24 godziny, bo my wszystko widzimy, pamiętaj o tym. Jeden taki wybryk i możesz stracić życie przez takiego osobnika jak ty do Kurayami.
    - U siebie będę nieśmiertelna?
    - Tak, do czasu swojego pierwszego wybryku. Nie wolno ci się zbuntować.
    - To wszystko mi odpowiada. - uśmiechnęłam się zadowolona.
    - Ale pamiętaj, ty tutaj możesz być mniej czasu niż u siebie. Nikt nie może zauważyć, że znikasz.
    - Spoko.

    Westchnęłam i odwróciłam się zirytowana do wciąż nieprzytomnej nastolatki. Jest nieodpowiedzialna i naiwna, więc z całą pewnością nie nadaje się do bycia właścicielką Posłańca Mroku. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do Cinstit.
    - No, Cin. Widzisz, kto się tutaj do nas przypałętał? Jakiś durny szczeniak, który nie potrafi zadbać sam o siebie, więc musi za nią robić to ktoś inny.
    Smoczyca przyglądała się mi i dziewczynie tymi swoimi mądrymi złotymi ślepiami. Przerzuciłam Śpiącą Królewnę przez jej grzbiet, następnie sama na nim zasiadłam i poleciłam, aby leciała do mojego pałacyku, a raczej wielkiej, sypiącej się ruiny. Pamiętam, że gdy wybierałam się tam po raz pierwszy, to zajęło mi to i Valto, który przez cały czas narzekał, że bolą go nogi, bądź się boi, ponad szesnaście godzin. Tym razem poszło to o wiele sprawniej, ponieważ jako, że Posłańcy Mroku byli świetnymi lotnikami i dobrze orientowali się w terenie, na miejscu byliśmy już po upływie pół godziny. Cinstit podeszła do gładkiego lądowania, a gdy tylko jej łapy dotknęły ziemi, natychmiast zeskoczyłam z jej grzbietu, nie zapominając o dziewczynie.
    W moim drewnianym pałacyku nie było drzwi. Z uśmiechem przypomniałam sobie, jak za jednym moim kopnięciem wyrwały się z zawiasów i pękły na pół, bo były już spleśniałe i zniszczone ze starości. Weszłam po sypiących się schodach do pokoiku, w którym to wciąż podłoga była brudna od czegoś ciemnego. Dopiero po dłuższych oględzinach można było stwierdzić, że to krew. Zaschnięta krew Kurayami. Wiedziałam również, że w najciemniejszym kącie znajdowały się niezniszczalne kajdany, które można było tylko ściągnąć przy użyciu klucza. Blokowały one również wszelkie zaklęcia. Wiedziałam to, bo Żółty Rzyg był do nich przykuty i nie mógł odprawiać przez to żadnych czarów. Ponadto wszędzie panował klimat taki, jaki wprost uwielbiałam, czyli potocznie zwąc - "creepy".
    Położyłam dziewczynę na podłodze, następnie sięgnęłam do zardzewiałej, niegdyś metalowej półki i wzięłam buteleczkę zapełnioną mętnym płynem, który wyglądał na mocno sfermentowany. W środku również pływały jakieś bliżej nieokreślone małe cząstki roślin lub części ciała. Ukucnęłam obok niej i położyłam jej głowę na swoich kolanach. Następną czynnością było rozchylenie jej ust i wlania do nich połowy podejrzanej zawartości i zamknięcie. Nie musiała przełykać. Mogła, ale nie musiała. Już kilkanaście sekund później nastolatka gwałtownie usiadła, krztusząc się wywarem. Najwidoczniej połowę wypiła. Moje usta wykrzywiły się w kpiącym uśmieszku. Wiedziałam, że w smaku eliksir musiał być wyjątkowo okropny.
    - Pyszne, prawda? - zapytałam jak na złość.
    - Wcale nie! - wykrzyknęła. Miała minę, jakby miała zaraz zwymiotować. Jej usta odzyskały swój naturalny kolor, tak samo jak cera. Mimo wszystko przez panujące te warunki i tak była wyjątkowo jasna. Po chwili zwróciła wszystko, co zjadła i wypiła. Skrzywiłam się, widząc fioletową breję, przypominającą zmielone mięso i nadtrawione kawałki wnętrzności, a nawet pojedyncze kości. Dziewczyna popatrzyła na to z przerażeniem.
    - Toś mi narobiła... - warknęłam.
    - Prze... przepraszam... - wyjąkała. Popatrzyłam na nią znudzona. Mogłam dzięki niej trochę zarobić.
    - Powiadasz, że chcesz Posłańca Mroku na własność?
    Pokiwała głową niepewna tego, jak ma zareagować.
    - Więc muszę przeprowadzić na tobie sprawdzian, czy aby na pewno jesteś tego godna. Zgadzasz się na takie warunki?
    - Zgadzam się. - odpowiedziała po chwili wahania.
    - A więc zadanie pierwsze...
    Chwyciłam w dłonie kajdany i zakułam ręce i nogi dziewczyny. Oddaliłam się na odległość pięciu metrów. Nastolatka mogła poruszyć rękoma i nogami tylko o maksymalnie pół metra.
    - ...masz się uwolnić. Pamiętaj, że możesz to zrobić tylko na jeden sposób.
    By ją zorientować, cóż był to za sposób, pomachałam do niej małym srebrnym kluczykiem, wydobytym ze skórzanej torebki. Następnie wsadziłam go do buteleczki z wywarem, który uleczył ją z zatrucia i zamknęłam korek. Położyłam fiolkę na ziemi i odsunęłam się kolejne dwa metry. Skoro wilczemu bogowi się to nie udało bez cudzej pomocy, jej tym bardziej. Nie miała żadnych szans.

    <Yuko? Masz okazję trochę pogłówkować :P>